Czy prezydent Świnoujścia chce zlikwidować Flotę? [OPINIA]

I LIGA PIŁKARSKA. Janusz Żmurkiewicz zasygnalizował, że będzie oczekiwał zwrotu tegorocznej dotacji dla klubu. Jeśli swój pomysł wcieli w życie - zlikwiduje go.
O tym, że miasto będzie domagało się zwrotu dotacji prezydent Janusz Żmurkiewicz zasygnalizował w rozmowie z dziennikarzem Radio Szczecin. Swój pomysł nie musi wcielić w życie, mogła to być zwykła przedwyborcza "jaskółka", ale jeśli dopnie swego - niczego to dobrego dla Floty nie wróży. Można być nawet pewnym, że nowy zarząd spasuje i rozpocznie procedurę likwidacji klubu.

Dlaczego Żmurkiewicz zapowiedział tak dramatyczne decyzje? Po pierwsze, w efekcie finansowego audytu, który zlecił, a który potwierdził, że Flota ma ponad milionowy dług. Podczas realizacji audytu wyszło, że poprzedni sternicy klubu nie zawsze rozliczali miejskie dotacje zgodnie z przeznaczeniem (tak twierdzi prezydent). Jest to podstawa do obecnego pomysłu.

Ale tu powstaje zasadnicze pytanie: kiedy długi powstały? Nie w poprzednim sezonie, ale w ostatnich sezonach. Za każdym razem Flota była utrzymywana głównie z dotacji miejskich. Prezydent Janusz Żmurkiewicz był wielkim przyjacielem klubu, często bywał na ligowych meczach, zawsze popierał wnioski klubu o dodatkowe dofinansowanie. Miasto od lat było głównym sponsorem, takim, co to nie pyta o przeznaczenie wydatków, ale jednego oczekuje - gry w I lidze. Długi rosły, Żmurkiewicz o nich wiedział. Czemu wcześniej nie reagował?

Warto wrócić do wiosny tego roku. Podczas benefisu 50-lecia pracy Leszka Zakrzewskiego dla Floty (dziś kierownik i jeden ze sponsorów, wcześniej bramkarz zespołu) Żmurkiewicz oficjalnie ogłosił, że zgłosił się do niego zainteresowany współpracą sponsor - tajemnicza firma z Portugalii z kapitałem chińskim. Stary zarząd - postawiony pod ścianą - toczył negocjacje, ale ostatecznie je zerwał. Nie przystał na to, że będzie musiał pokryć odszkodowanie za zwolnienie trenera Tomasza Kafarskiego. Warunki zaproponowane przez inwestora były kiepskie, w drobny sposób ograniczały wydatki, ale nie przynosiły dodatkowych korzyści finansowych. Żaden działacz zdrowo myślący nie zaakceptowałby tych warunków - a mimo to władza i radni Świnoujścia obrazili się na klub. I trwa to do dziś. Bo jak inaczej ocenić obecne postępowanie? Radni dwa miesiące temu postawili Flocie ultimatum - audyt, wybory nowych władz, a później rozmowy o dofinansowaniu. Flota zgodziła się na audyt, klubem rządzą nowi działacze, ale nie słychać, by radni forsowali pomysł wsparcia klubu.

Zdziwienie postawą Żmurkiewicza jest tym większe, że zespół coraz lepiej radzi sobie w I lidze (gdyby nie pechowo tracone bramki w końcówkach spotkań - byłby wiceliderem), a działacze rozmawiają z inwestorem gotowym finansować Wyspiarzy w ramach spółki (na której miastu też zależało od wielu lat). Wydawałoby się, że Żmurkiewicz będzie wspierał nowe władze. Sam zapowiadał, że po zawiązaniu spółki utrzyma finansowanie klubu przez miasto na dotychczasowym poziomie... Zapomniał?

Jeśli swój pomysł związany ze zwrotem dotacji zrealizuje - zamknie Flotę. W obecnej sytuacji klub nie ma kilku alternatywnych rozwiązań - albo przetrwa najgorszy moment przy wsparciu miasta albo swoją działalność będzie musiał rozpoczynać od B klasy.