Trener Nowak: Mam armię charakternych zawodników

Jestem ostatnim, który by zwątpił w swoich zawodników. Nawet, kiedy graliśmy w osłabieniu, wierzyłem, że uda nam się rozstrzygnąć mecz w regulaminowym czasie albo po dogrywce - mówi szkoleniowiec Floty
Dominik Nowak pracuje w Świnoujściu od tego lata.

Przejmował zespół w trochę niezręcznych okolicznościach. Szkoleniowcem miał być Ryszard Kłusek, który w końcówce rundy wiosennej przejął zespół po Krzysztofie Pawlaku, wygrał cztery ostatnie mecze i zapewnił Flocie I ligę. Działacze zaraz po sezonie 2011/12 przedłużyli umowę z Kłuskiem, ten pojechał z piłkarzami na obóz i przygotowywał do nowych rozgrywek. PZPN nie wydał jednak Kłuskowi licencji trenerskiej (jest w trakcie "robienia" odpowiednich papierów), co zmusiło klub do szukania nowego trenera. Wybrano Nowaka, który z sukcesami pracował w Polkowicach.

Nowak pracę z zespołem rozpoczął od wygranej w sparingu z Pogonią Szczecin, a w oficjalnych spotkaniach nie doznał jeszcze porażki. W Pucharze Polski pokonał kolejno - Ruch Zdzieszowice, Górnik Zabrze i Cracovię. W lidze - 9 zwycięstw i 1 remis.

Ze wszystkich spotkań mecz z Cracovią miał najdramatyczniejszy przebieg. Flota prowadziła 1:0, przegrywała 1:2, ale wyrównała i doprowadziła do dogrywki. W niej przez wiele minut musiała grać w osłabieniu, jednak dotrwała do rzutów karnych. Te krakowianie lepiej rozpoczęli, ale z awansu cieszyli się świnoujścianie (8:7 w karnych).

Rozmowa z trenerem Floty

Marcin Gigiel: Takiego scenariusza nie wymyśliłby chyba żaden specjalista od filmów akcji. Ochłonął już pan po dramatycznym spotkaniu z Cracovią?

Dominik Nowak: Tak, to były bardzo fajne emocje zarówno dla kibiców, jak i dla nas. Ten mecz na długo zostanie zapamiętany i zapisze się z pewnością w historii klubu. Nie ukrywam jednak, że zaraz po jego zakończeniu myślami byłem już przy następnej kolejce ligowej. Trzeba się cieszyć z awansu, ale tamten mecz jest już za nami. Szybko rozpoczęliśmy przygotowania pod kątem ŁKS Łódź.

Nie było takiego momentu w czasie meczu, w którym pojawiła się obawa, że awans wymyka wam się z rąk?

- Jestem ostatnim, który by zwątpił w swoich zawodników. Nawet, kiedy graliśmy w osłabieniu, wierzyłem, że uda nam się rozstrzygnąć ten mecz w regulaminowym czasie albo po dogrywce. To się nie udało, ale ostatecznie wygraliśmy po karnych. Zawsze wierzę w swoich piłkarzy. Mam armię charakternych zawodników walczących do końca.

Piłkarze dobrze wytrzymali kondycyjnie 120 minut walki. To chyba również zasługa trenera Ryszarda Kłuska, który przygotowywał zespół latem, a teraz jest pana asystentem?

- Oczywiście. To jest sukces nas wszystkich. Trenera bramkarzy Siergieja Szypowskiego, Rysia Kłuska, a także mój. Teraz ważne, żeby po tym ciężkim meczu odpowiednio przygotować się pod kątem fizycznym do rywalizacji z ŁKS. Czeka nas w sobotę trudny pojedynek i bardzo istotna będzie regeneracja sił.

Zaraz po zakończeniu meczu z Cracovią mówił pan, że nie zastanawia się na kogo Flota może trafić w ćwierćfinale. Wierzy pan, że jesteście w stanie wyeliminować tych największych ekstraklasowych potentatów takich jak Legia Warszawa czy Wisła Kraków?

- Dlaczego nie? Nie chciałbym składać żadnych deklaracji, ale w sporcie, a zwłaszcza w piłce nożnej, nie zawsze wygrywają faworyci. Na kogo byśmy nie trafili - kluczowe będzie optymalne przygotowanie do tych spotkań. Postaramy się zagrać w ćwierćfinale dobre mecze.

Ma pan już jakieś plany na 3 maja przyszłego roku?

- Wiem do czego pan zmierza (śmiech ). Znaleźć się w finale Pucharu Polski to byłoby coś cudownego. Marzenia czasem się spełniają i niech ich realizacja będzie naszym planem.

Przed przyjściem do Świnoujścia podobne sukcesy, choć na nieco niższych szczeblach, święcił pan z Górnikiem Polkowice. Te same metody szkoleniowe, które działały na Dolnym Śląsku, sprawdzają się również nad morzem?

- Z pracy w Polkowicach oczywiście wyniosłem sporo doświadczeń, które teraz wykorzystuję. Cały czas też się uczę i wzbogacam swój warsztat. Nie ma nic cenniejszego niż doświadczenie, ale trzeba iść z duchem czasu i dokształcać się. Mam dużo autorskich pomysłów i nie odwzorowuję pracy innych szkoleniowców. Oglądam dużo spotkań różnego szczebla i staram się przenosić elementy, które najbardziej mi się spodobały.

Większość trenerów pierwszoligowych drużyn komplementuje Flotę za konsekwencję w grze. Trudno było zaprowadzić wśród zawodników taką dyscyplinę taktyczną?

