Sport.pl

Mówi Charlie Uchenna Nwaogu

To mój najszczęśliwszy dzień życia


Mariusz Rabenda: Jak byś określił dzisiejszy dzień?

Charlie Uchenna Nwaogu (napastnik Floty): To dla mnie najważniejszy dzień w życiu. W nocy urodził się mój syn, strzeliłem bramkę, zagrałem dobry mecz i wygraliśmy.

Jak synek będzie miał na imię?

- Michał.

Michał Uchenna?

- Nie Michał Nwaogu, bo ja mam dwa imiona, a nazwisko Nwaogu.

Kto wybrał imię?

- Dziewczyna, teraz już mogę powiedzieć mama Michałka. Mówiła, że bardzo jej się podoba to imię i jeśli będzie synek, chciałaby, aby tak miał na imię.

Gdy wyjeżdżałeś, wiedziałeś, że właśnie teraz się urodzi?

- Skądże! Jeszcze w piątek wieczorem, gdy kładłem się spać, dostałem SMS od dziewczyny, że i ona się już kładzie. 20 minut później wysłała mi kolejny, że jest już w szpitalu. O godz. 4 rano był już MMS ze zdjęciem Michałka.

Do kogo podobny?

- Do taty oczywiście! (śmiech)

Będzie piłkarzem?

- A tego to już nie wiem. On sam zdecyduje.

Pewnie tym bardziej chciałeś dziś strzelić gola?

- Jasne. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek tak bardzo chciał. Kiedy koledzy zrobili mi "kołyskę", było wspaniale. Cała drużyna stanęła obok mnie i kołysaliśmy. Niesamowite przeżycie.

Spodziewaliście się, że wygracie w Ostrowcu?

- Przyjechaliśmy tu zagrać na remis. Sparingi nie napawały optymizmem aż takim, byśmy mogli zakładać zwycięstwo.

Strzeliłeś tzw. gola do szatni. Co wam mówił trener Nemec w przerwie?

- Że mamy grać dalej tak, jakby było 0:0. Pilnować tyłów, żeby nie stracić bramki, i spróbować strzelić kolejne.

Sam miałeś okazje do tego, by strzelić kolejne.

- Nie zawsze się udaje. Najważniejsze, że strzeliłem choć tego pierwszego. On dodał nam pewności w grze.

W drugim też masz udział, bo po faulu na tobie był rzut wolny, z którego Pruchnik strzelił na 2:0.

- Gdyby nie ten faul, byłbym sam na sam z bramkarzem. Obrońca zaczepił mnie, gdy już go ominąłem. Powinien dostać czerwoną kartkę. Dostał tylko żółtą, ale gol i tak padł.