Sport.pl

Grzegorz Skwara: Czemu inni grają, tylko ja nie

34-letni pomocnik przyznał się do udziału aferze korupcyjnej i PZPN go zawiesił. Może dziś zmieni zdanie?
Skwara w ekstraklasie rozegrał 135 spotkań, strzelił 21 bramek. Występował m.in. w barwach Rakowa Częstochowa, Ruchu Chorzów, Górnika Łęczna i KSZO Ostrowiec. Rok temu trafił do Floty Świnoujście i jesienią spisywał się świetnie. Po jednym z treningów zespołu podczas zimowego obozu w Karkonoszach został zabrany na przesłuchanie do wrocławskiej prokuratury. Usłyszał zarzut sprzedania meczu, do którego się przyznał. Pod koniec stycznia Wydział Dyscypliny PZPN bezterminowo zakazał mu gry na polskich boiskach. W maju Związkowy Trybunał Piłkarski cofnął decyzję zawieszenia i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Posiedzenie w sprawie Skwary odbędzie się dziś. Flota i sam zawodnik liczą na pozwolenie na grę.

Rozmowa z pomocnikiem

Mariusz Rabenda: Wybiera się pan na czwartkowe posiedzenie wydziału dyscypliny PZPN?

Grzegorz Skwara: Jadę. Jeśli nawet mam usłyszeć najgorsze, to wolę, żeby powiedzieli mi to prosto w oczy. Nie mam zamiaru znów się denerwować, wydzwaniać, dowiadywać się o decyzji z drugiej ręki.

Ma pan nadzieję na korzystne rozstrzygnięcie?

- Już wiele razy miałem taką nadzieję. Gdy wyszedłem z przesłuchania w prokuraturze - w styczniu - miałem nadzieję, że nie dostanę kary zakazu gry. Kiedy w maju Trybunał Arbitrażowy anulował decyzję mojego zawieszenia w prawach zawodniczych też miałem nadzieję, że lato normalnie przepracuję w klubie. Skończyło się na nadziejach i zimnym prysznicu. Teraz moja sprawa ma być ponownie rozpatrzona, ale słyszę, że rzecznik dyscypliny będzie ponownie wnioskował o ukaranie mnie zakazem gry.

Jednak gra pan w Eintrachcie Ahlbeck [ósma liga - red.], bo na niemieckich boiskach zakaz nie obowiązuje?

- To jest zespół amatorski. Owszem gram po to, by podtrzymać formę. Jeśli rozstrzygnięcie będzie dla mnie korzystne, to będę mógł dołączyć do Floty bez bagażu półrocznej przerwy.

Czuje się pan gotowy od razu dołączyć do zespołu?

- Nie leżę do góry brzuchem. Staram się przygotowywać tak, jak mi na to pozwalają warunki. Gram w Ahlbecku, z oldbojami Floty. Wszystko po to, by mój ewentualny powrót do zespołu, był jak najszybszy. Mam świadomość tego, że piłkarze, którzy trenują codziennie profesjonalnie będą ode mnie lepiej przygotowani fizycznie, ale wierzę, że przy takim fachowcu jak Petr Nemec [szkoleniowiec Floty - red.] szybko uda się nadrobić zaległości.

Miał pan ofertę z grającego w Oberlidze i mającego ambicje awansu TSG Torgelow.

- Byłem tam nawet raz, rozmawiałem z działaczami, ale nie skorzystałem z propozycji. Gdybym się zgodził na grę u nich, podjąłbym jednocześnie decyzję, że nie wracam do Floty. Tymczasem to Flocie i prezesowi Edwardowi Rozwałce zawdzięczam, że jeszcze sprawa nie jest przegrana. To dzięki jego pomocy prawnej Trybunał Arbitrażowy uchylił decyzję mojego zawieszenia i przekazał do ponownego rozpatrzenia. Poza tym Torgelow leży prawie 90 km od Świnoujścia. Drogi nie są najlepsze, a w wakacje zakorkowane przez turystów jadących nad Bałtyk. Codzienne treningi powodowałyby, że praktycznie nie widywałbym się z rodziną. Nie chcę tego.

Są piłkarze, na których ciążą poważniejsze zarzuty niż te, które dotyczą pana. Tamci grają, a pan nie.

