Sport.pl

Nareszcie! Nasi wygrywają

I liga piłkarska: drużyny Pogoni i Floty odniosły pierwsze zwycięstwa tej wiosny u siebie. Nie dziwią lepsze nastroje
Tak dobrego weekendu już dawno nie było. Dwa zwycięstwa naszych ekip i od razu poprawiły się nastroje. Pogoń odrabia straty i walczy o awans, Flota skutecznie broni się przed spadkiem.

Zdobyć punkty, zachować siły

Z takim zadaniem do meczu ze Stalą Stalowa Wola przystąpili portowcy. Chłopcy Piotra Mandrysza doskonale wiedzieli, że są zespołem zdecydowanie lepszym i kwestią czasu będzie, kiedy to udokumentują (jesienią rozegrali identyczne spotkanie z Motorem Lublin). Od początku gospodarze zaatakowali z impetem, a przestraszeni goście skupili się na obronie. Było kilka dobrych szans (Hrymowicza, Klatta, dwa razy Mysiaka), ale bramka paść nie chciała. W rewanżu - kontry stalowców najczęściej przerywali sami napastnicy, którzy gubili piłkę w środku boiska. Bez zagrożenia w tyłach Pogoń mogła spokojnie kontynuować atak i w końcu otworzyła wynik. Dobre zagranie do Marcina Bojarskiego, ten wbiegł w pole karne, gdzie źle interweniujący obrońca dotknął piłkę ręką. - Miękki karny. Sędzia mógł, ale nie musiał pokazać jedenastki - twierdził Janusz Białek, trener Stali.

Druga połowa - podobna, choć Stal zagrała odważniej. Boczni pomocnicy starali się atakować, kilka wyjść naprawdę już miało pierwszoligowy poziom, ale wykończenie - fatalne. Nie może dziwić, że Stal spadnie z I ligi. W jej drużynie nie było takiego zawodnika jak Przemysław Pietruszka, który biegał za dwóch, szukał kombinacyjnej gry lub wolnych partnerów na boku. Pomocnik był najlepszym piłkarzem na boisku.

- Ważne, że w końcu strzelił dla Pogoni bramkę. Wiele razy go namawiałem na uderzenia z dystansu, ale nie dawał się przekonać. Może gol go zmieni - mówił Mandrysz.

Bramka ładna, ale nie bez winy był bramkarz Stali. Mając wynik 2:0 pogoniarze zupełnie już się nie wysilali. Można to zrozumieć, bo dziś czeka ich rewanż z Ruchem Chorzów. Stawką jest finał Pucharu Polski. Na Śląsku było 1:1, więc Pogoń jest bardzo bliska sukcesu, ale nie jest faworytem.

- Liczymy na kibiców, na świetną atmosferę. Zapowiada się święto w Szczecinie - podkreślał Mandrysz. I miał rację - dziś warto być z Pogonią, być na stadionie. Początek spotkania o 17.45.

Pogoń Szczecin - Stal Stalowa Wola 2:0 (1:0)

Bramki: Klatt (36. - karny), Pietruszka (69.).

Pogoń: Janukiewicz - Nowak, Hrymowicz, Mysiak, Petrik (46. Woźniak), Wólkiewicz, R. Mandrysz (67. Zawadzki), Pietruszka, Petasz, Bojarski (75. Lebedyński), Klatt.

Stal : Zarzycki - Szymiczek, Lebioda Ż, Treściński, Maciorowski, Łętocha (70. Myszka), Uwakwe Ż, Litwiniuk (64. Michalczuk), Czpak, Salami (46. Gęśla), Wasilewski.

Sędziował Paweł Dreschel (Gdańsk)

Widzów 3500.

Noty portowców : Janukiewicz 4, Nowak 3, Hrymowicz 3, Mysiak 4, Petrik 2, Woźniak 3, Wólkiewicz 3, R. Mandrysz 3, Zawadzki 2, Pietruszka 5, Petasz 4, Bojarski 4, Lebedyński 2, Klatt 4.



Zimne piwo

Wyspiarze przełamali w końcu fatalną passę w meczu. Z Dolcanem pokazali walkę, a Sławomir Mazurkiewicz - ciekawe rzuty wolne.

We Flocie zadebiutował Tomasz Rudolf, który z klubem związany jest już blisko 2 lata, ale długo leczył kontuzję. Z zawodników sprowadzonych zimą w jedenastce tylko Marek Kowal i bramkarz Krzysztof Żukowski. - Znam dobrze charakter Rudolfa, a że potrzebowałem zawodników do walki, to postawiłem na niego i taki skład - tłumaczył trener Petr Nemec.

Szkoleniowiec żył na ławce trenerskiej od początku, ale drużyna spisywała się średnio. Nemec był zły, a jego głos z szatni opanował całe Świnoujście.

- Dla mnie brak zwycięstwa w tym meczu był niemożliwy - mówił.

Na drugą część Flota wyszła bardziej zmotywowana. W 53. minucie Rudolf przebojem wpadł w pole karne. Podał do Kowala, ale piłka trafiła do Damiana Krajanowskiego. Bramkarz Dolcanu wyszedł z bramki - wyspiarz padł na murawę. Sędzia pokazał rzut karny, ale zmienił decyzję po konsultacji z pomocnikiem.

Chwilę później sfaulowany został Staniszewski. Z rzutu wolnego idealnie - tuż przy długim słupku - uderzył Sławomir Mazurkiewicz. Obściskiwany przez kolegów, z trudem dobiegł do ławki trenerskiej. Flota wykonała to, na co czekała tej wiosny - pierwsza strzeliła bramkę. Mazurkiewicz jeszcze dwa razy groźnie mierzył prawą nogą z wolnego - minimalnie chybił nad spojeniem.

W ostatnich minutach goście mieli więcej okazji, ale Żukowski (oślepiało go słońce) nie dał się pokonać. Szczęśliwy Nemec mógł myśleć o tym, by ukoić zachrypnięte gardło.

- Nie odmówię sobie zimnego piwa - powiedział. - W końcu widziałem dużą walkę. Zaczęliśmy normalnie oddychać na boisku i myślę, że poszło to do przodu.

Lakoniczny w ocenach zespołu z Ząbek był trener Dariusz Kubicki: - Rozegraliśmy niezłe spotkanie, ale nie udało się tego zamienić na zdobycz punktową.

Flota Świnoujście - Dolcan Ząbki 1:0 (0:0)

Bramka: Mazurkiewicz (55. - rzut wolny)

Flota : Żukowski - Fechner, Mazurkiewicz, Rygielski, Kubowicz, Krajanowski, Niewiada, Chifon (67. Skwara), Rudolf, Staniszewski (72. Nwaogu), Kowal (81. Arifović Ż).

Dolcan: Misztal - Stawicki, Hirsz, Korkuć Ż, Ziajka, Hinc Ż, Kabala Ż (61 Stretowicz), Robaszek (73 Pieczara), Unierzyski, Zapaśnik (61 Imeh), Kosiorowski.

Sędziował Marcin Słupiński (Sieradz)

Widzów 600

Noty Flota: Żukowski 3, Kubowicz 3, Mazurkiewicz 5, Rygielski 3, Fechner 4, Rudolf 4, Niewiada 4, Chifon 2, Krajanowski 5, Staniszewski 4, Kowal 3, Skwara 3, Nwaogu 3. Arifović grał za krótko.