Sport.pl

Janukiewicz: Szczecin to mój drugi dom

Rozmowa z Radosławem Janukiewiczem, bramkarzem Pogoni
Mateusz Brzeźniak: Pierwszy letni obóz Pogoni dobiega końca. Zdążył pan już porządnie zatęsknić za najbliższymi?

Radosław Janukiewicz: Oczywiście, więc cieszę się, że wkrótce będziemy w domach.

Z pewnością trudniej panu wyjeżdżać z domu od momentu, kiedy na świat przyszedł syn?

- Tęsknota do dziecka jest olbrzymia, ale staram się jak najlepiej wykonywać swoją pracę na treningach. W wolnych chwilach łapię jednak za telefon i dzwonię do żony wypytać, jak radzą sobie z Filipem w Szczecinie.

Filip będzie bramkarzem?

- Będzie tym, kim będzie chciał być. Pod żadnym pozorem nie chcę mu niczego narzucać, bo wydaje mi się, że nie na tym powinno polegać wychowanie.

Trenujecie w Gniewinie, gdzie podczas Euro stacjonowali Hiszpanie z Ikerem Casillasem na czele. Golkiper Realu Madryt to najlepszy bramkarski fachowiec, czy ma pan innego faworyta?

- Jeden z najlepszych, bo trudno wskazać tego jedynego. Casillas, Buffon, Cech - to absolutna światowa czołówka. Hiszpan imponuje niezmiennie wysoką formą, którą prezentuje od lat. Co więcej, bardzo rzadko przytrafiają mu się błędy.

Obóz przygotowawczy to okres wytężonej pracy, a jak walczycie z monotonią? Jaka jest pana ulubiona rozrywka?

- Rywalizujemy głównie w piłkę nożną na PlayStation, więc bez odpoczynku od futbolu (śmiech ). Poziom jest bardzo wyrównany, wyniki nieprzewidywalne i często trudno wskazać faworyta. W niedzielę z hotelu wyrwali nas trenerzy, którzy zorganizowali wycieczkę do Łeby. To był zasłużony odpoczynek po tygodniu intensywnej pracy. Człowiek mógł przejść się po plaży, trochę pozwiedzać. Wyjdzie nam to na dobre, bo naładowaliśmy akumulatory na kolejną porcję treningów.

Jak wygląda dzień z życia bramkarza podczas takiego wyjazdu?

- Pobudka rano, bo o 8 mamy śniadanie. Pierwszy trening zaczyna się o 10 albo 11 i przez 2 godziny ciężko pracujemy. Po zajęciach jest prysznic, obiad i 3 godziny odpoczynku. Po południu drugi trening, a co 2-3 dni idziemy w tym czasie na siłownię. Ćwiczenia są urozmaicane, więc na nudę nie narzekamy. Później wspólnie jemy kolację, a następnie każdy pożytkuje czas według własnego uznania. Ktoś czyta książkę, inni grają na konsoli, a jeszcze inni siadają przed komputerem, aby porozmawiać z bliskimi. Oczywiście każdego dnia znajdujemy jeszcze chwilę na masaże i wizyty u fizjoterapeutów.

Jak układa się współpraca z nowym trenerem bramkarzy Grzegorzem Żmiją?

- Bardzo dobrze, choć ciągle się poznajemy. Znamy się zresztą z boiska, bo graliśmy przeciwko sobie, kiedy występowałem w Śląsku Wrocław. Treningi są świetne i na współpracę nie mogę narzekać.

Zastanawiał się pan nad tym, żeby po zakończeniu kariery zająć się szkoleniem bramkarzy albo zawodników w ogóle?

- Nie myślę o tym. Mam 28 lat i zdrowie mi dopisuje. Co będzie później? Zobaczymy.

Okazja do indywidualnej rozmowy z Arturem Skowronkiem już się nadarzyła?

- Trener na razie rzadko przeprowadza takie rozmowy, stara się raczej scalić nas jako grupę i przemawia do wszystkich. Przekazuje nam swoją wiedzę i oczekiwania podczas licznych odpraw.

W czasie okresu przygotowawczego, szczególnie zimą, koledzy z pola mogą wam chyba trochę zazdrościć. Kiedy oni biegają kolejne okrążenia, bramkarze pracują nad elementami technicznymi.

- Wiadomo, że nasz trening mocno się różni, bo pracujemy zupełnie nad czymś innym, ale my też musimy swoje wypracować. Czasami to bramkarz schodzi do szatni skrajnie wycieńczony, np. po treningach strzeleckich. Bywa ciężko, ale nikt o tym nie myśli. Teraz, gdy przyszedł nowy trener, trwa rywalizacja o miejsce w składzie. Każdy liczy na grę.

Trzy sparingi za wami. Pan wystąpił w dwóch i nie wpuścił bramki. Tak dobrze funkcjonowała linia obrony czy rywale nie za często zmuszali pana do interwencji?

- Na razie gramy dobrą, zorganizowaną piłkę w defensywie. Nie tracimy bramek i to jest powód do optymizmu, gdyż do naszej najwyższej formy jeszcze daleko. Do ligi zostało trochę czasu, więc wszystkie mankamenty zdążymy wyeliminować.

Miał pan latem oferty z innych klubów?

- Nie miałem żadnych sygnałów, zresztą nie zaprzątałem sobie tym głowy. Mój kontrakt w Pogoni obowiązywać będzie jeszcze 2 lata i mam nadzieję, że zostanę w Szczecinie jeszcze o wiele dłużej. Tak jak wielokrotnie podkreślałem, bardzo dobrze się tutaj czuję i Szczecin jest moim drugim domem. Jeżeli tylko forma będzie dopisywać i wszyscy będą ze mnie zadowoleni, to ja nie chcę nigdzie się stąd ruszać.

Na koniec wróćmy na chwilę do poprzedniego sezonu. Opuścił pan tylko 3 ligowe mecze, a miejsce między słupkami stracił po zaledwie jednym nieudanym spotkaniu z Kolejarzem Stróże. Nie było trochę tak, że Ryszard Tarasiewicz szukał pretekstu do posadzenia pana na ławce? Za czasów pracy w Śląsku Wrocław mieliście mieć ponoć konflikt.

- Nie sądzę. Przegraliśmy mecz, w którym popełniłem błąd i trener podjął taką, a nie inną decyzję. Musiałem swoje odcierpieć i dalej zasuwać na treningach. Na końcówkę sezonu wróciłem z dobrym skutkiem, bo przecież wywalczyliśmy upragniony awans do ekstraklasy. Myślę, że trener wtedy nie żałował swojej decyzji, że wrócił do mojej osoby.

Więcej o: