Robimy dobrą robotę

Piotr Mandrysz - opiekun wicelidera I ligi - ocenia jesień i podsumowuje 14 miesięcy pracy w Pogoni
Rozmowa z trenerem portowców

Tomasz Maciejewski: Przed sezonem był pan ostrożny w prognozach, podkreślał, że większość zawodników w I lidze jeszcze nie grała, ale dziś pewnie są powody do satysfakcji?

Piotr Mandrysz: Na pewno! Cały rok 2009 możemy podsumować na duży plus! Awans do I ligi i bardzo dobra postawa zespołu w rundzie jesiennej to jest coś, co daje dużo radości wszystkim ludziom, którzy Pogoń kochają, którzy wokół niej działają, którzy są jej życzliwi. Uważam, że jest też bardzo dobra promocja Szczecina, bo w środkach masowego przekazu jest o Pogoni głośno. W dobrym tego słowa znaczeniu. Oby tak dalej!

Portowcy wygrali jesienią 10 ligowych spotkań, zgromadzili 35 punktów, zajmują miejsce premiowane awansem, a chyba mogło być jeszcze lepiej?

- Oczywiście. Straciliśmy u siebie 10 punktów. To jest dużo. Dwie porażki, dwa remisy - te mecze mogły się inaczej potoczyć, z tym że trzeba wziąć pod uwagę, że mówi tak każdy trener, analizując grę swojego zespołu. Jestem przekonany, że to samo mówią w Zabrzu, w Łodzi... Nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. Prawdę powiedziawszy, wszystkie porażki były do uniknięcia, traciliśmy bramki po prostych błędach... Ale zdobywaliśmy także po błędach przeciwników (śmiech). Więc plusy równoważą minusy.

Trener Andrzej Strejlau często powtarza, że "bilans szczęścia zawsze wynosi zero".

- Z reguły tak (śmiech). Wyników jesiennych spotkań już nie zmienimy, nie odwrócimy. Możemy tylko wyciągać wnioski, przekazywać je zawodnikom, by w przyszłości uniknąć takich sytuacji jak choćby ostatnio w Katowicach, gdzie powinniśmy "dowieźć" zwycięstwo. Niestety, atmosfera stworzona przez kibiców, wrzawa na trybunach, uniemożliwiła przekazanie im informacji z ławki. Nic nie docierało. A nie mamy jeszcze tak doświadczonego zespołu, który potrafi korygować pewne rzeczy na boisku bez podpowiedzi trenera... Powtórzę więc: punktów mogło być więcej, jednak biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy beniaminkiem, że przed sezonem doszło do rewolucji kadrowej, trzeba być zadowolonym z osiągniętych wyników.

Na jakim etapie "budowy zespołu" jest Pogoń?

- Drużyna nadal się dociera, i to będzie jeszcze trwało. Wymiana połowy kadry przed sezonem to nie jest najlepszy sposób "budowania", ale nie mieliśmy innego wyjścia! Gdybyśmy tego nie zrobili, to myślę, że bylibyśmy na miejscu w tabeli, które by nas tylko frustrowało.

Transferów dużo - większość na plus, a kto na minus?

- Niektóre osoby zawiodły. Zwykle tak jest, a przy takiej ilości transferów jest to wręcz nieuniknione. Na pewno więcej spodziewaliśmy się - jako sztab trenerski i kierownictwo klubu - po Krzyśku Przytule. W zespół nie wkomponował się też Khaddy Kazadi. Wymieniając tylko te dwa nazwiska - siłą rzeczy - pozytywnie oceniam pozostałych. Każdy z chłopców wniósł do gry Pogoni tyle, ile umiał. Oczywiście każdego z nich stać na jeszcze lepszą grę i mam nadzieję, że wiosną będziemy u nich tę progresję obserwować.

Jak poważne ruchy kadrowe szykują się zimą?

- Nie będą to duże zmiany. Piłkarze, którzy jesienią wywalczyli wicelidera, zasługują, by grać dalej. Ale jeżeli zajmujemy miejsce drugie, to trudno, żebym powiedział, że będziemy grać o miejsce trzecie! Interesuje nas utrzymanie lokaty premiowanej awansem, a obecny skład osobowy może nam tego nie zagwarantować, więc na pewno przed drugą częścią sezonu będziemy chcieli podnieść jakość drużyny. Z trzy transfery trzeba przeprowadzić.

Zdradzi pan coś więcej?

- Nie.

A pozycje? Środkowy pomocnik?

- Rozglądamy się.

Napastnik?

- Rozglądamy się.

I to na razie musi kibicom wystarczyć?

- Konkurencja też czyta gazety. Są pewne sprawy, o których nie mówimy. Nie przez złośliwość, tylko po prostu nie wiemy, czy dojdzie do konkretów. Nie chcemy, by przedwcześnie wypływały informacje o transferach. Coś takiego zdarzyło się latem, myślę o Andrzeju Niedzielanie - media nagłośniły temat, a rozmów z piłkarzem nie sfinalizowaliśmy. Był tylko niepotrzebny szum. Ja rozumiem, że kibiców to interesuje, że dziennikarze chcą coś ciekawego napisać, ale z wielu względów nie możemy już teraz podać informacji, kogo chcemy ściągnąć do Pogoni. Choćby z tego powodu, by pozyskać zawodnika taniej, a nie drożej.