- Nie wiem, o co chodziło panu Wojciechowi Petkowiczowi [rzecznik dyscypliny - red.], gdy tak zdecydowanie wnioskował w sprawie zawieszenia mnie. Popisać się chciał, czy co? Proszę zauważyć, że ze wszystkich zatrzymanych piłkarzy tylko ja zostałem zawieszony przez PZPN. Zbigniew Wójcik, który ma zarzuty, został zwolniony ze Śląska Wrocław, a kilka dni później podpisał kontrakt ze Ślęzą. Piotr Reiss niedawno podpisał kontrakt z Wartą Poznań. Tylko Grzegorzowi Skwarze nie wolno grać, a przecież jest to tylko domniemanie winy, bo wyroku sądu cywilnego nie mam.

A może problem leży w tym, że pan się przyznał do winy?

- Nie okłamywałem prokuratora, poświadczyłem wszystko zgodnie z prawdą. Sam prokurator powiedział mi, że jest zadowolony z mojej współpracy. Przyznałem się do jednego zarzutu [chodzi o mecz Świt Nowy Dwór - Górnik Łęczna z 2004 r. (1:0); Skwara był wówczas zawodnikiem Łęcznej - red.].

Reiss się nie przyznał, Wójcik też...

- Jestem na tysiąc procent przekonany, że jeśli prokuratura wrocławska kogoś wzywa do siebie, to nie po to, żeby tylko sobie porozmawiać. Jeśli mówią, że mają po kilka zarzutów, to mają na tyle poważne dokumenty i zeznania, że wina jest pewna. Zresztą, jeśli ktoś w polskiej piłce ligowej rozegrał kilkadziesiąt, czy kilkaset meczów, to musiał się zetknąć z korupcją. Nasza piłka była cała zepsuta. Każdy z nas grał w sprzedanych meczach.

Sprzedał pan mecz?

- Nie mogę wprost odpowiedzieć na to pytanie. Miałem przekonywać osoby, żeby wzięły pieniądze za porażkę.

Jest pan po stronie prokuratorów?

- Powiem tam - dobrze się stało, że się wreszcie wzięli za korupcję w naszej piłce. Szkoda tylko, że tak późno, bo problem nie zaczął się od czasu, kiedy ja rozpocząłem karierę. Jeśli śledztwa zaczęłyby się 5-7 lat wcześniej, to dziś futbol byłby czysty, a może i ja bym uniknął kłopotów.

W maju Związkowy Trybunał Piłkarski uchylił pańską karę. Nigdy też nie było mowy o zakazie gry wobec Reissa.

- Może Reiss ma lepszych adwokatów? Nie wiem, ale wkurza mnie to, że inni mogą grać, a ja nie. Nie miałbym nic przeciwko mojemu zawieszeniu, gdybym wiedział, że podobna kara spotyka też innych piłkarzy zamieszanych w korupcję. Jeśli zawieszono by do dziś kilkudziesięciu piłkarzy, nie miałbym żalu. Tymczasem piłkarze zamieszani w afery grają, działacze pracują w klubach.

Bo największe kary spotykają tych, którzy się przyznali...

- ... na to wygląda. Górnik Łęczna się przyznał, został zdegradowany o dwie klasy, mi zakazano gry, a kluby, które idą w zaparte, unikają kar, są im odbierane punkty, a potem przywracane. Dlatego do Warszawy na posiedzenie Wydziału Dyscypliny jadę z duszą na ramieniu. Mam nadzieję usłyszeć decyzję ostateczną. Mam już swoje lata i świadomość tego, że mogę pograć jeszcze rok - dwa. Odsuwanie decyzji byłoby najgorsze w moim przypadku.

Dla Sport.pl

Wojciech Petkowicz

rzecznik dyscypliny PZPN

Możliwe że na boiskach biegają zawodnicy, którzy mają cięższe zarzuty niż Grzegorz Skwara, ale decyzje w ich sprawach zapadły przed styczniem tego roku. Funkcja rzecznika dyscypliny istnieje od tego roku i tylko w tegorocznych sprawach mogłem wnioskować. Porównując sprawy Skwary i Reissa, powiem tylko, że w przypadku tego drugiego chodzi o mniejsze kwoty. Na dodatek prokuratura wrocławska nadal pracuje nad tą sprawą i nie przekazała nam jeszcze wszystkich informacji. Przyznaję, że pan Skwara był jedynym dotychczas piłkarzem zawieszonym przeze mnie. Co będzie dalej? Zdecyduje Wydział Dyscypliny. Nie mogę powiedzieć, o co będę wnioskował w jego przypadku na czwartkowym posiedzeniu. Na tym samym posiedzeniu rozpatrzone będą także sprawy 6 czy 7 innych zawodników, sprawy działaczy oraz sędziów. Możliwe są kary, nawet kolejne zawieszenia.

Sobieraj: Nie powiem kto korumpował. Nie jestem kapusiem - czytaj tutaj »


Więcej o: