Sport.pl

Pogoń sprawdza młodzież, by jej nie odpłynęła

PIŁKA NOŻNA. Pierwszy trener Pogoni biegający za piłką z najzdolniejszymi juniorami? Tego w Pogoni dawno nie grali. - Czujemy się wyróżnieni, on stawia na młodych - mówią zadowoleni chłopcy.
Co tydzień, w środę, na trening z Arturem Płatkiem zapraszani są najzdolniejsi chłopcy z Zachodniopomorskiego. Wyszukują ich trenerzy Pogoni, m.in. Włodzimierz Obst i Adam Gołubowski. Do Szczecina przyjeżdżają z Kołobrzegu, Polic, Wałcza i innych małych miejscowości. Dołączają także ci z Pogoni. Płatek o 17.30 kończy trening z seniorami na dużym boisku i przechodzi na małe. Juniorzy już wykonują ćwiczenia sprawdzające koordynację z Piotrem Jankowiczem (człowiek odpowiedzialny u seniorów m.in. za przygotowanie fizyczne). Szkoleniowiec przychodzi trochę zziajany, patrzy na piłkarzy, tonem zdecydowanym każe poprawić ułożenie stopy i dalej patrzy. Jankowicz aplikuje proste ćwiczenia, które młodzi zawodnicy z reprezentacji Niemiec i seniorzy Borussi Dortmund wykonują, by poprawić obserwację piłki i przeciwnika. Chłopcy mają trudności z jednoczesnym odbijaniem piłki ręką i podawaniem futbolówki wewnętrzną częścią stopy. Artur Płatek pociesza, że seniorzy też nie dają rady. Co chwilę trenerzy pokrzykują, że ważna jest koncentracja i technika. Dochodzą inne ćwiczenia z wymianą piłki na jeden i dwa kontakty, przy których młodzi muszą intensywnie myśleć. Nie ma co ukrywać, że wychodzi to nie najlepiej. Szkoleniowiec mówi obserwującym trenerom grup młodzieżowych, że tego powinno uczyć się 12-latków. Przychodzi czas na sprawdzenie, jak młodzi radzą sobie z fragmentem gry na skrzydle - podanie, ruch bez piłki, obieg, wrzutka, strzał. Wszyscy szkoleniowcy (ci od grup młodzieżowych i asystenci "pierwszego") oceniają umiejętności, bo juniorzy przyjeżdżają po to, by się pokazać. Tak będzie przez pół roku. Najlepsi, jeśli zechcą - zostaną. Najsłabsi - odpadną. Na koniec wewnętrzna gierka, w której uczestniczy Artur Płatek i Adam Gołubowski. Panowie prezentują się średnio. Na pożegnaniu z młodymi pierwszy się usprawiedliwi: - Lata już nie te, ale to przed wami wszystko. Nie zmarnujcie tego czasu, ostro trenujcie.

Po zajęciach ucinamy sobie z trenerem krótką pogawędkę. Mówi, że w Górniku Zabrze też pracował z młodzieżą. Gdy przychodził do Pogoni, dał znać prezesom, że również chciałby skupić się na takiej pracy. - Klub piłkarski to nie tylko pierwszy zespół. Najważniejsza jest organizacja szkolenia. Wszystko musi być uporządkowane od A do Z, wtedy młodzi będą podnosić jakość pierwszego zespołu - twierdzi. - Poprzez takie treningi zmniejszamy też ryzyko, że któryś ze zdolnych nam odpłynie - dodaje.

Odpływać chce wielu. W ostatnich latach kluby z Polski i zagranicy podebrały kilku, np.: Michała Kołodziejskiego, Kamila Koniecznego (teraz obaj w Ruchu Chorzów ME), Wojciecha Lisowskiego (Legia Warszawa ME), Patryka Piotrowskiego (Lech Poznań ME) czy Mateusza Rajfura (Wisła Kraków) i Grzegorza Krychowiaka (Stade de Reims, Francja).

Z trenujących w ostatnią w środę piłkarzy kilku jest na celowniku. Oskarem Pogorzelcem (16 lat) z Kotwicy Kołobrzeg interesował się (lub nadal jest zainteresowany) Newcastle United i Ajax Amsterdam.

- Z polskich klubów też dostaję sygnały, ale na razie mam inne plany - próbuje uciąć rozmowę o swojej przyszłości. Na pytanie, czy wybrałby Pogoń czy konkretną ofertę z zagranicy, odpowiada: - Nie ma co porównywać Pogoni z Holandią. Jak zdarzy się okazja - wyjadę, ponieważ tam są inne warunki i możliwości. Ale jak nie, to albo Pogoń, albo inny klub.

Pogorzelec przyznaje, że przez takie treningi i zainteresowanie, pojawia się nić łącząca zawodnika z Pogonią.

- Na treningach w szkole sportowej pytam swojego trenera, czy jeszcze raz mnie zaprosili. Czekam na drugi trening. Chłopacy z zespołu też zastanawiają się, czy może oni będą wyróżnieni - opowiada.

Praca z trenerem pierwszego zespołu Pogoni to dla młodych nobilitacja. Potwierdzają to Kajetan Pogorzelczyk (17 lat) i Oskar Fijałkowski (17) z Salosu. Tego drugiego pytamy, czy słyszał o Arturze Płatku, zanim ten przeprowadził się do Szczecina. - Nie, ale nie jestem specjalistą od polskich trenerów i osobistości - usprawiedliwia się. - Bo nie rzucają się w telewizji w oczy, a szperaczem w internecie nie jestem. Gdyby trenerem Pogoni był inny szkoleniowiec i się nami interesował, też byłoby to wyróżnienie - mówi. Z pierwszego treningu był bardzo zadowolony: - Fajne jest to, czym trener się wykazał, przychodząc i pokazując ćwiczenia. Pomagał nam wykonywać je dokładnie. Fajne przeżycie!

- Jeżeli zajęcia prowadzi trener pierwszej drużyny, to oczywiście jest większa mobilizacja - dodaje jego kolega. - Ale to nie znaczy, że na normalnym treningu ćwiczę bez zaangażowania. Na każdym tak samo trzeba się przykładać do zajęć.

Płatek, choć wymagający, zrobił na nich dobre wrażenie. - Nie przestraszyłem się go, chociaż jest konkretny. Ma z nami fajny kontakt - ostrożnie ocenia Fijałkowski. Pogorzelczyk: - Jest wymagający, zwraca uwagę na każdy szczegół, bo wszystko trzeba robić dokładnie i koncentrować się na najprostszych ćwiczeniach. Ale to przyjemny facet.

Pogorzelczyka też pytamy, czy chciałby przejść do "Dumy Pomorza": - Trzeba by się zastanowić. Zachód to większe możliwości rozwoju, ale... Pogoń zaczęła się rozwijać z przyjściem Artura Płatka. Nawet patrząc po treningach, widać, że stawiają na młodzież. Takiego czegoś wcześniej nie było - odważnie analizuje.

Więcej o: