Mówi pomocnik Pogoni

Trener uznał, że potrzebuje innych zawodników

Łukasz Kasprzyk: W sobotę wystąpiłeś w podstawowym składzie pierwszy raz od ponad miesiąca. Dlaczego trener na ciebie wcześniej nie stawiał?

Dariusz Zawadzki: Robię wszystko na treningach, żeby grać. Szkoleniowiec uznał, że nie spełniam jego oczekiwań. Początek rundy był słaby i trener chciał coś zmienić. Wybrał bardziej defensywną taktykę w środku pomocy, która sprawdziła się z Ruchem w Pucharze Polski.

Nie wpisujesz się w defensywny styl?

- Staram się wykonywać wszystkie polecenia na treningach. Ale każdy ma swoje wady i zalety. Widocznie w defensywnie się nie sprawdzam, chociaż uważam, że potrafię grać, jeśli wiem, czego ode mnie się wymaga. Widocznie inni zawodnicy robią to lepiej.

Sobotnim występem przekonałeś Piotra Mandrysza, by postawił na ciebie w finale Pucharu Polski w Bydgoszczy z Jagiellonią?

- Skoro mnie zmienił, to widocznie nie był zadowolony z mojej postawy. Nie robi się zmiany w meczu, gdy wszystko gra. Uważam, że nie był to mój dobry mecz, z drugiej strony nie był także bardzo słaby, by mnie krytykować. Po takiej przerwie w grze piłkarz stara się bardzo, ale nie ma czucia piłki, rytmu meczowego. Ciężko jest wówczas pokazać się na swoim dobrym poziomie. Także pozycja na boisku - tuż za napastnikiem - nie była dla mnie korzystna. Wolę rozprowadzać piłki od defensywy, a tutaj wspierałem Mikołaja Lebedyńskiego. To nie wychodziło najlepiej.

Dlaczego z Wartą nie potrafiliście wyprowadzić szybkiego ataku na połowie przeciwnika?

- Mieliśmy grać atakiem pozycyjnym, może dlatego wydawało się, że nasza gra jest wolna. Nie było za bardzo możliwości, by grać z kontrataku. Warta miała więcej takich okazji, my może kilka i nie funkcjonowało to jak należy - stąd taki odbiór. W pierwszej połowie poznaniacy cofnęli się, zagęścili środek i nie poradziliśmy sobie z tym do końca. Pierwsza połowa była słaba i trener uznał, że potrzebuje innych zawodników.