Chudy rok Pogoni

Pierwszy raz za kadencji nowych prezesów pierwszoligowy klub miał tak ambitne cele. Dwa razy myślał o ekstraklasie, ale kibice cieszyli się z ubocznego produktu - finału Pucharu Polski - Łukasz Kasprzyk z ?Gazety? podsumowuje 2010 r. szczecińskiej Pogoni
Ambicja - o nią przez całą jesień toczył się spór między kibicami a piłkarzami. Fani uważali, że zawodnicy nie dawali z siebie wszystkiego, wywiesili nawet transparent: "Po co wy gracie, jak ambicji nie macie", z trybun leciały też wyzwiska, część fanów cieszyła się ze strzelonych bramek rywali.

Badania wydolnościowe - przeprowadzone na koniec roku przez Artura Płatka usprawiedliwiły trochę graczy i udowodniły, że trener Piotr Mandrysz nie pracował skutecznie nad wytrzymałością w okresie przygotowawczym. Pogoń tej jesieni w ostatnich 30 minutach straciła 14 z 27 bramek.

Cele tegoroczne - były ambitne. Na wiosnę utrzymanie drugiej pozycji w tabeli i awans do ekstraklasy - nie udało się. Na jesień wypracowanie sobie takiej liczby punktów, by spokojnie myśleć o elicie - również się nie udało. Wyszedł za to "produkt uboczny" - awans do finału Pucharu Polski z Jagiellonią Białystok.

Doświadczenie - miało być najważniejszym elementem układanej drużyny na ten sezon. Zespół zasilili: Bartosz Ława, Łukasz Matuszczyk, Robert Kolendowicz i Marcin Dymkowski (średnia wieku blisko 30 lat). Wzmocnieniem okazał się tylko Ława, który... zimą chce odejść.

Emocje - na boisku czasami przybierały niezdrowe formy. W 2010 roku przed końcowym gwizdkiem do szatni piłkarze schodzili 7 razy (3 czerwone kartki Marcina Bojarskiego).

Frekwencja - ta przy Twardowskiego była bardzo niska. Na koniec roku pojawiała się już garstka sympatyków - ledwie 500 osób.

Garstka chodziła na mecze w Szczecinie, ale na finał Pucharu Polski do Bydgoszczy pojechało ponad 7 tys. kibiców! Jeszcze nigdy za Pogonią w drogę nie wyruszyło tylu ludzi. Mecze z ekstraklasowymi drużynami również przyciągały na Twardowskiego wielu sympatyków.

Hymn na finał - "Chorzy na Odrę" tak zagrzewali piłkarzy i kibiców: "Ręce w górę, ramię w ramię, nie na siłę, nie na pamięć, nie na skróty, nie na szagę, Pogoń Babę Jagę!". Chociaż piosenka wpadała w ucho, nie udało się wygrać.

Impotencja piłkarska - poczynania naszej drużyny w defensywie. Powtarzalność błędów była "imponująca". Przez cały rok w I lidze portowcy stracili 45 goli.

Janukiewicz Radosław - przez trenera bramkarzy Sergieja Szypowskiego uważany jest za najlepszego gracza minionego roku. Chociaż jesienią wpuścił 27 bramek, niewiele obciąża jego konto. Największy atut Janukiewicza to równa forma.

Kluczbork - od 2008 roku Pogoń nie potrafi wygrać w tym mieście. 2 października portowcy powtórzyli wynik sprzed dwóch lat (1:3). Wcześniej, w marcu, Kluczborkowi szczecinianie ulegli nawet na własnym stadionie. Dla większości kibiców spotkania z tą drużyną odzwierciedlają sytuację klubu.

Lekcje pokory - zafundowały na jesień piłkarzom lokalne media. Na rozpieszczonych graczy pierwszy raz wylano tak dosadnie morze atramentu. Niektórzy zawodnicy obrazili się...

Moskalewicz Olgierd - tylko jesienią 2009 roku strzelił dla Pogoni 8 goli w lidze. Przez cały ostatni rok 9. Spadek formy 36-latka wzbudził chęć rozwiązania kontraktu przez działaczy. Jeżeli napastnik się nie zdecyduje na rozwiązanie umowy, będzie występował w rezerwach.

Niemoc - odmieniana była przez wszystkie przypadki. W kryzysowych momentach powoływali się na nią zawodnicy, trenerzy i działacze. Nikt nie wiedział, gdzie tkwi jej przyczyna.

One way ticket - za mijający ligowy rok należy się większości zawodnikom.

