Mariusz Misiura: Będziemy godnie reprezentować Dumę Pomorza

Piłkarki nożne TKKF Gryf Szczecin są liderkami po pierwszej rundzie i murowanymi kandydatkami do awansu do elity. Mimo dobrych wyników sportowych zespół zmienia nazwę na Pogoń Szczecin Women, by spopularyzować klub i przyciągnąć sponsorów
Rozmowa z trenerem Pogoni Szczecin Women

Natalia Jąder: Podjął się pan trudnego zadania - pokierowania dziewczynami Gryfa w ligowych rozgrywkach.

Mariusz Misiura: Propozycja przyszła w trudnym momencie mojej kariery zawodniczej. Starałem się wówczas o miejsce w składzie Pogoni Szczecin, która odbudowywała się po erze Antoniego Ptaka. Zapowiadano, że grający w IV lidze zespół będzie bazował przede wszystkim na wychowankach klubu. Tymczasem nie do końca te plany zrealizowano. Znalazłem się w gronie tych piłkarzy, którzy decyzją zarządu i trenera Marcina Karczmarka nie zostali przewidziani do składu. Było to dla mnie ciężkie do przyjęcia, bo wiedziałem, że nie przesądziły o tym względy sportowe. Stanąłem przed wyborem - poszukiwanie nowego klubu lub skorzystanie z propozycji z Gryfa, którego działacze chcieli, żebym rozpoczął pracę z kobiecą drużyną piłki nożnej. Nie chciałem ryzykować poszukiwania klubu gdzieś na drugim krańcu Polski, zwłaszcza że leczyłem jeszcze kontuzję. Wybrałem pracę z dziewczynami, choć początkowo traktowałem to zadanie znacznie mniej poważnie niż w tej chwili. Myślałem, że moja rola skończy się na przygotowaniu drużyny do rozgrywek, ale kiedy zobaczyłem, jak duże jest zaangażowanie dziewczyn, jak dobre są nasze relacje, stwierdziłem, że nie mogę tego po prostu zostawić. Postanowiłem zrobić coś, by piłka nożna w wykonaniu pań stała się bardziej doceniana w Polsce. Nie przypuszczałem, że w wieku 28 lat zawieszę buty na kołku i zacznę spełniać się w roli trenera pracującego z młodzieżą, ale cieszę się, że wybrałem taką drogę. Szczególnie, że moja dwuletnia praca z zespołem przynosi efekty.

Reakcje otoczenia były pozytywne?

- Wysłuchałem kilku złośliwych uwag. Wielu ludzi w Polsce nadal uważa, że piłka nożna nie jest sportem dla kobiet, że nie potrafią w nią grać, a ja zaręczam, że tak nie jest. Doskonale funkcjonuje siatkówka kobieca, całkiem dobrze koszykówka czy piłka ręczna, więc czemu nie nożna? To stereotyp, który należy obalić. Mnie przekonała zwłaszcza pasja, z jaką dziewczyny podchodzą do każdego spotkania. Kobieca piłka nożna jest czysta. Tu nie ma miejsca na kalkulacje, korupcje, zadymy na trybunach. Dziewczyny nie myślą tylko o kasie, nie wszczynają buntu i nie zapowiadają bojkotu meczu, gdy tylko zaczyna brakować pieniędzy. Nie chcę przez to powiedzieć, że piłka kobieca jest lepsza od męskiej, ale jestem przekonany, że powinna być traktowana porównywalnie. Bywały sytuacje, że potrafiliśmy na swoich meczach skupić większą publiczność niż wtedy jeszcze drugoligowy Chemik Police. Mecz Unii Racibórz w rozgrywkach Ligi Mistrzyń obserwowało 5 tys. sympatyków dyscypliny, 2 tys. kibiców oglądało spotkanie reprezentacji z Ukrainkami. To znaczy, że jeśli te wydarzenia są odpowiednio nagłaśniane przez media, kibice docierają na spotkania i powoli przekonują się do piłki nożnej kobiet, gdzie dominuje szczere zaangażowanie, technika i chęć zaprezentowania ofensywnej gry. Bardzo rzadkie są spotkania, które kończą się bezbramkowym remisem, a to jest właśnie kwintesencja sportowej rywalizacji. Jestem przekonany, że publiczność w Szczecinie też zaakceptuje ten sport. Sam debiutowałem na stadionie Pogoni przy wrzawie 10-tysięcznej publiczności. Nigdy tego nie zapomnę i wiem, że warto o taką publikę walczyć.

