Sport.pl

Super-Adam znowu błysnął

I LIGA PIŁKARSKA. Pogoń remisuje piąty raz tej wiosny i podtrzymuje passę sześciu meczów bez porażki. Do przerwy unosił się zapach interesującej gry, ale już po ostatnim gwizdku fani czuli się trochę rozczarowani remisem z Piastem Gliwice.
To był czwarty podział punktów zakończony przy Twardowskiego rezultatem 1:1 tej wiosny (wcześniej z ŁKS, Flotą i Sandecją). Tym razem piłkarze potrzebowali 20 minut na ustalenie wyniku. Na szczęście kibice jeszcze w pierwszej połowie zobaczyli kilka szybkich akcji, pojedynków biegowych i strzałów - wystarczyło, by w Szczecinie zapachniało ładną i - jak na pierwszoligowe warunki - widowiskową piłką. W drugiej części gra siadła. Zrobiło się typowo dla zaplecza ekstraklasy - wystarczy, że jedna drużyna cofnie się na własną połowę i ataki drugiej przypominają bicie głową w mur. W sobotę to Piast po przerwie czekał na kontrę, więc Pogoń tłukła w ścianę. Unikała gry środkiem, by nie narazić się na szybki kontratak. Wyjściem miały być "zmasowane akcje bokami" - tak wyraził się trener Artur Płatek o ostatnim kwadransie - w którym tylko raz wynikła bramkowa okazja. Bliski szczęścia był Piotr Petasz. Nieliczni kibice stadion opuszczali nienasyceni.

Remis jest sprawiedliwy, choć Pogoń mogła zrobić więcej, ale równie dobrze sporo stracić. Gdyby Maycon wykorzystał swoją drugą okazję sam na sam z Bartoszem Fabiniakiem, Piast prawdopodobnie wracałby z trzema punktami. Najgorszy mecz wiosną zagrali obrońcy, do tego kontuzjowany boisko opuszczał Marcin Dymkowski (razem z Błażejem Radlerem odpowiada za gola).

Jeżeli szukać indywidualnych wyróżnień, to na laurkę zasługuje zimowy nabytek Adam Frączczak. Dlatego że: od trzech spotkań strzela regularnie jedną bramkę, szybko zaadaptował się w nowej rzeczywistości i wreszcie - to chłopak bez kompleksów. W pomeczowych wywiadach mówił dziennikarzom, że wcale nie jest zadowolony ze swojego występu, bo mógł zrobić więcej, a drużyna dalej remisuje. Ile w tym wymuszonej skromności, a ile wrodzonej - czas pokaże. Ale 23-latkowi należą się ukłony. Niełatwo jest wejść z III do I ligi. Dla byłego gracza Kotwicy Kołobrzeg przeprowadzka do Szczecina była smakowaniem każdego kawałka futbolu od nowa. Począwszy od warunków do trenowania, po wynagrodzenie i zainteresowanie klubem przez kibiców, a skończywszy na ligowych przeciwnikach. Nawet jeść musiał się nauczyć. - W Kołobrzegu przychodziłem do domu i jadłem schabowego. Tu przez siedem dni stosujemy się do specjalnej diety, inaczej się odżywiamy - podkreśla.

Widać, że herb Pogoni przestał mu już ciążyć. W pierwszych ligowych meczach w Szczecinie (z ŁKS i Flotą) nie zachwycił. Przeciwko Sandecji (4. kolejka) strzelił już gola na wagę remisu, w Ząbkach dał prowadzenie, a w sobotę znów przyłożył głowę do jednego punktu. Jeżeli kogoś nie przekonują same bramki, niech spojrzy na sposób ich zdobywania. Z ŁKS i Flotą przez 145 minut w sumie wygrał dwa-trzy pojedynki w powietrzu. Przy jego wzroście (180 cm) i umiejętnościach wydawało się to niemożliwe. Trener dalej na niego stawiał. I co zrobił Frączczak? Pierwszego gola w granatowo-bordowym trykocie strzelił z główki, z Piastem - również. Poza tym na wszystkie trzy bramki patrzy się z przyjemnością.

