Sport.pl

Romuald Szukiełowicz: Czas będzie pracował na korzyść Floty

Opinie szkoleniowców po meczu Flota Świnoujście - Olimpia Grudziądz (1:0)
Dariusz Kubicki, Olimpia

Pierwszy mecz to zawsze pewna niewiadoma, ale po boiskowym nastawieniu moich zawodników chyba wszyscy widzieli, że przyjechaliśmy do Świnoujścia po zwycięstwo. Dążyliśmy do tego od pierwszej akcji i uważam, że do feralnej dla nas 75. minuty wszystko szło po naszej myśli i ten gol dla nas wisiał w powietrzu. Niestety, niefrasobliwość przy rzucie wolnym była decydująca. Mam o to sporo pretensji do zawodników, bo każdego rywala mieliśmy kryć indywidualnie, każdy był dobrze scharakteryzowany i mocno się uczulaliśmy na stałe fragmenty gry Floty. A skończyło się naszym błędem i pięknym strzałem Łukasza Sołowieja. Raz jeszcze się też potwierdziło, że na wyjeździe trzeba wykorzystywać pierwsze okazje bramkowe. Flota ma doświadczoną defensywę, a mimo to mieliśmy swoje okazje.

Do poziomu gry swoich zawodników nie mam większych zastrzeżeń, założenia realizowaliśmy poprawnie i wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy na ciężki teren. Znaliśmy problemy organizacyjne Floty, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że nie będzie to miało większego znaczenia dla przebiegu spotkania. Chcieliśmy wygrać, ale dziś po prostu nie mogliśmy.

Romuald Szukiełowicz, Flota

Nie ukrywam, że jesteśmy bardzo zadowoleni z wyniku. Nasze organizacyjne perturbacje trwały w zasadzie do piątku. Dzień przed meczem mieliśmy 10 zawodników do grania i jeszcze kłopot z chorym Charlesem Nwaogu. Charlii dopiero w piątek pojawił się na rozruchu. Przez prawie 10 dni przyjmował antybiotyki, leżał w domu i był poza zespołem. Chciał nam pomóc, ale tak naprawdę w piątkowej rozmowie powiedziałem mu, że na niego nie liczę. Zapowiedziałem, że mecz rozpocznie na rezerwie, ale samym nazwiskiem może postraszyć przeciwników. Ubytek sił moich zawodników był tak duży, że zdecydowałem się wpuścić na boisko Charliego. Liczyłem na jego walory. To piłkarz, który potrafi sprowokować rywala i uzyskać rzut wolny, potrafi się zastawić, przytrzymać piłkę. Przysłużył się nam na boisku, swoje zrobił.

Samego meczu nie chcę za bardzo oceniać. Mogliśmy szybko otworzyć wynik w pierwszej połowie, bo przecież Tomasz Margol czy Marek Opałacz mieli bardzo dobre sytuacje i mogli to lepiej wykorzystać. Ale chciałbym podziękować zawodnikom za zostawienie ogromnego serca na boisku, zaangażowanie najwyższej klasy. Chyba wszyscy widzieli, że po przerwie odcięło nam prąd, trzeba było dać z tzw. wątroby, by przetrwać do końca. Mam nadzieję, że czas będzie pracował na naszą korzyść, że w kolejnych meczach będziemy skuteczniejsi, ale i zagramy trochę bezpieczniej w meczach wyjazdowych.