Mówi bohater meczu

Piotr Petasz

lewy pomocnik Pogoni, do poprzedniej zimy gracz Piasta

Wtorek rano - wstaję, ale nie zaczynam od razu myśleć o tym, co mnie i Pogoń czeka wieczorem. W podświadomości było, że gramy z zespołem z ekstraklasy, a to już wywoływało podwójną motywację. Fakt, że to był Piast, gdzie grałem wcześniej, nie wywoływał jednak większego ciśnienia. Myślę, że przygotowywałem się jak do każdego meczu.

Po śniadaniu też nie pobiegłem do kiosku po gazety, by czegoś się dowiedzieć o przeciwniku. Raz są w nich dobre oceny, raz złe - trzeba mieć do tego dystans, a najłatwiej zdecydowanie ograniczyć czytanie. Normalnie przygotowywałem się do meczu, w stałej porze zjadłem obiad. Menu też nie było specjalne - ale niech zostanie tajemnicą. Przed następnymi pucharowymi meczami zjem to samo. Specjalna za to powinna być pomeczowa kolacja. Wszyscy na taką zasłużyliśmy.

Wieczorem był mecz. Nie myślałem o zemście. Mam jednak ogromną satysfakcję, że podejmując mój poprzedni klub, udało się go pokonać, a ja przyczyniłem się do tego bramkami. Cieszymy się wszyscy z awansu i czekamy na kolejne pucharowe mecze. Do Gliwic nie zamierzam wracać, choćby nawet teraz o mnie zabiegali. W Szczecinie mi odpowiada - mamy fajną ekipę i dobre wyniki. Chcemy zrobić fajny wynik na koniec sezonu.

Cieszę się, że kibicom podobał się mecz w naszym wykonaniu. Przeciwnik nie murował bramki, sam starał się organizować akcje, ale na niewiele mu pozwalaliśmy. Widać było inną kulturę gry w porównaniu z większością pierwszoligowców. My jednak musimy teraz wrócić do rzeczywistości I ligi. Przed nami występ w piątek w Płocku. Żałuję, że przez nadmiar żółtych kartek nie pomogę kolegom. Na pewno będę jednak na trybunach i w ten sposób wspierał chłopaków. Kto mnie wyręczy w strzelaniu bramek nie ma znaczenia. Kandydatów jest naprawdę wielu.