Pogoń Szczecin - Piast Gliwice 1:1 (1:1)

Bramki. Pogoń: Frączczak (11. asysta Majkowski). Piast: Maycon (20.).

Pogoń: Fabiniak - Szałek, Dymkowski (34. Hrymowicz Ż), Radler, Matuszczyk, Majkowski (68. Wólkiewicz), Mandrysz Ż, Ława Ż, Akahoshi, Frączczak, Klatt (75. Petasz).

Piast: Szmatuła - Buryan Ż, Krzycki, Matras, Lewczuk (46. Kaszowski) Ż, Smektała Ż, Sielewski (65. Gamla), Urban, Iwan (73. Podgórski), Biskup, Maycon.

Sędziował: Marek Karkut (Mazowiecki ZPN)

Widzów: 2000

Oceny portowców: Fabiniak 3, Szałek 2, Dymkowski 2, Hrymowicz 3, Radler 2, Matuszczyk 3, Majkowski 3, Wólkiewicz 2, Mandrysz 4, Ława 2, Akahoshi 3, Frączczak 4, Klatt 2, Petasz 3.



Te remisy są dziwne - mówi bramkarz Pogoni

Łukasz Kasprzyk: Zadomowiłeś się w bramce już na dobre.

Bartosz Fabiniak: Staram się udowodnić dobrą grą, że na zaufanie zasługuje. Cieszy mnie, że dostałem kolejną szansę, jednak w sobotę czegoś mi zabrakło. Straciliśmy głupią bramkę, w której można było zachować się lepiej. Z drugiej strony wyszedłem bez szwanku w dwóch trudnych sytuacjach.

Była jedna, w której piąstkowałeś wprost na przeciwnika. Mało nie wpadła bramka. Serce zadrżało?

- Troszeczkę, bo nie sądziłem, że zdążę do tej piłki - napastnik był bliżej. Piąstkowanie niezbyt pewne, ale futbolówka na szczęście nie wpadła do siatki.

Serce mocniej biło chyba jeszcze w jednym momencie - już nie z powodu twojego błędu - gdy Maycon pojawił się w sytuacji sam na sam.

- Wyczekałem, wszedłem w strzał i udało się wybić piłkę. Napastnik nadepnął mi jeszcze na rękę. Chwała należy się także Krzyśkowi Hrymowiczowi za asekurację do końca. Przez tę sytuację moglibyśmy przegrać.

Oddaliście Piastowi dwa punkty, czy goście sobie na nie zapracowali?

- Nie powiem, że należała im się bramka, ale mieli swoje okazje. My byliśmy w lepszej sytuacji, bo graliśmy u siebie. Chcieliśmy w końcu wygrać w Szczecinie, więc postawiliśmy wszystko na jedną kartę, stąd np. dwukrotna piłka za plecy naszych obrońców. Czwarty raz graliśmy na własnym terenie i czwarty raz dzielimy się punktami. Było to ciekawe spotkanie, bo swoje szanse miała jedna i druga drużyna. Żałujemy jednak, że po raz kolejny remisujemy. Punktów nie mamy wiele w tabeli, więc przydałoby się wygrywać.

I po raz czwarty wynik 1:1. Kibice mogą zacząć chodzić do bukmachera?

- Mam nadzieję, że nie i kolejny mecz zapisze się zerowym kontem straconych goli, a choć jedną uda się zdobyć. Dziwne są nasze wyniki.

Wasz najbliższy przeciwnik, Warta Poznań, w weekend przegrała pierwszy raz wiosną. Jak odczytujesz porażkę w kontekście zbliżającego się spotkania?

- Zapowiada się ciekawy mecz - spotkają się dwie interesujące drużyny, które będą dopingowane przez sporą liczbę kibiców. To będzie dobre widowisko. Mam nadzieję, że utrzymamy dobrą pozycję na wyjazdach i zdobędziemy komplet punktów. Po to pojedziemy.

Not. łk

Więcej o: