Sport.pl

Dziewczyna z lotniska

Rodzice poznali się na lotnisku w Dąbiu. Oboje latali. Teraz tata jest pilotem rejsowych boeingów. Anja Tatarczuk nie mogła uprawiać innego sportu jak latanie. Przed tygodniem pierwszy raz w życiu wystartowała w mistrzostwach Polski. Zdobyła złoty medal. Marzy o własnym samolocie


- Wychowałam się na lotnisku, ale do samodzielnego latania nikt mnie nie zmuszał, sama chciałam - mówi z pasją Anja.

Prywatnie Anja pracuje... na lotnisku w Goleniowie, w wieży kontroli lotów: - Chodzenie do pracy, to sama przyjemność - cieszy się.

Imię, to bardziej pseudonim. W komunikatach z mistrzostw Polski, które odbyły się przed tygodniem w Powodowie koło Wolsztyna (Wielkopolska) widnieje Anja, ale w metryce i na świadectwach ma wpisywane Anna. W klasie było kilka imienniczek i postanowiła oryginalnie zniekształcić pisownię. - Poza tym, to tak z niemieckiego, a mi się bardzo podoba ten język - wyjaśnia.

Anja ma licencję pilota, ale w Powodowie i wcześniej w otwartych mistrzostwach Litwy pod koniec maja startowała jako nawigator na dwuosobowym samolocie razem z kolegą z Aeroklubu Szczecińskiego Dariuszem Kędzierskim.

- Jest podział na funkcje pilota i nawigatora, ale to, jak dzielimy między sobą czynności, niech zostanie tajemnicą. Konkurenci przeczytają i będziemy mieli trudniej - mówi. - Bywają momenty, gdy trzeba robić w samolocie kilka rzeczy naraz. Jedną ręką nie da się tego zrobić.

W Powodowie oraz Biržai na Litwie, gdzie para Kędzierski - Tatarczuk zdobyła drugie miejsce, startowali w kategorii mikrolotów.

- Może to brzmi niepoważnie, że niby taki malutki samolot. Faktem jest, że silnik ma moc zaledwie 44 KM i rozwija prędkość około 100 km na godz. Jednak nazwa bierze się głównie stąd, że są to samoloty ultralekkie. Na zawodach wraz z paliwem i samolotem waga nie może przekraczać 300 kg. Jak jest za dużo - pilot musi schudnąć - opowiada.

Zawody składają się z czterech konkurencji: precyzji lądowania, tzw. termiki i dwóch prób nawigacyjnych.

Lądowanie polega na tym, by jak najdokładniej "posadzić" samolot w wytyczonym obszarze zwanym deckiem. Deck ma szerokość 25 m i długość 100 m. - Samolot wznosi się w górę, zatacza pętlę. Na wysokości 300 m wyłącza się silnik, "decha staje" i trzeba jak najprecyzyjniej wylądować. Jeśli maszynę przyziemi się w polu wyznaczonym na początku decku, dostaje się największą liczbę punktów - wyjaśnia Anja.

Pytana, co oznacza slogan "decha staje" z uśmiechem dodaje: - Widzimy przed sobą nieruchome śmigło.

Przyziemienie oznacza natomiast zetknięcie kołami z ziemią. Zatrzymać się trzeba w granicach decku. Jeśli samolot wyjedzie kołem poza wyznaczone pole - punktów za konkurencję nie ma. Nasza załoga na cztery próby miała dwie udane. Zdobyła w tej konkurencji 400 pkt.

Drugą konkurencją jest tzw. termika. Rywalizacja polega na tym, która załoga utrzyma się najdłużej w powietrzu. Przed startem wszyscy tankują 10 litrów paliwa. Zespół Aeroklubu Szczecińskiego latał przez 2 godz., 26 min. W tym na 20 min wyłączyli zupełnie silnik, szybując w powietrzu. Istotne przy tym jest, by po wylądowaniu mieć w zbiorniku jeszcze na tyle paliwa, by móc samolot odprowadzić na wyznaczone miejsce. W tej konkurencji nasi też byli na drugim miejscu.

Szalę mistrzostwa przechylili na swą stronę dwoma przelotami nawigacyjnymi. Na obu uzyskali maksymalną liczbę punktów - po 1000. Konkurencje polegają na dokładnym przelocie po trasie wyznaczonej na mapie, dostarczonej przez organizatorów. Należy przy tym odszukać znaki ułożone na ziemi i miejsca sfotografowane i dostarczone wraz z mapami. - Na dodatek przelot musi się odbyć w czasie zadeklarowanym przed startem - mówi Anja. - My deklarowaliśmy prędkość 90 km na godz. Na trasie znajduje się kilka punktów kontrolnych pomiaru czasu. Wahnięcia na nich nie powinny przekraczać 10 sek. Od tego, co się zadeklarowało.

Nasza para w cuglach zdobyła tytuł mistrzowski, wyprzedzając srebrnych medalistów o niemal 400 pkt.

Teraz Anja marzy o kupnie własnego samolotu. - Taka ultralekka maszyna kosztuje w granicach 180 tys. zł - sprawdziła. - Niestety, żaden z banków nie daje kredytu na kupno samolotu. Na łódź można wziąć kredyt, na samolot nie. Będę musiała uzbierać gotówkę, albo kupić z kimś do spółki.

Póki nie kupi, zamierza w kolejnych zawodach startować na pożyczonych maszynach. Tak było w Powodowie i na Litwie. Następna okazja już w sierpniu - mistrzostwa świata w czeskiej Jihlavie.