A propos Niedzielana - miał wygórowane żądania finansowe, ale okazał się wart tych pieniędzy, strzelił dla Ruchu sześć bramek, chorzowianie są wiceliderem ekstraklasy.

- Odbudował się! Są piłkarze, którzy mają bardzo duże umiejętności, ale w danym klubie im nie idzie, nie mogą się przełamać. Andrzej miał ostatnio nieciekawy okres, problemy zdrowotne. Od pierwszego udanego sezonu w barwach NEC Nijmegen, a wcześniej Groclinu Grodzisk i Górnika Zabrze, minęło sporo czasu. Rokowania po ciężkiej kontuzji były nieciekawe. Myślę, że trudno jest dojść do odpowiedniej dyspozycji w tak dobrym klubie jak Wisła Kraków, gdzie zawsze się gra o najwyższą stawkę. Blokada psychiczna to jeden powód. Drugim może być to, że Niedzielanowi bardzo dobrze współpracuje się z trenerem Waldemarem Fornalikiem, którego zna z Górnika. Bywa tak, że zawodnikowi odpowiada styl pracy jakiegoś szkoleniowca. Z naszego podwórka też moglibyśmy podać taki przykład (śmiech).

O Piotra Petasza pytał nie będę, choć on też może być bohaterem okienka transferowego... Zapytam o piłkarzy, o których nie pytają kluby ekstraklasy, ale którzy w Pogoni nie zostaną.

- Za wcześnie na nazwiska. Na pewno ktoś odejdzie. Kadra jest 26-osobowa i większa nie będzie.

Prezesi klubu powiedzieli już: przeznaczamy tyle i tyle na transfery, cel na wiosnę jest jasny - awans! Po udanej rundzie jesiennej miały paść - także z pana strony - takie deklaracje.

- Na razie nie chciałbym określać tego w ten sposób. O co będziemy grali, zależy od szeregu czynników. Między innymi od możliwości finansowych. Pozyskanie klasowych zawodników zimą nie jest takie łatwe. Zwykle kontrakty podpisane są na sezon, więc trzeba takich piłkarzy wykupić. A klub, w którym występują, wcale nie musi chcieć ich sprzedawać. Dlatego, nie wiedząc jeszcze, kto trafi do Pogoni, nie powiem, o co będziemy grać! Na pewno - niezależnie od składu osobowego - w każdym meczu będziemy starali się grać jak najlepiej i dawać radość naszym kibicom! Na ile nam runda wiosenna pozwoli - zobaczymy. Pamiętajmy, że czeka nas dziewięć wyjazdów i tylko sześć spotkań u siebie. Jeździmy do całej góry - Widzew, ŁKS, Dolcan Ząbki. I daleko - Nowy Sącz, Bielsko-Biała, Ostrowiec, Lublin. Plus spotkania Pucharu Polski. Duża dawka! Jak chłopcy będą to znosili? Ja wierzę, że dobrze. Jesień pokazała, że drużyna świetnie sobie radzi; jestem optymistą. Liga zapowiada się bardzo ciekawie, bo tak jak my snujemy ambitne plany, tak zespoły mające do nas kilka punktów straty też planują transfery, walkę o awans. Co z tej atrakcyjnej rywalizacji wyniknie dla Pogoni pozytywnego, pokaże czas.

Pokusi się pan o prognozę, ile punktów potrzeba do awansu? 65 czy więcej?

- Raczej nie. Im więcej zespołów o coś gra, tym mniej punktów potrzeba. Zeszłoroczna formuła, z barażami, była dlatego korzystniejsza, ciekawsza dla kibiców, bo 3. miejsce też dawało szansę awansu. Oby w tym sezonie jak najdłużej trwała walka o ekstraklasę z udziałem kilku drużyn. Jeżeli odskoczą dwie-trzy ekipy, punktów potrzeba dużo, jeśli jest ścisk w tabeli - tak jak teraz - znacznie mniej. W 2008 r. Piast awansował z 3. lokaty, mając 62 punkty. Lider - Lechia Gdańsk - 69. Załóżmy, że brakuje nam około 30.

Biorąc pod uwagę terminarz - duże wyzwanie. A jest jeszcze Puchar Polski. Po rundach wstępnych żartował pan, że Pogoń raczej tego trofeum nie zdobędzie, jednak ćwierćfinał rozbudził wyobraźnię. Walczycie o kolejny awans? Dwumecze z Wisłą, Legią, Ruchem czy Lechią to superatrakcja dla kibiców, promocja szczecińskiej piłki.

