Paradoks portowców

Pierwszoligowa Pogoń przegrała ważny mecz z Sandecją w Nowym Sączu 1:3. Trener Piotr Mandrysz: - Rozegraliśmy najlepsze spotkanie tej rundy
I to jest paradoks! Szczecinianie na wyjeździe pokazali się z dobrej strony, ale wynik przeczy słowom szkoleniowca. Trener i sami podopieczni twierdzą, że zagrali najlepsze zawody tej rundy. Kibicowi, który nie oglądał gry portowców, trudno jest w to uwierzyć. W pamięci ma dobrą passę portowców, którzy do soboty nie stracili jeszcze ani jednej bramki wiosną (na 3 mecze), a we wtorek strzelili pierwsze bramki w roku. W Nowym Sączu defensywa była już tak luźno związana, że puściła - 3 gole. Ale i tu Piotr Mandrysz dopatruje się pozytywów, bo udany ligowy debiut na pozycji prawego obrońcy zaliczył Tomasz Rydzak (trener przekwalifikował skrzydłowego podczas zimowych przygotowań).

- Zagrał dobrze i nie spalił się psychicznie. Będą jeszcze z niego ludzie - ocenił.

Jednak to nie obrona przyniosła największy wstyd. Czerwienić powinni się przede wszystkim gracze ofensywni. Już na początku spotkania szczecinianie stanęli przed idealną szansą objęcia prowadzenia. Świetną okazję zmarnował zimowy nabytek z Warty Poznań Marcin Klatt (razem z Piotrem Reissem tworzyli najskuteczniejszy duet ligi). Później nie wykorzystał innej, już mniej klarownej okazji. Klatt miał być lekarstwem na jesienną nieskuteczność Pogoni. Na razie sam przyczynia się do pogłębiania choroby.

- Cierpliwości - powtarzał po spotkaniu prezes Pogoni Szczecin Artur Kałużny. Zgadzał się, że brak skuteczności razi po oczach, ale jego zdaniem potrzeba spokoju: - W tej dyscyplinie to on jest najważniejszy. Gra naszego zespołu nie wyglądała najgorzej, poza tym mieliśmy pecha.

Trochę pecha, trochę brakowało zimnej krwi. Strzał Maksymiliana Rogalskiego w poprzeczkę można nazwać pechem. Zmarnowanej kolejnej wyśmienitej okazji, tym razem przez Olgierda Moskalewicza, już nie.

Losów spotkania nie odmienił także Mikołaj Lebedyński, który pojawił się na placu gry po przerwie. Wypadł lepiej od Klatta. Dlaczego bohater z Sosnowca (2 bramki) nie grał od pierwszej minuty?

- Korciło mnie, by Mikołaja wystawić od początku. Liczyłem jednak, że wejdzie na zmęczonego przeciwnika. Żałowałbym swojej decyzji, gdyby strzelił bramkę, a tak nie ma co gdybać - wyjaśniał Mandrysz.

W Nowym Sączu mecz oglądało blisko 5 tys. fanów. Ciepło przyjęli swojego byłego zawodnika Dariusza Zawadzkiego - obecnego gracza "granatowo-bordowych". Środkowy pomocnik zagrał poprawnie, ale słabiej niż Słowak Rudolf Urban (strzelił bramkę, zaliczył asystę), który go zastąpił w Sandecji.

Już w środę portowcy będą mogli zmazać plamę z Nowego Sącza. W rewanżu 1/4 PP podejmą Zagłębie. - Będziemy skoncentrowani od pierwszej minuty, by awansować do półfinału - zapowiada Mandrysz i dodaje, że wystawi skład kombinowany. Taki, który nie straci dużej przewagi, ale też pozwoli odpocząć paru podstawowym graczom.

Sandecja Nowy Sącz - Pogoń Szczecin 3:1 (1:0)

Bramki. Sandecja: Urban (32.), Kmiecik (54.), Hlousek (56.). Pogoń: Moskalewicz (66.).

Sandecja: Różalski - Makuch, Frohlich Ż, Jędrszczyk, Borovicanin, Bębenek, Niane, Urban, Gawęcki (80. Berliński), Jonczyk (55. Hloušek), Kmiecik (62. Aleksander).

Pogoń : Janukiewicz - Rydzak, Hrymowicz Ż, Jarun, Petrik, Bojarski (62. Rogalski), Mysiak, Zawadzki (79. Pietruszka), Petasz Ż, Klatt (46. Lebedyński), Moskalewicz.

Sędzia : Erwin Paterek (Lubelski ZPN)

Widzów : 5000