Seniorska reprezentacja piłkarek triumfowała w kategorii Drużyna Roku w tegorocznej edycji prestiżowego plebiscytu tygodnika "Piłka Nożna". Symptom zmian?

- Do tej pory takie wyróżnienie było nie do pomyślenia. Poprzednie werdykty były zawsze dość przewidywalne - wybierano piłkarzy Wisły Kraków czy męską reprezentację kraju. Wreszcie ktoś dostrzegł kobiecą piłkę, a dla mnie to dobry znak - może wreszcie coś się ruszy. Każdy z nas - trenerzy asystujący oraz zawodniczki - dołożył do tego swoją cegiełkę, ale główna w tym zasługa pierwszego trenera kadry Roberta Góralczyka. Tylko jego współpracownicy wiedzą, ile serca i trudu włożył w to, żeby w polskiej reprezentacji sprawy zaczęły iść właściwym torem. Szkoleniowiec kadrę objął w lipcu, wcześniej była prowadzona w sposób zupełnie amatorski. Trener dobrał sobie ekipę, która chce realizować cele i pierwsze rezultaty już są widoczne, np. w postaci pierwszego miejsca w grupie eliminacyjnej do MŚ w Niemczech, które odbędą się w tym roku. Fakt, że jesteśmy w tej grupie przed takimi ekipami jak Ukraina (16. zespół ostatnich mistrzostw Europy) i Rumunia wiele znaczy. Są realne szanse na udział w mundialu, obyśmy tylko nie zadowolili się tym, co już osiągnęliśmy. Na tę chwilę poza zasięgiem są dla nas Niemki, Brazylia, Stany Zjednoczone. Brak u nas jeszcze bazy treningowej, szkółek dla młodych dziewczyn, które rezygnują z gry, bo nie mają gdzie grać. Takie rzeczy na Zachodzie są nie do pomyślenia. Ale poziom się wyrównuje, a my musimy wygrać u siebie z Węgierkami, z Bośnią i Hercegowiną oraz na wyjeździe z Rumunią. Wyróżnienie "Piłki Nożnej" to dla nas powód do dumy i sygnał, że kroki, które zostały podjęte, są warte dalszych starań. Duża zmiana na plus to to, że powołania do kadry nie następują po rozmowach telefonicznych z działaczami czy trenerami, ale na podstawie obserwacji formy dziewczyn. Dla mnie osobiście ten tytuł też jest wielką satysfakcją. Będąc asystentem szkoleniowca mogę podpatrywać jego pracę i uczyć się. Liczę, że moja obecność w kadrze będzie miała także przełożenie na postępy mojego zespołu.

Aż 12 zawodniczek Gryfa Szczecin występuje w różnych kategoriach wiekowych polskich reprezentacji. Nie obawia się pan zarzutu faworyzowania "swoich" piłkarek?

- Kiedy zaczynałem pracę z zespołem, nikt z Gryfa nie był powoływany do kadry. Teraz jesteśmy drugą siłą - po Unii Racibórz (14 reprezentantek) - w reprezentacji, ale to nie jest wynik moich zabiegów, ale progresu tych dziewczyn. Do kadry za mojej kadencji trafiły tylko trzy zawodniczki. Bramkarka Ania Szymańska rozegrała rewelacyjną rundę, a dzięki jej wiosennej dyspozycji w Pucharze Polski zaszliśmy do samego finału. Szansę debiutu dostały też grające w pomocy Jolanta Siwińska i Katarzyna Barlewicz. O nich mogę mówić w samych superlatywach. Jola nie jest jeszcze dojrzałą zawodniczką, jest młoda i ma jeszcze prawo popełniać błędy, ale jeśli zrozumie, że do każdego meczu i treningu trzeba podchodzić poważnie, to ma talent, który może sprawić, że będzie jedną z najlepszych zawodniczek w Europie. Z kolei Kasia przyszła do nas z AZS Wrocław. Rozegrała tam w ciągu całego sezonu jedynie cztery spotkania, a mimo to AZS zażądał od nas za transfer ponad 12 tys. zł, zgodnie z cennikiem związkowym. Całe szczęście, że udało mi się znaleźć zrozumienie wśród naszych działaczy, którzy zdobyli tę kwotę. Dziś spełnia się to, co mówiłem Kasi, że jeśli będzie ciężko pracować, znów zacznie czerpać radość z gry. To, że dziś ma na swoim koncie 6 bramek w 9 spotkaniach i miejsce w kadrze jest tylko jej zasługą.

