Kapitan Floty w środku tygodnia wojskowy, w weekendy piłkarz

I LIGA PIŁKARSKA. Marek Niewiada łączy grę w piłkę z zawodową służbą w wojsku. Do końca rundy jesiennej częściej niż w Świnoujściu będzie przebywał w Ustce, gdzie musi odbyć półroczny kurs.
Niewiada to jeden z najlepszych piłkarzy I ligi. Bez wątpienia jest też ikoną Floty Świnoujście, która w poprzednim sezonie do końca walczyła o awans do ekstraklasy. Do tego stopnia kapitan jest symbolem klubu (gra na Uznamie od początku XXI wieku), że Flota nie musiałaby przed meczami ligowymi przekazywać rywalom klubowego proporczyka - wystarczyłby uścisk dłoni Niewiady.

33-letni defensywny pomocnik od wielu lat jest też wojskowym, ale nigdy wcześniej nie kolidowało mu to z karierą piłkarza, tak jak tej jesieni. Zawsze brał udział w zgrupowaniach, trenował w środku tygodnia, uczestniczył w meczach. I prezentował żołnierski charakter - twardość, nieustępliwość, walkę do ostatniej kropli potu.

Tego lata nastąpiła zmiana.

- To nie jest mój wymysł. Żeby zostać w wojsku, muszę zrobić ten półroczny kurs w Ustce - wyjaśnia. - Bardzo żałuję, że nie mogę być z drużyną, ale muszę też zadbać o przyszłość swoją i rodziny.

Niewiada przygotowywał się do sezonu indywidualnie, ale w niedzielnym spotkaniu z GKS Katowice (1:0) był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. Jak zawsze zanotował wiele przechwytów i umiejętnie rozbijał akcje rywali.

- Wiadomo, że inaczej trenuje się indywidualnie, a inaczej z drużyną. Trochę brakowało zgrania, trochę zajęć z piłką. Ale fizycznie nie odstawałem i to jest najważniejsze. Wiadomo, że muszę więcej pracować indywidualnie, by nie wyglądać gorzej od kolegów - podkreśla Niewiada.

O optymalne przygotowanie fizyczne będzie mu o tyle łatwiej, że w Ustce nie może liczyć na taryfę ulgową.

- Szósta rano zaprawa. Dużo zajęć w terenie. Bieganie po 10 kilometrów, czołganie. Sporo nauki, zajęć z instruktorem, dużo strzelania. Trochę tego jest - tłumaczy z uśmiechem.