Mówi Radosław Biliński

Mogłem jeszcze pograć jako zmiennik
Tomasz Maciejewski: Chyba nie tak wyobrażał pan sobie rozstanie z Pogonią?

Radosław Biliński: Szkoda, że tak się stało. Przyznam szczerze - nie spodziewałem się tej decyzji. Uważam, że jeszcze przynajmniej rok mogłem pograć. Nawet jako zmiennik. Nie obraziłbym się, a na treningach dawałbym z siebie wszystko i walczył o skład. Jest mi przykro, bo chciałem zakończyć karierę w Pogoni, jestem związany z tym klubem, z tym miastem. Ostatnie dwa lata to był fajny okres, z IV ligi na zaplecze ekstraklasy. Nie chodzi o to, by mnie "trzymać za zasługi", ale nie sądzę też, bym umiejętnościami odstawał od kolegów. Niby zawodnikom nie zagląda się w metrykę, a jednak okazało się to ważnym kryterium.

Jesienią, przy przyjściu trenera Mandrysza grywał pan regularnie, wiosną mało. To był sygnał, że po awansie zabraknie miejsca?

- No właśnie. Wtedy byłem podstawowym zawodnikiem, wygraliśmy serię spotkań, wszystko szło dobrze. Wiosną nagła zmiana - bardzo rzadko otrzymywałem szansę. To dziwne, bo przecież były takie okresy, kiedy brakowało środkowego pomocnika. Szkoda - może gdybym zagrał kilka spotkań, teraz moja sytuacja byłaby lepsza.

Tylko że konkurencja wzrasta.

- To oczywiste, że Pogoń potrzebuje wzmocnień, by grać o coś w I lidze. Tylko że "nowi" nie powinni grać, dlatego, że są nowi, a dlatego, że są lepsi. Z tym bywa różnie. Poza tym - kadra nie kończy się na 11 czy 14 zawodnikach. Sezon jest długi, ciężki. Wszystko może się zdarzyć, mógłby chyba tej drużynie jeszcze trochę pomóc. A podziękowano mi tak, jak w czasach Antoniego Ptaka - po awansie Biliński jest niepotrzebny. Gdy dostajesz takiego "dzwona" od obcych, boli mniej... Teraz dostałem od swoich i trudno się otrząsnąć.

Klub złożył panu jakąś ofertę współpracy? Trener grup młodzieżowych, scout, może grający asystent, który za rok oficjalnie zakończy karierę?

- Nie było takiej rozmowy. Po prostu poinformowano mnie, że kontrakt nie zostanie przedłużony. Gdyby pojawiły się jakieś propozycje dotyczące pracy w Pogoni, na pewno bym je rozważył.

"Bili" wiesza buty na kołku czy jeszcze trochę pobiega po ligowych boiskach?

- Jeszcze nie wiem. Muszę to wszystko przemyśleć. Jestem w szoku, te pierwsze dni są zawsze najtrudniejsze. Może gdzieś jeszcze pogram, ale nie będzie łatwo coś znaleźć - mam swoje lata, przeprowadzka do innego miasta raczej nie wchodzi w grę. Dlatego jestem rozgoryczony.