- Na pewno chcielibyśmy zajść jak najwyżej. Nawet jeśli gramy trochę innym składem niż w lidze, zespół zawsze wychodzi na boisko, żeby wygrać, a nie żeby coś odpuścić. Oczywiście są określone priorytety, stąd obecność rezerwowych, teoretycznie słabsza jedenastka, ale po to mamy szeroką kadrę, by zwiększyć rywalizację, by nikt nie czuł się pewniakiem, by wszyscy zawodnicy udowodnili, że można na nich liczyć. Grając w PP zaprezentowaliśmy się z dobrej strony, jesteśmy w ćwierćfinale, wyeliminowaliśmy dwie drużyny z ekstraklasy, czekamy na kolejnego renomowanego rywala.

Dwumecz zwiększa szanse pierwszoligowca w starciu z faworytami?

- Zobaczymy, na kogo trafimy, gdzie odbędzie się pierwsze spotkanie. To, że są dwa mecze, transmitowane przez telewizję, to jest promocja klubu i gratka dla kibiców... Liczę, że Pogoń zmierzy się z atrakcyjnym przeciwnikiem, a stadion będzie pełny. Chciałbym, żeby jak najwięcej osób wspierało nas z trybun, a nie przed telewizorem.

Po pierwszych meczach na ławce Pogoni, jesienią 2008, mówił pan, że puste trybuny na Twardowskiego szokują. Teraz jest lepiej, lecz nie rewelacyjnie. Tylko na GKS i Widzew przyszło ponad 10 tys. widzów.

- Chcielibyśmy, żeby frekwencja na spotkaniach granatowo-bordowych nie była uzależniona od pogody, jednak stadion mamy taki, jaki mamy. Deszcz, chłód odstrasza "świątecznych: kibiców, którzy, mając wybór, decydują się na relację w telewizji. Na stadion przychodzą ci, którzy są z Pogonią na dobre i na złe. By zapełnić trybuny, trzeba pomyśleć o modernizacji obiektu. Władze Szczecina od tego tematu nie uciekną. Takie miasto musi mieć nowoczesny stadion. Wydaje mi się, że ludzie pracujący w Pogoni, od sprzątaczki począwszy, na prezesach skończywszy, robią dobrą robotę. Klub idzie w dobrym kierunku. Kiedy osiągnie cel, tego nie wiemy, bo to jest sport. Ale - umówmy się - nie gramy już w byle jakiej lidze!

Ma pan w głowie już taki obrazek: nowy stadion, Pogoń grająca z Wisłą, Legią, Lechem o mistrzostwo Polski, Piotr Mandrysz na trenerskiej ławce? Gdzie będziemy za trzy-cztery lata?

- W pracy szkoleniowca trudno patrzeć aż tak daleko. Chciałbym, ale "chcieć a móc" to dwie różne rzeczy. O tym, kto pracuje w klubie, decydują prezesi. To pytanie nie do mnie.

Ma pan jednak dobry bilans w Pogoni i chyba duży kredyt zaufania?

- Z perspektywy 14 miesięcy pracy w Szczecinie mogę powiedzieć, że mam bardzo normalnych prezesów. Takich życzyłbym każdemu trenerowi. Jeśli chodzi o kredyt zaufania, to rzeczywiście nie jest tak, że dwa słabsze mecze oznaczają zwolnienie, ale w życiu już różne rzeczy widziałem... Mogę powiedzieć tylko tyle: kontrakt jest podpisany do czerwca 2010.

Kto będzie się wtedy cieszył z awansu, oprócz Pogoni?

- (śmiech) Uważam, że bardzo mocno do walki włączą się ŁKS i Górnik. Natomiast Widzew, jeśli utrzyma tendencję z drugiej połowy rundy jesiennej, będzie poza zasięgiem. My również podejmujemy rękawicę. Wysoko powinien być Dolcan, klub bez tradycji i infrastruktury, ale mający za sobą bardzo udany rok. Wiosną zdobyli więcej punktów niż drużyny, które awansowały. Trudna zakładać, że zaczną grać gorzej. Zespołem czołówki jest też Flota. Gdy pytano mnie przed sezonem o miejsce świnoujścian, mówiłem, że będą w piątce. I się nie pomyliłem.

A więc dwa zespoły z Łodzi, Górnik plus Flota i Dolcan?

- Może jeszcze ktoś wyskoczyć. Tak jak zdarzają się niespodzianki in minus - Podbeskidzie i Znicz miały grać o awans, tak spodziewam się, że któryś zespół okaże się czarnym koniem rozgrywek. Najważniejsze, by Pogoń zaskakiwała tylko pozytywnie.



Bilans trenera

Piotr Mandrysz

W Pogoni był piłkarzem (lata 90.), a od 15 września 2008 r. został trenerem. Wprowadził Pogoń do I ligi, a teraz zajmuje z nią 2. miejsce i walczy o ekstraklasę. Bilans jesieni - 35 punktów (10 zwycięstw, 5 remisów, 4 porażki), bramki 29-17.

Bilans trenera Mandrysza - biorąc pod uwagę II i I ligę:

44

razy prowadził Pogoń w meczach o punkty (19 w I lidze)

82

wywalczone punkty (35 w I lidze), stosunek bramek - 71:40 (29:17)

1,86

średnia punktów na mecz (1,84 w I lidze)

1,61

średnia bramek na mecz (1,53 w I lidze)