Kazimierz Biela: Brąz sukcesem okręgu

Przed nimi najważniejszy okres w życiu piłkarza, czyli przejście z wieku juniora do seniora. W tym kluczowym momencie bardzo często gubimy młodych chłopców - przestrzega trener ?brązowego? zespołu juniorów starszych Pogoni, Kazimierz Biela
Portowcy w niedzielę zakończyli udział w turnieju finałowym MP w Gdyni, w którym uplasowali się na najniższym stopniu podium. Szóstka z nich pojechała do Gniewina, gdzie na obozie przebywa pierwszy zespół Pogoni. Uznanie w oczach Artura Skowronka zyskali: Krystian Rudnicki (będzie trzecim bramkarzem w dorosłym składzie), Mateusz Lewandowski (MVP turnieju od roku jest w pierwszym zespole), Łukasz Zwoliński, Kajetan Pogorzelczyk, Sebastian Rudol i Rafał Gutowski.

Rozmowa z Kazimierzem Bielą, trenerem juniorów Pogoni

Mateusz Brzeźniak: Od zakończenia turnieju finałowego w Gdyni minęło kilka dni, emocje już opadły. Brązowy medal to sukces czy przeważa niedosyt?

Kazimierz Biela: Z perspektywy kilku dni muszę powiedzieć, że trzeba oceniać to w kategoriach sukcesu. Co by nie mówić, znaleźliśmy się na podium mistrzostw w najstarszej kategorii juniorów. Bycie w tym gronie to powód do dumy.

Z czego wynikał fatalny start w Gdyni? Do przerwy przegrywaliście z Lechem Poznań 0:4, skończyło się na 2:5. Podopiecznych zjadła trema?

- Nie można mówić o strachu czy paraliżu, a raczej o dezorganizacji. Mecz się opóźniał, po strasznej ulewie zmieniło się miejsce rozegrania spotkania. Chłopcy walczyli na sztucznej nawierzchni, na której stała jeszcze woda. Nie chcę się też usprawiedliwiać, bo nasza postawa od pierwszych minut zaprzeczała końcowemu rezultatowi. Przez 25 minut stwarzaliśmy sytuacje i dyktowaliśmy warunki na boisku. Potem dostaliśmy dwie "świąteczne" bramki po trudnych uderzeniach z dystansu. Następnie koszmarny błąd bramkarza, rzut karny, no i było po wszystkim.

W jednym z wywiadów obserwujący finałowe zmagania Czesław Michniewicz ubolewał nad tym, że w Gdyni taktyka zwyciężyła nad techniką. Jego zdaniem wszystkie zespoły koncentrowały się głównie na defensywie i mało było właściwego juniorskiej piłce polotu.

- Moim zdaniem konfrontacja czterech najlepszych zespołów wymusiła taką strategię i niestety faktycznie za dużo oglądaliśmy zachowawczej piłki. Wszystkie ekipy świetnie organizowały się w obronie i były nastawione na grę z kontry. Otwartej gry było niewiele. Można powiedzieć, że właśnie my podeszliśmy do meczu z Lechem z fantazją i zapłaciliśmy za to wysoką cenę. Teraz uważamy, że powinniśmy do pierwszego spotkania zagrać spokojniej. Pamiętajmy też, że na inaugurację zabrakło Łukasza Zwolińskiego, który razem z pierwszą drużyną przechodził badania w Szczecinie. Jego nieobecność była dużym osłabieniem dla kolegów, przede wszystkim mentalnym.

Nagroda dla najlepszego piłkarza turnieju finałowego trafiła w ręce Mateusza Lewandowskiego. Lewoskrzydłowy na początku poprzedniego sezonu był ważnym ogniwem w zespole Marcina Sasala, a potem gnębiły go kontuzje. Zdąży odbudować formę przed startem nowego sezonu ekstraklasy?

- Mateusz wyleczył kontuzje i po raz pierwszy do nas dołączył. W zespole juniorów miał okazję się odbudować, wejść w rytm meczowy. Turniej w Gdyni był dla niego bardzo pożyteczną imprezą, bo cały czas szedł do przodu. Jego dyspozycja rosła z każdym dniem i w finałach nie przypominał siebie z meczów eliminacyjnych.

Sześciu medalistów pojechało na obóz pierwszej drużyny. W przypadku Lewandowskiego, Rudola czy Zwolińskiego można było się tego spodziewać, ale wyjazd Pogorzelczyka czy Gutowskiego to efekt pana i trenera Mateńki rekomendacji?

- Oczywiście, jesteśmy w stałym kontakcie z pierwszym trenerem. Co więcej, trener Skowronek oglądał mecze barażowe w Warszawie i potyczkę z Jagiellonią u siebie. Do Gniewina pojechali więc juniorzy, którzy na to naprawdę zasłużyli postawą. Wydaje mi się, że to jeszcze nie wszyscy i niebawem kolejnych kilku otrzyma swoją szansę pokazania się trenerowi pierwszego zespołu.

Najważniejsze w piłce juniorskiej jest to, by choć jeden zawodnik z danego rocznika zaistniał wśród seniorów. Uda się to z obecnymi medalistami?

- Nie można tego rozpatrywać w tych kategoriach. Oni nie są gotowi do tego, żeby już grać w ekstraklasie, tylko do tego, żeby ich do niej stopniowo wprowadzać. Nie można im dozować stuprocentowych obciążeń seniorskich, bo nie będą ich w stanie znieść. Jeżeli będą prowadzeni mądrze i ze zindywidualizowanym treningiem, to zaczniemy mówić o grze w elicie. Czeka ich bardzo delikatny proces, najważniejszy moment w życiu piłkarza, czyli przejście z wieku juniora do seniora. Bardzo często w tym właśnie momencie gubimy tych młodych chłopców, którzy nie są w stanie podołać błędnie stawianym im wymaganiom i doznają nieprzyjemnych kontuzji. Teraz wszystko w rękach pierwszego trenera, który musi stopniowo zacierać różnice między wiekiem juniora i seniora w przypadku tych zawodników.

Ale zgodzi się pan, że roczniki '93 i '94 to najbardziej utalentowana grupa w Pogoni od dawien dawna?

- Może nie od dawna, bo większość tych chłopaków pozyskaliśmy rok, dwa lata temu. Wcześniej były to dość zaniedbane roczniki w klubie, ale udało się znacząco podnieść ich poziom. Sukces tej grupy jest sukcesem wszystkich klubów i poszczególnych trenerów z okręgu, a nie tylko nasz, trenerów Pogoni. Wielu tych chłopaków przyszło do nas z Salosu czy Chemika Police i bez pracy wykonanej w regionie, nie byłoby dziś tych medali.

W przyszłym sezonie czeka nas pewna nowość, czyli Pogoń będzie miała drużyny w Młodej Ekstraklasie oraz rezerwy w III lidze. To dla młodych piłkarzy dobre rozwiązanie?

- W ME większość zespołów wystawia juniorów i to odbija się na poziomie rozgrywek. Piłka seniorska, nawet na poziomie trzecioligowym, to zupełnie inny kaliber doświadczeń dla młodego zawodnika. Sporo naszych medalistów z Gdyni przez rok ogrywało się w IV lidze i dzięki temu zupełnie inaczej zachowują się na boisku. I teraz większość z nich będzie grała w rezerwach. W czołowych trzecioligowcach gra bardzo dużo doświadczonych zawodników ze stażem w I lidze czy nawet ekstraklasie. Rywalizacja z nimi przyniesie więcej korzyści naszej młodzieży niż gra z juniorami.

Rozmawiał Mateusz Brzeźniak