Marcin Matkowski: Celujemy w półfinał!

Naszym celem będzie poprawienie zeszłorocznego wyniku - przegraliśmy w ćwierćfinale. Celujemy w półfinał. Będzie to bardzo trudne, bo jest wiele dobrych par. Znamy jednak swoją wartość i jeśli zagramy nasz dobry tenis, to wszystko będzie OK. - mówi Marcin Matkowski przed Australian Open.
Mariusz Rabenda: Po ATP World Finals w Londynie mieliście dwa tygodnie przerwy, a potem obóz w Sopocie. Co tam robiliście? Czy podobnie jak piłkarze zimą, ćwiczycie siłę, by mieć ją na cały sezon?

Marcin Matkowski: Dużo pracowaliśmy właśnie nad siłą oraz poruszaniem się na korcie. Był tylko jeden trening tenisowy dziennie, bo postanowiliśmy się skupić na motoryce. Graliśmy bardzo długi sezon w 2009, wiec tenisowo nie trzeba było tyle trenować. Obóz z Sopocie bardzo dobrze przebiegł, zrealizowaliśmy wszystko, co sobie założyliśmy.

Dwa tegoroczne turnieje za Wami. Trzy mecze, jedno zwycięstwo: w Dausze było blisko półfinału, w Sydney - porażka w pierwszej rundzie z Danielem Nestorem i Nenadem Zimonjicem.

- Nie nastawialiśmy się na jakiś wielki wynik w tych turniejach, były to starty potrzebne do dobrego przygotowania się do Australian Open. Wygraliśmy z Rafaelem Nadalem i Markiem Lopezem, ale i tak uważam, że najlepszy mecz zagraliśmy z Nestorem i Zimonjicem. Wynik 2:6 i 4:6 nie oddaje tego, co działo się na korcie. Popsuliśmy kilka piłek, których nie powinniśmy popsuć. Porażka sprawiła, że już w czwartek przylecieliśmy do Melbourne i tu przygotowujemy się do Australian Open. Może uda się nam pokibicować Michałowi Przysiężnemu w finale eliminacji [Przysiężny zagra z Australijczykiem Mattem Ebdenem - red.].

W ostatnich trzech latach w Sydney docieraliście do półfinału, cztery lata temu zaliczyliście tam słabszy start (druga runda), za to potem był najlepszy występ w Australian Open. To jakiś zwiastun?

- Zobaczymy, naszym celem będzie poprawienie zeszłorocznego wyniku - przegraliśmy w ćwierćfinale. Celujemy w półfinał. Będzie to bardzo trudne, bo jest wiele dobrych par. Znamy jednak swoją wartość i jeśli zagramy nasz dobry tenis, to wszystko będzie OK.

Czy przegrana z Nestorem i Zimonjicem boli, czy była wliczona jako ryzyko zawodowe, a może taktycznie lepiej było przegrać?

- Wyszliśmy na kort i chcieliśmy wygrać. Znamy się z nimi bardzo dobrze, więc nikt przed nikim nie ukrywa jakichś zagrywek na Australian Open. Ale nie przeżywaliśmy tej porażki. Potraktowaliśmy to jako etap przygotowania do najważniejszego turnieju.

Radek Szymanik już jest z Wami?

- Od soboty w Sydney, więc mamy dobrą opiekę trenerską. Jest okazja, by z jego pomocą podszlifować drobne elementy.

Jak oceniasz waszą formę?

- Jest dobrze, a najważniejsze, że już przyzwyczailiśmy się do grania na otwartych kortach. Trochę tu - jak co roku - wieje, ale dla każdego są identyczne warunki.

Mówiłeś, że w tym roku nieco inaczej zbudujecie wasz kalendarz startów. Co po Australii?

- Zagramy w Rotterdamie, a potem w Dubaju. Następnie Davis Cup z Finlandią i dwa Mastersy 1000 w Stanach Zjednoczonych.

Specjalny serwis Sport.pl - Australian Open »