Główne bolączki polskiej piłki nożnej kobiet?

- W reprezentacji nie brakuje niczego, ale jeśli chodzi o kluby, to nie jest najlepiej. Przykłady traktowania kobiet w piłce nożnej po macoszemu można mnożyć. Za wejście do finału Pucharu Polski dostaliśmy 6 tys. zł, a koszty, jakie ponieśliśmy, by przejść wszystkie etapy, były ośmiokrotnie większe. Wynagrodzenie jest nieadekwatne do poniesionego trudu. W naszym zespole sytuacja nie jest zła, ale wiele zdrowia kosztowało nas to, by osiągnąć w ciężkich warunkach taki poziom, jaki teraz prezentujemy. Nauczyliśmy się dawać sobie radę w sytuacjach, w których inni daliby za wygraną. Teraz nasz zespół jest według mojej oceny czwartą siłą w Polsce i liczę na to, że zostaniemy dostrzeżeni. Niewiele brakuje nam do tego, by uczestniczyć w rozgrywkach europejskich. Na samym zaangażowaniu nie można jednak bazować w nieskończoność, dlatego liczę na to, że wsparcie ze strony miasta, które teraz jest dość wyrażane, będzie kontynuowane. Chciałbym, żeby urzędnicy nie traktowali nas jak zespołu lokalnego, tylko jak pełnoprawny zespół - z dużym prawdopodobieństwem występujący od kolejnego sezonu w ekstralidze. Inna sprawa to współpraca między klubami z regionu. Chciałbym, żebyśmy swoją siłę opierali na najlepszych zawodniczkach z naszego regionu. Dlatego liczę na to, że kluby takie jak Olimpia Szczecin, Victoria Sianów, czy Juvenia Stargard podejdą do tej sprawy pragmatycznie i swoje prywatne ambicje działacze schowają głęboko do kieszeni. Młodzież szkoli się w końcu po to, by mogła się rozwijać w najsilniejszym klubie w województwie.

Zmiana nazwy była konieczna?

- Widoczna jest w Polsce tendencja, żeby wszystkie zespoły z danego miasta kojarzyły się z najbardziej reprezentatywną marką. W naszym mieście takim magnesem jest Pogoń. Dostaliśmy zgodę stowarzyszenia MKS Pogoń Szczecin na wykorzystywanie logo i barw klubowych. Dla mnie to ogromny zaszczyt, ponieważ w 8. roku życia rozpocząłem grę w Pogoni i niezależnie od tego, jak toczyła się moja dalsza kariera, zawsze w moich żyłach płynęła bordowo-granatowa krew. Ta zmiana może nam pomóc wypromować produkt bez skazy, bo za taki uważam piłkę nożną kobiet. Cały czas jesteśmy na etapie poszukiwania sponsora strategicznego. W tej dyscyplinie za naprawdę nieduże pieniądze można wiele osiągnąć. Nie chodzi tu o duże sumy, ale o to, by dziewczyny nie musiały się martwić o pieniądze na buty czy inne takie sprawy. A takie są wciąż realia w klubach. Wszystkich kibiców mogę zapewnić, że będziemy godnie reprezentować markę Dumy Pomorza.



Mariusz Misiura - ur. 1 czerwca 1981 r. Wychowanek Pogoni Szczecin. Grał też w Salosie, Zniczu Pruszków, Świcie Nowy Dwór Mazowiecki czy Turkyemspor Berlin. W ekstraklasie zadebiutował 16 marca 2002 r. w meczu z Polonią Warszawa (2:0). W sumie rozegrał 11 spotkań w I lidze, nie zdobył bramki.





Kadrowiczki z Pogoni Szczecin Women

Seniorska reprezentacja: Anna Szymańska, Jolanta Siwińska, Katarzyna Barlewicz. Mariusz Misiura - asystent trenera.

Reprezentacja U-19: Emilia Zdunek, Magdalena Jeż, Aneta Legęć, Patrycja Salwa, Dorota Kornacka, Joanna Pałaszewska, Jolanta Siwińska, Agata Bernatowska.

Reprezentacja U-17: Natalia Silkowska