Fyrstenberg i Matkowski po Masters. Teraz czas na Wielkiego Szlema

- W przyszłym roku chłopcy wygrają jeden z turniejów wielkoszlemowych - przekonany jest Nick Brown, brytyjski trener współpracujący z reprezentacją Polski. Który? - pytam Marcina Matkowskiego i Mariusza Fyrstenberga: - Jeden z dwóch rozgrywanych na twardych kortach - odpowiadają zgodnie
Najlepsza polska para deblowa występów w ATP World Tour Finals wstydzić się nie musi, ale do triumfu też było daleko. Trzecie miejsce w grupie i brak awansu do półfinałów to osiągnięcie poniżej apetytów naszych tenisistów. Zwłaszcza że przed rokiem w Szanghaju Polacy zdołali awansować do najlepszej czwórki. Teraz zabrakło trochę szczęścia, trochę zimnej krwi, ale przede wszystkim ustabilizowanej gry w trzech spotkaniach.

Mimo porażki w ostatnim spotkaniu z czesko-słowackim deblem Frantisek Cermak - Michal Martinak, Nick Brown był zbudowany grą Polaków: - To spotkanie przegrali w sferze mentalnej, ale technicznie są już deblem gotowym do tego, by wygrywać z najlepszymi i triumfować w najważniejszych turniejach. Jestem przekonany, że w przyszłym roku wygrają jeden z turniejów wielkoszlemowych - przyznał Anglik.

Mariusz Rabenda: Czego zabrakło w londyńskim ATP World Tour Finals?

Mariusz Fyrstenberg: Zagraliśmy dwa bardzo dobre mecze i jeden słabszy. Zabrakło właśnie tego trzeciego. Gdyby był, to bylibyśmy w półfinale, a wtedy kto wie...

To czemu przegraliście z Czechem i Słowakiem?

Marcin Matkowski: - Bo przeciwnicy zagrali lepiej niż w dwóch swych poprzednich spotkaniach, a my słabiej. W tym meczu wszystko zależało od tego, kto kogo pierwszy przełamie. Oni złamali nas. My się usztywniliśmy, oni rozluźnili. Gdybyśmy w pierwszym gemie zdobyli breakpointa, pewnie dalej mecz toczyłby się pomyślnie dla nas.

Co zrobić, by w przyszłości po dwóch dobrych meczach w turniejach nie przytrafiał wam się słabszy?

MM: Pracujemy nad tym. Właśnie dlatego od kilku miesięcy współpracuje z nami trener Radosław Szymanik. To on nam podpowiada, co powinniśmy poprawiać na treningach. Wcześniej między meczami wychodziliśmy na trening, by poodbijać sobie piłeczkę. Teraz Radek mówi nam, co jest do skorygowania po poprzednich meczach. Jesienią zauważaliśmy już pozytywy płynące z tej współpracy. W kolejnych miesiącach powinno być jeszcze lepiej.

A może potrzebujecie psychologa?

MM: Dlaczego?

Bo w ostatnim meczu nie byliście gorsi pod względem umiejętności sportowych, tylko spięci?

MM: - Wiele meczów "pod presją" wygrywaliśmy, udowadniając, że psychika jest naszą mocną stroną.

To może przeszkadzała wam atmosfera turnieju. Na inne nie przyjeżdżają całe wasze rodziny.

MF: - To raczej pomaga. Gramy dla ludzi. Cieszy mnie to, że moi bliscy mogą być ze mną na takich meczach. Niekiedy tylko bywa, że jak bardzo chcesz, to właśnie nie wychodzi. Tak było w tym ostatnim meczu.

Nick Brown powiedział, że w przyszłym sezonie wygracie turniej Wielkiego Szlema. Który?

MF: Australian lub US Open. Któryś na hardkorcie, to nasza ulubiona nawierzchnia.

MM: Tak powiedział, bo nas zna i wie, że jesteśmy na to gotowi. Wygraliśmy ostatnio dwukrotnie z braćmi Bryanami [zwycięzcy ATP World Tour Finals i triumfatorzy rocznego rankingu 2009 - red.] oraz z Nenadem Zimonjicem i Danielem Nestorem. To najlepsze pary świata, więc jesteśmy gotowi, by z nimi wygrywać.

A co zrobicie, by w przyszłym roku uniknąć "dołka wiosennego"? Od lat zdecydowanie lepiej gracie jesienią.

MF: - Od tego też jest Radek Szymanik. I mam nadzieję, że w przyszłym roku "dołka wiosennego" już nie będzie. Choć zdecydowanie bardziej leży nam gra w halach, gdzie nie ma zmiennych warunków.

MM: - Jeśli po Wimbledonie 2010 będziemy w pierwszej piątce debli świata, to uznam, że jest dobrze i nie będziemy musieli do ostatnich turniejów drżeć o punkty gwarantujące start w ATP World Tour Finals.

Polscy debliści za mało atakowali - Fibak po Masters »