Sport.pl

Pogoń zremisowała w dziesiątkę z Lechem. Sędzia prawie łkał

LECH POZNAŃ - POGOŃ SZCZECIN 1:1 (1:1). Mecze Pogoni z Lechem zawsze elektryzowały kibiców obu drużyn, którym piłkarze najczęściej dostarczali wielu emocji. W niedzielę było podobnie - blisko 30 tys. fanów Lecha, 1,5 tysiąca ze Szczecina oglądało dobre widowisko
Pięć lat czekali fani portowców na okazję do wyjazdu do stolicy Wielkopolski - tyle trwała przerwa w występach Pogoni w ekstraklasie. Nic więc dziwnego, że wejściówki na mecz z Lechem rozeszły się w Szczecinie szybciej niż niejedna atrakcja Narodowego Banku Polski. W sumie - pociągami i samochodami - do Poznania dotarło może ponad 1500 kibiców bordowo-granatowej drużyny.

Pierwsze pytanie, które padało już w trasie, brzmiało - jak szczecinianie zostaną przywitani na stadionie? Gdy pięć lat temu Pogoń żegnała się z ekstraklasą, kibice Lecha zachowali się z klasą, głośno skandując "Szybko wracajcie". Wczoraj kurtuazji nie było - sypały się wyzwiska, częściej ze strony przyjezdnych. Może to efekt zmiany pokolenia w środowisku kibicowskim, może efekt krótkiej pamięci. Na szczęście wielkiej gorączki nie było i do żadnych incydentów nie dochodziło.

Sam stadion przy Bułgarskiej, na którym Pogoń rozegrała kilka historycznych spotkań, też się zmienił, ale dla fanów i piłkarzy ze Szczecina nowością nie był. Portowcy grali na obiekcie Euro podczas występów w I lidze - gdy rywalizowali z Wartą. To, co wczoraj padało na trybunach, to apel, by władze Szczecina absolutnie nie szły śladami władz Poznania. Stadion Lecha nie przystaje do warunków, które kibice poznali we Wrocławiu czy Gdańsku.

Gdy zakończyło się "przywitanie" fanów i oglądanie obiektu - rozpoczął się mecz. Od początku ciekawy, żywy, z dobrymi okazjami bramkowymi. Lech zaatakował pierwszy i szybko gola strzelił.

Zobacz bramkę Bartosza Ślusarskiego

Na szczęście portowcy jeszcze szybciej wyrównali i to był znak, że pogromu w niedzielę nie będzie.



Wyrównujący gol Donalda Djousse



Pogoń toczyła wyrównaną walkę, starała się spokojnie konstruować swoje ataki, choć to gospodarze nacierali z większym animuszem, większą liczbą zawodników. Do przerwy Lech powinien nawet prowadzić, ale niewykorzystana okazja Bartosza Ślusarskiego może być kiksem dekady.

Druga połowa to już zdecydowana przewaga lechitów. Pogoń dała się zepchnąć do defensywy albo po prostu wycofała się głęboko, by zaatakować z kontry raz, a dobrze. Najważniejsze wydarzenia miały miejsce po godzinie gry. Adam Frączczak przekombinował w polu karnym Lecha i zamiast strzelać - podał nikomu. Po chwili gospodarze mieli rzut wolny - po wybiciu piłki z kontrą chciał wyjść Mouhamadou Traore, ale powstrzymał go Łukasz Trałka (grał w "starej" Pogoni). Tak, że korkami uszkodził mu oko i łuk brwiowy. Senegalczyk długo był poza boiskiem, a Pogoń musiała się wycofać jeszcze bardziej. Jedną z akcji Lecha Edi zatrzymał faulem. Nawet dla fanów Pogoni jasnym było, że sędzia Hubert Siejewicz pokaże żółtą kartkę, a że Brazylijczyk już taką miał - musiał opuścić boisko. I na nic zdały się wypraszające łaskę oczy Ediego i prawie łzy arbitra, który karę musiał wykonać.

Od tego momentu piłkarze Lecha natarli z jeszcze większą furią (wzmocnieni nawet 40-letnim Piotrem Reissem), urządzali sobie sprinterskie biegi na połówce gości, ale Pogoń to przetrzymała. Zdobyła cenny punkt, który został przyjęty przez fanów z wielką ulgą i zadowoleniem. Kibice podziękowali piłkarzom za walkę, a specjalne brawa zebrał Radosław Janukiewicz.



Zobacz gole i najciekawsze akcje meczu



Przeczytaj relację na żywo