Sport.pl

Łukasz Sołowiej z Floty: Gol padł trochę przypadkowo

Przepiękna bramka obrońcy świnoujskiego pierwszoligowca zapewniła drużynie udany start rozgrywek.
Dzięki zwycięstwu Flota ma już 15 punktów przewagi nad strefą spadkową, a przecież właśnie utrzymanie miejsca w I lidze jest nadrzędnym celem wyspiarzy na wiosnę.

Jakub Lisowski: Jak długo trenuje się takie strzały?

Łukasz Sołowiej: (śmiech) Sam jestem zaskoczony, że po tym strzale piłka wpadła do siatki. Dawno bramki nie zdobyłem [ostatnią 2 czerwca 2012 r. w barwach trzecioligowego Dębu Dąbrowy Białostockiej - red.], a po takim strzale to nie pamiętam kiedy. Jestem bardzo zadowolony, tym bardziej się cieszę, że dała nam zwycięstwo w ciężkim meczu.

W mojej ocenie - pierwsza połowa dla Floty, druga dla Olimpii, ale to wy trafiliście?

- Przebieg spotkania przypominał nasz mecz z jesieni. W Grudziądzu też zagraliśmy bardzo dobrze przed przerwą, wysoko, agresywnie, nie oddawaliśmy pola rywalom, ale w drugiej połowie cofnęliśmy się, daliśmy swobodę przeciwnikom, ale tak jak jesienią nic z tego nie wynikało. Sporo było dośrodkowań, kilka razy doszło do zamieszania w polu karnym, ale raczej sobie z tym radziliśmy. Nie zawsze, więc jest nad czym popracować przed kolejnymi spotkaniami.

Kto wymyślił rozwiązanie na rzut wolny, który dał wygraną Flocie?

- Było kilka rozwiązań nakreślonych przez sztab przed meczem, ale... gol padł trochę przypadkowo. Razem z Michałem Stasiakiem wahaliśmy się, czy wchodzić na ten stały fragment gry w pole karne Olimpii, bo gdzieś tam było ryzyko kontry. Michał został z tyłu, a ja się zdecydowałem. Krzyknąłem do Dawida Korta, by dograł dobrą piłkę, bo idę coś strzelić (śmiech). No i wpadło...

W końcówce meczu iskrzyło między panem a Markiem Niewiadą. Chodziło o to, że jeden z przeciwników doszedł w polu karnym do strzału głową?

- Ja z Markiem kłócimy się na boisku co mecz, ale to zawsze są drobne spory, a jak się mecz kończy, to sobie wszystko wyjaśniamy i nadal jesteśmy przyjaciółmi. Takie kłótnie, nerwy związane są z boiskowymi emocjami. W końcówce wszyscy już liczyliśmy na to, że uda nam się dowieźć zwycięstwo do końca.

Udało się...

- Tak, i ten sukces dużo nam da pewności siebie. Wiadomo, że szybko musimy ochłodzić głowy, bo czeka nas jeszcze dużo spotkań i musimy grać równie dobrze. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc do Katowic pojedziemy walczyć.

O problemach organizacyjnych klubu nie myślicie?

- Odcinamy się od tego w szatni. Nie możemy myśleć jednocześnie o taktyce meczowej i kłopotach organizacyjnych. Koncentrujemy się na graniu, wykonujemy swoją robotę, a kibice widzieli, jak przepracowaliśmy.

Rozmawiał Jakub Lisowski