Polityka - rok wyborów samorządowych odbił się nawet na pierwszoligowym klubie. Prezesi klubu robili wszystko, by zniechęcić do głosowania na obecnego prezydenta Piotra Krzystka (dlaczego? czytaj pod literą S). Zrodził się z tego konflikt. Miasto w odwecie chciało pozbawić klub 330 tys. zł z tytułu umowy promocyjnej. Stanęło na 25 tysiącach i w sumie dobrych perspektywach na rozmowy w nowym roku.

Ruch Chorzów - półfinałowy mecz Pucharu Polski był najbardziej radosnym spotkaniem. W Szczecinie pogoniarze obronili jednobramkową zaliczkę z Chorzowa (gol Macieja Mysiaka) i awansowali do finału. Po końcowym gwizdku kilka tysięcy fanów wybiegło na płytę boiska, by świętować z trenerami i piłkarzami sukces - od 28 lat Pogoń nie była w finale tych rozgrywek.

Stadion - to jego brak tak zdenerwował prezesów, że ci publicznie mówili o oszustwie (Krzystek faktycznie obiecał działaczom i szczecinianom - gdy ci przychodzili ratować Pogoń - piłkarski obiekt) i poparli tych kandydatów, którzy dawali nadzieję na jego budowę.

Trenerzy pierwszego zespołu - w tym roku było ich wyjątkowo dużo, bo aż trzech. Najpierw Piotr Mandrysz, którego zwolniono po 3. kolejkach rundy jesiennej (po niemal dwóch latach pracy). Zastąpił go jego asystent Maciej Stolarczyk, a gdy i on się nie sprawdził, do Szczecina przyjechał Artur Płatek. Kontrakt ma ważny do czerwca.

Umiejętności - te podobno były ogromne i drzemały w zespole przez cały rok. Żaden z trenerów nie potrafił ich wykorzystać, więc pod koniec roku zaczęto w nie powątpiewać.

Wyjazdowe mecze - to największy Wstyd. Na 18 spotkań tylko 4 zakończyły się zwycięstwem (na jesieni portowcy raz wracali do Szczecina z kompletem punktów).

Zaściankiem - nazwał środowisko sportowe, kibicowskie i dziennikarskie srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich z Barcelony Dariusz Adamczuk, ostatnio asystent Macieja Stolarczyka i Artura Płatka. Chodzi o nagłą zmianę nastrojów w stosunku do całej Pogoni po finale Pucharu Polski. Krótka pamięć środowisk miesza się z "Zawiścią". - Tylko czeka się na wywrotkę ludzi, którzy coś osiągnęli - stwierdził Adamczuk.

Życzymy Pogoni, by przyszły rok był spokojniejszy i lepszy, dużo lepszy od poprzedniego.



Rok Pogoni w liczbach

20 703

kilometrów przejechali portowcy w 18 meczach wyjazdowych. To połowa równika

0,8

tyle średnio przywozili punktów

1,4

a tyle zostawało w Szczecinie

1,2

to średnia strzelanych bramek w jednym meczu ligowym

1,4

średnia traconych goli



Subiektywne wspomnienia

Najnudniejszy mecz Pogoni - z GKP Gorzów 0:0 (10 października). Aż nie chce się wierzyć, że tak można obrzydzić kibicowi piłkę nożną. W tym spotkaniu było coś ze szkolenia BHP.

Najbardziej emocjonujące spotkanie - to z Ruchem Chorzów w Szczecinie (4 maja), mimo że zakończyło się bezbramkowym wynikiem.

Najbardziej pechowe mecze - z Sandecją Nowy Sącz na wyjeździe. Pierwszy raz, zupełnie niezasłużenie, uległ tam Piotr Mandrysz 1:3 (20 marca). Historia powtórzyła się w debiucie Macieja Stolarczyka (21 sierpnia). Zawodnicy biegali, walczyli, trafiali w słupki, poprzeczki, ale i tak przegrali - 1:2.

Najbardziej szczęśliwy rezultat - oprócz tego z Ruchem, to także w wiosennych derbach z Flotą (0:0, 12 marca). Wyspiarze byli lepsi i powinni wygrać.

Niewiarygodna końcówka - ostatni mecz roku. Pogoń - GKS Katowice 3:4 (18 listopada). Jak Pogoń mogła stracić 3 bramki w 5 minut?

Najdziwniejsza piłkarska wypowiedź - "Transparent nie był kierowany do mnie" - Marcin Nowak, piłkarz Pogoni, o transparencie spod litery A.

Opr. łk