Sport.pl

Pamiętne mecze Floty. Czy starcie z Cracovią do nich dołączy?

W środę piłkarze Floty Świnoujście powalczą z Cracovią o największy sukces w historii klubu - awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Szykuje się pasjonujący mecz, a tych w Świnoujściu w przeszłości nie brakowało. O najważniejszych i najbardziej emocjonujących spotkaniach opowiada nam kierownik Leszek Zakrzewski - związany z Flotą od 48 lat.
- Takich meczów było wiele. Można by książkę napisać - mówi pan Leszek, który do Floty trafił w 1964 roku. Kiedy choroba nie pozwoliła mu na kontynuowanie kariery bramkarskiej został w klubie obejmując posadę kierownika. Jako bodaj jedyny na tym poziomie rozgrywek nie bierze za swoją pracę żadnych pieniędzy. Ba, nawet sponsoruje klub, np. przy zakupie sprzętu. Stąd inicjały LZ na koszulkach piłkarzy.

Za swoją postawę szanowany jest zarówno przez kibiców, jak i środowisko piłkarskie. W przerwie ostatniego spotkania z Dolcanem Ząbki został uhonorowany srebrną odznaką honorową Gryfa Zachodniopomorskiego. Odznaczenie z upoważnienia marszałka województwa wręczył mu prezes ZZPN - Jan Bednarek. Wcześniej, w 2007 roku, wybrany został "Człowiekiem 50-lecia Floty".

- Chyba będę powoli kończył swoją przygodę z piłką. Mam trochę problemów zdrowotnych i czas, by zajął się tym ktoś młodszy - mówi pan Leszek, ale chyba nikt ze świnoujskich kibiców nie wyobraża sobie, by mogło go zabraknąć na ławce rezerwowych wyspiarzy.

Oto najciekawsze i najważniejsze spotkania w historii Floty w ocenie kierownika Leszka Zakrzewskiego.

Baraż o awans do III ligi z Wełną Rogoźno: 3:2 i 1:1

Dramatyczny dwumecz na początku lat 80., w czasie stanu wojennego. W Świnoujściu przegrywaliśmy jeszcze w 82. minucie. Mieliśmy wtedy problemy kadrowe i na boisku pojawił się w końcówce gracz z rezerw. Nie pamiętam już jego nazwiska, ale w ciągu dziesięciu minut zaliczył hat-tricka i udało nam się wygrać 3:2. Później mieliśmy kłopoty z dotarciem na pojedynek rewanżowy do Rogoźna. Nie zabrakło wtedy podtekstów. Arbitrem był słynny wówczas sędzia Alojzy Jarguz, który pochodził z tamtych okolic. Już w 15. minucie podyktował rzut karny dla gospodarzy, a naszemu piłkarzowi pokazał czerwoną kartkę. Byliśmy w bardzo trudnym położeniu, ale udało się wyrównać po bramce Zbigniewa Barczyka.

1/8 finału Pucharu Polski z Amicą Wronki 3:4

Wspaniały mecz i 5 tysięcy ludzi na trybunach. Było to w 2003 roku, kiedy jako trzecioligowiec wyeliminowaliśmy w Pucharze Polski ŁKS i Widzew Łódź. Co prawda z Amicą minimalnie wtedy przegraliśmy, ale po bardzo kontrowersyjnych decyzjach sędziego Marka Mikołajewskiego. Paweł Kryszałowicz strzelił bramkę, kiedy druga piłka znajdowała się na boisku, a my stanęliśmy czekając na przerwanie akcji. Kolejny gol dla Amiki padł po problematycznym rzucie karnym. Te decyzje sprowokowały po meczu zamieszki. Zostałem uderzony płytą chodnikową, gdy próbowaliśmy ochraniać autokar Amiki i trafiłem na kilka dni do szpitala.

W I lidze z Zagłębiem Lubin 1:0

Jako malutki klub pojechaliśmy w 2008 roku do spadkowicza z ekstraklasy, który został wówczas zdegradowany za korupcję. Był to nasz pierwszy sezon w I lidze. Byliśmy dość przestraszeni: 8 tysięcy ludzi na trybunach, po raz pierwszy kamery i transmisja telewizyjna - to robiło wrażenie. W dodatku spotkał nas dramat na przedmeczowej rozgrzewce. Kontuzji doznał Sergiusz Prusak, chyba najlepszy bramkarz w historii klubu. Jego miejsce między słupkami zajął 18-letni Kamil Gołębiewski. Mimo to kibice oglądali świetne widowisko, a po bramce Piotra Dziuby wygraliśmy 1:0. To była wtedy duża niespodzianka. U bukmacherów zdecydowanym faworytem było Zagłębie i kto wtedy na nas postawił musiał nieźle zarobić.

Więcej o: