Sport.pl

Sukces Moniki, dramat Przemka

Pyrek czwarta w Doniecku, Czerwiński przedwcześnie musiał zakończyć sezon halowy i... letni
Monika Pyrek po raz pierwszy od kilku miesięcy wystartowała w zawodach. Po wyleczeniu kontuzji i zakończeniu udziału w telewizyjnym programie rozrywkowym - wróciła do treningów i na zimę zaplanowała dwa występy w mityngach - w Doniecku i Bydgoszczy. Na Ukrainę pojechała na zaproszenie Sergieja Bubki i zajęła 4. pozycję z dobrym wynikiem - 4,60 m. Próbowała pokonać lepszą wysokość, ale źle dobrała tyczki do prób i odpadła z zawodów, które wygrała wracająca do rywalizacji Jelena Isinbajewa (4,85). Druga była Anna Rogowska (4,70).

- Jak na pierwszy występ po tak długiej przerwie wypadła bardzo dobrze. Technicznie była surowa, ale widać było chęci, pewne doświadczenie i umiejętności - mówi Wiaczesław Kaliniczenko. Trener Moniki pojechał do Doniecka jeszcze jako Ukrainiec, bo dopiero w tym tygodniu podpisze ostatnie dokumenty potwierdzające przyznanie mu polskiego obywatelstwa. Później będzie musiał czekać na nowe dokumenty w kraju.

Przed Pyrek teraz środowe zawody w Bydgoszczy i koniec startów pod dachem. Co prawda szczecinianka uzyskała minimum do występu w HME w Paryżu, ale tam nie wystąpi.

- Ani w HMP, ani w HME nie wystartujemy. Walka o medale w hali nas nie interesuje, bo liczy się sezon letni. Już wcześniej opracowaliśmy swój kalendarz przygotowań i będziemy go realizować konsekwentnie - podkreśla szkoleniowiec.

Przed występem w hali Łuczniczka Monika Pyrek pożegna się z ośrodkiem w Spale, gdzie spędziła z trenerem ostatnie tygodnie i jak podkreśla Kaliniczenko - już mieli dość. Zawodniczka dostanie kilka dni wolnego, ale później wróci do zajęć. W marcu ma trenować w Szczecinie, później w planach są m.in. obozy zagraniczne.

Formę na Paryż szykował Przemysław Czerwiński. Już wiemy, że tyczkarza MKL Szczecin tam zabraknie. Nie tylko zresztą musiał odpuścił występy halowe, ale również sezon letni jest w zasadzie spisany na straty. Wszystko przez kontuzję stawu skokowego.

Na początku sezonu zimowego Czerwiński wziął udział w zawodach w Niemczech. Wypadł średnio, a przy okazji poczuł lekki ból w stopie. Po powrocie do Spały - po jednym z mocniejszych treningów - ból się zwiększył i konieczna była konsultacja lekarska. Pierwsze diagnozy niczego nie wykazały, kolejne prześwietlenia pokazały, że są odpryski od chrząstki. Konieczna była operacja u najlepszych polskich specjalistów.

- Lekarze zrobili co trzeba, byli zadowoleni z efektów zabiegu. Tyle że według pierwszych diagnoz - Przemka czeka teraz długa, cztero - pięciomiesięczna przerwa na rehabilitację. To może oznaczać, że jak wróci do treningów i będzie gotowy do zawodów, trafi na końcówkę sezonu. Niestety, taki jest sport - smuci się Kaliniczenko.