Sport.pl

Artur Skowronek - ryzyko czy nadzieja?

Kontrowersje wokół szkoleniowca Pogoni Szczecin
Waldemar Fornalik, nim został oficjalnie namaszczony na nowego selekcjonera polskiej kadry, dobrze poznał smak krajowego piekiełka i fobii na punkcie wieku, doświadczenia, sukcesów. W podobnej sytuacji jest trener Pogoni Artur Skowronek, który pewnie w każdym meczu (nawet w sparingach) będzie musiał udowadniać, że poradzi sobie w ekstraklasie. Niedowiarków wciąż ma wielu za plecami.

Zakończone w tym tygodniu poszukiwania selekcjonera reprezentacji pokazały, że nawet najważniejszym trenerem kraju może zostać człowiek "na dorobku". Przy wyborze ścierały się ze sobą dwie wizje: trenera z Polski lub fachowca z zagranicy. Fornalikowi zarzucano brak poważnych sukcesów na krajowym podwórku oraz słabe doświadczenie na arenie międzynarodowej. Ma przecież wygrywać w grupie z Anglią, Ukrainą i Czarnogórą, a w europejskich pucharach gościł ze swoją drużyną tylko incydentalnie. Jednak wybitnemu fachowcowi z zagranicy trzeba słono zapłacić, dlatego postawiono na najlepszego w zasięgu szkoleniowca, który mierząc się z wielkim wyzwaniem może się jeszcze rozwinąć. Ten wybór pokazuje, że nie ma w kraju trenerów idealnych, kompletnych. Zamiast więc stawiać na wypalonego, starego wyjadacza, związek wybrał Fornalika, dostrzegając u niego duże możliwości. Takie wyzwanie niesie za sobą niesamowitą motywację do pracy i na to samo liczymy w Szczecinie, gdzie swoją pracę zaczyna inny młody trener z potencjałem.

Tarasiewicz - bohater wiosny

Nagła zmiana na stanowisku trenera pierwszej drużyny zaskoczyła wielu sympatyków Pogoni. Większość obserwatorów była przekonana, że przedłużenie wygasającej umowy z Ryszardem Tarasiewiczem to tylko kwestia czasu, ewentualnie pieniędzy. Tarasiewicz przychodził do Szczecina w charakterze koła ratunkowego, bo Pogoń nie mogła się wiosną odnaleźć. Przegrywała z najgorszymi w lidze i mimo wpadek konkurencji roztrwoniła przewagę nad pozostałymi drużynami. Ryszard "wybitny motywator" Tarasiewicz pozostawał bez zatrudnienia, a w swojej karierze miał kilka znaczących sukcesów: grał w reprezentacji narodowej, jako trener wyprowadził wrocławski Śląsk z nizin do ekstraklasy. Wobec ligowych kłopotów Pogoni wydawał się najlepszym kandydatem i w 10 kolejek zdołał z drużyną zająć premiowane awansem miejsce.

Zbawiciel wypełnił swoje zadanie, więc na kolejne czekał z niecierpliwością. Tyle że będzie ich szukać poza Szczecinem, bo z działaczami Pogoni się nie dogadał. W jego miejsce przywitaliśmy w Szczecinie Artura Skowronka, ale wraz z młodym szkoleniowcem pojawiła się fala krytyki na portalach internetowych. Wybredni kibice nazwali zatrudnienie byłego trenera Ruchu Radzionków eksperymentem, porównywalnym z powierzeniem obowiązków studentowi. Na forum licytowano się, ile kolejek Skowronek popracuje w Szczecinie - cztery, pięć, maksymalnie osiem i do widzenia. Najwięksi pesymiści określali decyzję zarządu jako paranoję i orzekli, że Pogoń najpewniej spadnie z hukiem z ekstraklasy.

Nie płaczemy za Tarasiem

Czy Ryszard Tarasiewicz mógłby w Szczecinie zagwarantować coś więcej, niż może nam dać trener młodego pokolenia? Tutaj mam spore wątpliwości. Byłemu opiekunowi portowców należą się podziękowania za to, że wydźwignął zespół z dołka i uratował cały sezon. Przychodził do Pogoni, nie mając nic do stracenia, na konferencjach prasowych nie był w stanie nawet opanować stresu, ale wierzył w siebie i zadanie wykonał. Nie wolno jednak zapominać, że po awansach we Wrocławiu ekstraklasy nie zawojował. Z czasem jego metody motywacyjne przestały działać i musiał się pożegnać ze Śląskiem. Gdyby został w Pogoni na dłużej, efekty jego pracy byłyby tak samo trudne do przewidzenia, jak wyniki Skowronka. Taki pogląd zdaje się też potwierdzać szczecińska opinia publiczna. W mediach, w piłkarskim środowisku ani w klubie nikt za "Tarasiem" nie płakał.

