Sport.pl

Mistrz świata ściga się w małej rakiecie

Zanim konkurencja połapie się w nowinkach technicznych, zdążę wygrać kilka wyścigów - żartuje Arkadiusz Skrzypiński, najlepszy na świecie specjalista od jazdy na tzw. rowerach ręcznych.
Prototyp nowej konstrukcji roweru szczecinianin przetestował podczas zawodów w Lanzarote na Wyspach Kanaryjskich. Spędził tam 15 dni na solidnych treningach razem z kadrą narodową, by zgrupowanie zakończyć w wyścigu Vuelta Playa Blanca. Zajął 2. miejsce w jeździe na czas oraz 3. w wyścigu ze startu wspólnego.

- Jestem bardzo zadowolony z pierwszego występu w sezonie. Zrobiłem to, co chciałem. Do pełni szczęścia zabrakło lepszego finiszu w wyścigu. Dostrzegam błąd taktyczny, ale i też ostatnio nie trenowałem nad szybkością, ale skupiłem się nad wytrzymałością. Dla mnie ważniejsze jest zadowolenie z testowanego sprzętu - mówi Skrzypiński.

Szczegółów nowego rozwiązania sportowiec zdradzić za bardzo nie chce, ale przyznaje, że lepiej się czuje w nowym ustawieniu. - Wykorzystaliśmy moje niedoskonałości, czyli mały wzrost. Wygląda to trochę śmiesznie, ale daje cholernego kopa. Ścigam się w małej rakiecie i już pobiłem swój rekord w jeździe w dół - podkreśla z uśmiechem.

Skrzypiński zaznacza, że dopiero za miesiąc pojedzie do niemieckiej fabryki Sopura, gdzie przygotowany zostanie już sprzęt na najważniejsze wyścigi. Póki co rywalizował np. na złych kołach.

Po powrocie z Hiszpanii szczecinianin będzie trenował na miejskich obiektach. Czeka też na potwierdzenie z Warszawy, że związek opłaci kolejne zgrupowanie w Wiśle. Te ma przygotować kadrowiczów na wiosenne starty - w planach Arka są występy w Poznaniu, Krakowie, Francji. Od decyzji związku zależy, czy na początku maja uda się do Sydney na zawody Pucharu Świata.

Są i gorsze wiadomości. Skrzypiński zakończył niedawno kilkuletnią współpracę z firmą Vobis. Szuka nowych sponsorów, choć z tym krucho. Reprezentując zawodową grupę Sopur na zarobki nie ma co liczyć, firma opłaca sprzęt i pobyt na organizowanych przez siebie zawodach. To i tak oszczędności w graniach kilku tysięcy euro.

- Jest gorzej niż w poprzednim roku, ale nie tak źle. Szukam i rozmawiam ze sponsorami, liczę, że szybko uchwalone będą miejskie stypendia olimpijskie - dodaje Skrzypiński.