Finały Pogoni

Pogoń trzeci raz stanie przed szansą na zdobycie Pucharu Polski. Mecze z Legią i Lechem kończyły się minimalnymi porażkami
Dwa poprzednie występy Pogoni w finale PP miały miejsce na początku lat 80. Dlatego młodsi kibice nie pamiętają tych spotkań. Można powrócić do wspomnień o tych wydarzeniach, przeglądając artykuły z lokalnej prasy - "Kuriera" i "Głosu".

W Kaliszu blisko karnych

W 1981 r. przeciwnikiem był klasowy zespół Legii Warszawa, obrońca trofeum z poprzedniej edycji. Mecz finałowy odbył się w Kaliszu 26 czerwca. Frekwencja na trybunach wyniosła 12 tysięcy widzów. W nielicznych artykułach prasowych poprzedzających pojedynek panował nastrój stonowanych emocji. Podkreślano dużą klasę rywala, również fakt, że Legia będzie koniecznie chciała zrewanżować się za nieudany sezon w I lidze, gdzie przegrała rywalizację o mistrzowski tytuł m.in. z Widzewem i Wisłą, zajmując ostatecznie 5. miejsce. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zdobycie pucharu nie było nadrzędnym celem Pogoni w zakończonym sezonie. Cztery dni wcześniej portowcy uzyskali bowiem - po dwóch latach - upragniony awans do I ligi i osiągnięcie tego celu zdominowało zainteresowanie mediów.

Przed meczem podkreślano brak czasu na zregenerowanie sił i mobilizację psychiczną piłkarzy po pojedynku ligowym. Daje się odczuć, że w sumie nie za bardzo wierzono w sukces Pogoni w finale. I faktycznie, Pogoń przegrała spotkanie finałowe 0:1, ale dopiero w 118. minucie Adam Topolski zapewnił zwycięstwo Legii. W komentarzach pomeczowych poziom finału uznano za słaby, natomiast dyspozycję Legii, mimo zdobycia pucharu, za kiepską. Pogoń pochwalona została natomiast za ambicję i wyrównaną grę do końca. Nie było bezpośredniej transmisji radiowej i telewizyjnej z tego widowiska.

Co ciekawe, fragmentaryczna transmisja radiowa została przerwana przy stanie 0:0, bo oczekiwano szybkiej wygranej Legii. Świadczyło to, jak pisały gazety, o nikłej randze Pucharu Polski. Po stoczonym meczu i powrocie do Szczecina media odnotowały jedynie spotkanie drużyny Pogoni z wicewojewodą szczecińskim Andrzejem Głowackim, który złożył portowcom gratulacje za awans do I ligi i postawę zespołu w pucharze. Porażką Pogoni w pucharze w lokalnych mediach zbytnio się nie przejęto.

Okoński raz i wystarczyło

Po blisko 11 miesiącach, dokładnie 19 maja 1982 r. Pogoń ponownie znalazła się w finale PP. Tym razem rywalem był Lech Poznań, a finał został rozegrany na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu, przy udziale 15 tys. kibiców. Przed meczem "Kurier" przeprowadził wywiad z trenerem Pogoni Jerzym Kopą, który spodziewał się zaciętego i efektownego widowiska. Uznał, że jego zespół jest bardziej wytrzymały kondycyjnie, ponadto jest zespołem bardziej wyrównanym, posiadającym liczne grono piłkarzy umiejących lansować płynny styl gry.

Natomiast Lech, jak stwierdził szkoleniowiec, przewyższał Pogoń warunkami fizycznymi i silną obroną. Jerzy Kopa podkreślił opanowanie przez piłkarzy Lecha stałych fragmentów gry i groźne kontrataki, jakie potrafią wyprowadzać. Zespół ten posiadał w swoich szeregach Mirosława Okońskiego, będącego ważną indywidualnością w szeregach poznaniaków. Doceniając klasę rywala, Kopa zapewnił jednoznacznie, że Pogoń jedzie do Wrocławia zdobyć Puchar Polski. W podobnym tonie dla "Głosu" wypowiadał się kierownik drużyny Pogoni Andrzej Rynkiewicz. Stwierdził, że zespół jest zmobilizowany, a piłkarze zdrowi i dobrze przygotowani do meczu. Idąc w ślad za wypowiedziami trenerów i działaczy, optymistycznie, choć oszczędnie o szansach Portowców w finałowym starciu wypowiadała się szczecińska prasa, określając Pogoń jako drużynę lepszą od Lecha, grającą bardziej widowiskowo i skutecznie.

Rzeczywistość była, niestety, przykra. Pogoń przegrała finał 0:1, a bramkę zdobył Okoński w 37. minucie. Mecz został oceniony przez regionalną prasę jako spotkanie na niezłym poziomie, stojące pod znakiem pasjonującej, zaciętej, a zarazem nerwowej rywalizacji obu jedenastek. Pogoni wytknięto "nieumiejętność w wykańczaniu akcji ofensywnych oraz niedostatek sprytu i technicznego przygotowania gry z drużyną o lepszych warunkach fizycznych". Narzekano, że finał nie odbył się w Warszawie, co początkowo planowano. Szczecinianie mieliby tam niewątpliwie łatwiej, mając za sobą doping zaprzyjaźnionych kibiców Legii. Pisano również, że Puchar Polski nadal nie cieszy się wielką renomą, chociaż tym razem Polskie Radio przeprowadziło w Programie 1 bezpośrednią relację, a telewizja przedstawiła godzinny blok programowy poświęcony temu wydarzeniu.

Generalnie jednak po przegranym finale panował w Szczecinie niedosyt. Prasa nie zajmowała się już w kolejnych dniach analizowaniem występu Pogoni. W podsumowaniu relacji prasowych nawiązano do porzekadła, że "do trzech razy sztuka", czyli że kolejny występ portowców w finale PP powinien zakończyć się zdobyciem trofeum "turnieju tysiąca drużyn", jak nazywano wówczas rozgrywki o Puchar Polski. Nie brano chyba pod uwagę, że na następny taki pojedynek przyjdzie czekać aż 28 lat. Oby w Bydgoszczy to stare powiedzenie się sprawdziło.