- Trzeba przede wszystkim przekonać zawodników do takiej gry, a później konsekwentnie wymagać realizacji tych założeń. Mimo kolejnych zwycięstw cały czas skrupulatnie analizujemy nasze mecze. Wyłapujemy wszystkie błędy i pokazujemy je zawodnikom. Oczywiście, znajdujemy też pozytywy, by piłkarze wiedzieli, w jaki sposób grać, ale jednak skupiamy się głównie na negatywach. Nigdy nie odpuszczamy tego typu analiz.

W I lidze nie prowadzi się takich statystyk, ale gołym okiem widać, że w ostatnich meczach Flota była zawsze zdecydowanie krócej w posiadaniu piłki niż jej przeciwnicy. Cały czas pracujecie, by to zmienić, czy raczej skupiacie się na swoich silnych stronach przynoszących tak dobre wyniki w ostatnich tygodniach?

- Uważam, że umiejętność utrzymania się przy piłce jest niezwykle ważnym atutem. Z drugiej jednak strony, jeśli pojawia się okazja do szybkiej akcji, którą po 1-2 podaniach można sfinalizować, to trzeba z niej skorzystać. Cały czas pracujemy nad atakiem pozycyjnym, bo nie ukrywam, że jest to nasz mankament. Sedno jest jednak w tym, że nie ważne, jak długo posiada się piłkę, ale ile stwarza się sytuacji bramkowych. Dlatego nie zwracam uwagi na tego typu statystyki. Cracovia w środę miała zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki, ale nie zagroziła zbyt wiele razy naszej bramce. W mojej ocenie, to my mieliśmy więcej klarownych okazji.

Sezon ligowy w Polsce w pełni. W ekstraklasie prowadzi Widzew Łódź, a w I lidze Flota. To dowód na to, że pieniądze nie znaczą jeszcze o wszystkim w piłce?

- Dobrze, że tak jest. Nie ma, co ukrywać, że fajnie jest mieć wysoki budżet, ale najważniejsza jest zawsze praca zawodników i sztabu szkoleniowego. Dobra postawa drużyn nieco słabszych finansowo dodaje tylko kolorytu lidze.

Jak to było z GKS Bełchatów? Rzeczywiście otrzymał pan kilka dni temu jakąś konkretną ofertę prowadzenia tego klubu?

- Nie chciałbym tego w żaden sposób komentować. Niech szczegóły pozostaną tajemnicą. Koncentruję się na pracy z Flotą.

Ale chciałby pan w przyszłości pracować w ekstraklasie?

- Pewnie. Jest to moim celem. Tak samo piłkarze zawsze chcą grać wyżej, w Legii czy Wiśle. Jestem skromny i podchodzę z pokorą do swoich umiejętności, ale uważam, że jestem przygotowany do prowadzenia drużyny w ekstraklasie. Wiem jednak, że przede mną jeszcze wiele pracy i zobaczymy, co przyniesie życie. Teraz jestem zadowolony, że mogę być w Świnoujściu.

Druga część rundy jesiennej wydaje się być dla Floty trudniejsza. Przed wami jeszcze siedem spotkań, w tym rywalizacja z czołowymi zespołami I ligi: Zawiszą Bydgoszcz (2. miejsce), Termalicą Nieciecza (3.) i Cracovią (4.).

- Nie określałbym tego w ten sposób. W dziesięciu dotychczasowych kolejkach punkty straciliśmy tylko w spotkaniu ze Stomilem Olsztyn - drużyną ze strefy spadkowej. Rozgrywki ligowe pokazały, że czasem drużyny z czołówki przegrywają z niżej klasyfikowanymi zespołami, a mecze z tymi teoretycznie lepszymi są łatwiejsze. Nie patrzymy więc w ten sposób na tabelę. Kluczowe jest bardzo dobre przygotowanie pod względem taktycznym i fizycznym do każdego meczu.

Najbliższy pojedynek z ŁKS będzie wyjątkowy dla pana jako łodzianina z urodzenia?

- To moje rodzinne miasto i klub, który jest w moim sercu. Można powiedzieć, że wychowałem się na stadionie ŁKS. Mimo że od dawna już nie mieszkam w Łodzi, to miasto wciąż pozostaje dla mnie wyjątkowym miejscem i zawsze wracam tam z sentymentem.

Zimą był pan wymieniany jako jeden z kandydatów na szkoleniowca ŁKS. Sobotni mecz będzie okazją, by pokazać, że tamtejsi działacze podjęli złą decyzję nie ściągając pana?

- Rzeczywiście, prowadziłem rozmowy z prezesem Andrzejem Voigtem i Jarosławem Turkiem. To był bardzo konstruktywny dialog, ale działacze ostatecznie podjęli inną decyzję. Tak bywa... Może w przyszłości wrócimy do tego tematu i uda mi się kiedyś poprowadzić ŁKS. Ale w sobotę nie pojadę do Łodzi, by coś komukolwiek udowadniać, bo nie o to chodzi w piłce. Postaramy się przywieźć do Świnoujścia trzy punkty, ale czeka nas z pewnością trudny mecz.

Trener Czesław Michniewicz, który miał okazję pana w przeszłości poznać, mówił, że jest pan wielkim pasjonatem futbolu. Piłka nożna jest rzeczywiście całym pana życiem?

- Najważniejsza jest dla mnie rodzina. Nie można przewartościowywać pewnych spraw. W sporcie pojawiają się porażki, a bliscy zawsze wspierają mnie w trudnych momentach. To oni są dla mnie numerem jeden. Ale oczywiście jestem wielkim pasjonatem piłki, która pochłania mnóstwo mojego czasu. Każdą wolną chwilę przeznaczam na futbol, ale wszyscy trenerzy muszą poświęcić się tej pracy i kształtować swoją własną wizję gry.

Rozmawiał Marcin Gigiel