Sport.pl

Mówi pomocnik Pogoni

Jakub Lisowski: Dobry wynik i piękna bramka - musi być pan zadowolony.

Przemysław Pietruszka: I jestem. Przede wszystkim z tego, że Pogoń Szczecin wygrała i mamy kolejne trzy punkty. To było ważne, bo przeciwnicy z góry tabeli zremisowali swoje mecze, zagrali pod nas i trzeba było tę okazję wykorzystać. Nie poddajemy się i nadal walczymy o ekstraklasę.

Wyniki Sandecji czy ŁKS jeszcze bardziej was zmotywowały?

- W zasadzie w szatni koncentrowaliśmy się na swoim występie, trwały ostatnie ustalenia, ale "kątem ucha" słyszeliśmy dochodzące informacje z innych stadionów. Co mogę powiedzieć - mam nadzieję, że Pogoń nadal będzie wygrywała, a na koniec zapewnimy sobie miejsce dające awans.

Stal pewnie zagrała tak, jak się spodziewaliście i kwestią czasu była pierwsza bramka.

- Dokładnie. I tak to już jest, że jak pierwsi strzelamy bramkę, to gramy zdecydowanie lepiej, bardziej wierzymy w siebie. Musimy bardziej koncentrować się na pierwsze 25 minut meczów, bo wtedy gramy jacyś zdekoncentrowani. Dopiero gol dodaje nam skrzydeł.

Grał pan w środku pola z Robertem Mandryszem. Proszę nie wygłosić oficjalnej formułki "dobrze mi się z nim grało", bo kolega może być z tego niezadowolony.

- (śmiech) Od oceny jest trener. Ja do Roberta nic nie mam, bardzo mi się podobała współpraca z nim w środku pola i mam nadzieję, że jeszcze nie raz zagramy razem.

Już z Ruchem? Bo po spotkaniu ze Stalą pan ma pewne miejsce w pierwszym składzie. A młodszy kolega ustąpi miejsca bardziej doświadczonemu zawodnikowi?

- Nie mogę czuć się pewniakiem. To trener ma decydujące zdanie i dopiero we wtorek zobaczymy, kto zagra. Chcę, podobnie jak Robert.