Nie tak dziurawa nasza obrona?

I LIGA PIŁKARSKA. Pogoń w piątek straciła jedną bramkę w meczu z ŁKS. W porównaniu z trzema wcześniejszymi spotkaniami, w których padło aż 9 goli dla przeciwników, to mało. Trener przed meczem długo się zastanawiał, na kogo postawić w defensywie.
Z obroną portowcy problem mają od 2010 roku. Jeszcze za kadencji Piotra Mandrysza szukano sposobu, jak poprawić dziurawą formację. Nie znaleziono. Gdy do sztabu szkoleniowego dołączył Maciej Stolarczyk (były obrońca m.in. Wisły Kraków), w pierwszym swoim treningu korygował ustawianie się zawodników i opóźnianie ataku. Jako trener też zwracał na to szczególną uwagę. Ale i Mandrysz i Stolarczyk często łapali się za głowę, gdy widzieli powtarzające się błędy. Małego wstrząsu doznał na początku swojej pracy także trener Artur Płatek. Najpierw przegrał z Odrą Wodzisław 0:2, później z GKS Katowice 3:4 (3 stracone gole w ostatnich 5 minutach meczu), a na początku zimowego okresu przygotowawczego dostał lanie w Pogorzelicy od Lechii Gdańsk (1:6). Płatek niedługo po meczu przyjechał do Szczecina bardzo rozczarowany. Mówił, że czeka go dużo pracy. Efekty?

- Zagraliśmy w obronie zdecydowanie i mądrze, o czym świadczy tylko jedna sytuacja dla ŁKS - oceniał zaraz po spotkaniu. Szczególnie wyróżnił dwóch środkowych obrońców - Marcina Dymkowskiego i Błażeja Radlera (nowy w drużynie). Po bokach grał Piotr Petasz (lewa strona) i Mateusz Szałek (nowy, prawa strona). - Najmniej pewny był Petasz, ale pracował do końca - Płatek miał na myśli strzeloną bramkę z karnego.

Obrońca tłumaczy się: - Maciej Bykowski [przez wiele lat grał w ekstraklasie - red.] schodził do stoperów i wbiegał mi za plecy, więc ciężko było go złapać. Dwa razy niepotrzebnie poszedłem na zamach, ale na boisku nikt nie gra bezbłędnie. Później z Marcinem Dymkowskim sobie to uporządkowaliśmy.

O tym, że nie da się grać bez pomyłki, szczecinianie przekonali się w 60. minucie. Mocnego dośrodkowania z wysokości pola karnego nie przeciął Przemysław Pietruszka, a mógł ruszyć głową, bo stał na linii podania. Swojego zawodnika nie upilnował też Adam Frączczak. Żaden z wymienionych piłkarzy nie jest nominalnie obrońcą, ale dla Artura Płatka to żadne pocieszenie.

Dziwić może szczególna pochwała dla Błażeja Radlera, który trzy razy tracił piłkę we własnym polu karnym. Gdyby gracze ŁKS byli bardziej przytomni, wpakowaliby futbolówkę do bramki. Byłemu graczowi Odry trzeba jednak oddać, że dwukrotnie ratował zespół przed utratą gola przecinając ostatnie podanie, dobrze się ustawiał i niemal bezbłędnie grał głową.

Trener nie ocenił ofensywnej gry bocznych obrońców. Może dlatego, że tej w pierwszej połowie nie było. Ani Petasz, ani Szałek nie dośrodkowali piłki z wysokości pola karnego (Mateusz zaliczył jedno precyzyjne podanie z głębi pola). - Nie miało tak być, ale sytuacja tego wymagała - tłumaczy Petasz. - Skrzydłowi ŁKS grali wysoko, więc musieliśmy najpierw zabezpieczyć tyły, a później się podłączyć pod ofensywne akcje.

Paradoksalnie z utraty jednego gola można być zadowolonym, bo były lider tabeli (spadł na 2. miejsce) to jedna z trzech najskuteczniej grających drużyna na wyjeździe. Ułożona w zimie na nowo defensywa zagrała poprawnie.



Statystyki obrońców

Mateusz Szałek, prawy1/2*2/34311
Marcin Dymkowski, środkowy1/18/19000
Błażej Radler, środkowy2/17/16301
Piotr Petasz, lewy2/413/13311
Legenda: imię i nazwisko, pozycja obrońcy, gra 1 na 1 (pojedynki wygrane/przegrane), walka w powietrzu, przechwyty, straty, faule, faulowany.