Polska trenerami nie stoi

Ale czy nominacja dla trenera z Bytomia to dobre posunięcie? Tego nie wiem, bo gdyby Polska trenerami stała, moglibyśmy przebierać w nazwiskach. Szukalibyśmy wśród szkoleniowców z sukcesami dużymi i wielkimi, a języczkiem u wagi mógłby być styl preferowany przez konkretnego kandydata. Bierzemy Kowalskiego, bo jego drużyny zawsze grają widowiskowo i zdobywają dużo bramek, albo Nowaka, bo potrafi tak wpłynąć na zespół, że zagryzą przeciwnika, ale wygrają. Ewentualnie Wiśniewskiego, który nawet drewnianych kopaczy potrafi przemienić w bramkostrzelny materiał piłkarzopodobny. Tyle że takich trenerów w Polsce nie ma! I widać to po decyzjach polskich topowych klubów. Dysponująca sporym budżetem Legia zatrudniła ponownie wyrzuconego wcześniej Jana Urbana, bo ciekawszych opcji nie było. Lech Poznań w tarapatach zawierzył asystentowi, który w seniorskiej piłce nie miał wcześniej okazji się wykazać.

Owszem, wielu kandydatów z kursami UEFA Pro siedzi w domu i czeka na telefon, ale mało kto chce ich zatrudnić. Większość wyleciała z hukiem z ostatniego klubu, tak jak nadzieja polskiej myśli trenerskiej Maciej Skorża czy znany chyba wszędzie Czesław Michniewicz. Z tych "niewyrzucanych" w Szczecinie pracował już Orest Lenczyk, ale się nie zaaklimatyzował, a drugi - właśnie Fornalik - został trenerem reprezentacji. Na trzeciego - Piotra Nowaka z USA - najnormalniej Pogoni nie stać. Wybór mamy więc w kraju marny, dlatego nie dziwię się, że co jakiś czas Pogoń próbuje zainwestować w młodość. Dwa lata temu wielkim niewypałem okazał się Maciej Stolarczyk, choć myślę, że tamta decyzja klubu była błędną, bo zbyt szybką. Stolarczyk został rzucony na zbyt głęboką wodę i zwyczajnie się utopił. Ale ostatnie posunięcie zarządu wcale głupim ruchem mi się nie wydaje.

Nie zazdroszczę trenerowi

Jeśli wierzyć kibicom i ich komentarzom, przy obsadzie trenera cel klubu był tylko jeden: nieważne, kogo zatrudnimy, i tak jedenastkę ustali zarząd, a trener będzie musiał ją wystawić, a potem tłumaczyć się (i ją) na konferencji; weźmiemy młodego, niech się cieszy, że ma szansę zabłysnąć w ekstraklasie, a w transfery niech się nie wcina. Takich opinii przeczytałem mnóstwo i nowemu trenerowi nie zazdroszczę. Skowronek jest i będzie pod wielką presją oczekiwań. Każde spotkanie, nawet sparingowe będzie dlań testem, wręcz pojedynkiem z żądnymi zwycięstw kibicami. Już po spotkaniu z silną Omonią pojawiły się głosy, że remis to żaden sukces, skoro bramkę zdobyliśmy z karnego, a w drugiej połowie zobaczyliśmy drugi garnitur Nikozji. Braku Hernaniego, Akahoshiego czy Ediego w Pogoni nikt nie zauważył. Tak też będzie w ekstraklasie: trener co weekend będzie musiał udowodnić, że ma jakiś pomysł na drużynę, że potrafi pokierować doświadczoną drużyną, że ta robi postępy, a on nie daje sobie wejść na głowę starszym od niego zawodnikom. A nagroda? Jak wygra raz czy drugi, to kibice napiszą, że miał trochę szczęścia. Takie, internetowe malkontenctwo potrafi niejednego stłamsić. Mam nadzieję, że Skowronek do anonimowych komentarzy nie będzie przykładał zbytniej wagi, a wynikami zapracuje na dobre oceny.

Nie mam bowiem wątpliwości, że w czasach, kiedy żaden wolny trener nie gwarantuje sukcesów, lepiej stawiać na tych, przed którymi kariera dopiero stoi otworem. W minionym sezonie Radosław Mroczkowski zajął z biednym Widzewem bezpieczne miejsce, Leszek Ojrzyński z Korony Kielce szanse na mistrzostwo Polski stracił dopiero w przedostatniej kolejce, a Mariusz Rumak szturmem i serią zwycięstw uratował puchary w Poznaniu. Cała trójka udowodniła, że takie ryzyko może się opłacić. Oby Artur Skowronek poszedł w ich ślady i wiosnę w Szczecinie uczynił.

Więcej o: