Pogoń wygrywa w Łodzi. Zabójcze kontry portowców po przerwie

WIDZEW ŁÓDŹ - POGOŃ SZCZECIN 1:3 (0:0). Trener Artur Skowronek zapowiadał przed niedzielnym meczem, że ma pomysł na ogranie Widzewa. Pogoń wygrała, więc młodego szkoleniowca można tylko chwalić
Po piątkowej wygranej Legii Warszawa nad Wisłą Kraków łodzianie stracili pozycję lidera, więc spotkanie z Pogonią rozpoczęli z takim animuszem, jakby łodzianie grali co najmniej o roczną wypłatę premii. Dwa, trzy szybkie podania i jeden z piłkarzy Widzewa był już w okolicach bramki Radosława Janukiewicza. Dobrze, że bramkarz Pogoni potwierdzał reprezentacyjną formę, bo przy kilku strzałach pachniało golem. Sporo było w taktyce Widzewa młodzieżowego polotu, bezkompromisowości, ale też i strat. To właśnie po błędach przeciwnika portowcy starali się coś sensownego zorganizować.

Skowronek zaskoczył po raz kolejny. W wyjściowym składzie... zabrakło napastnika. Donald Djousse został w Szczecinie leczyć kontuzję, Łukasz Zwoliński strzelił bramkę w rezerwach, a inny młodzieżowiec Kamil Zieliński - zgłoszony w piątek do rozgrywek ekstraklasy - nie załapał się do meczowego składu. Z nominalnych napastników pozostał Mouhamadou Traore. Senegalczyk mecz rozpoczął jednak na ławce rezerwowych. Do przodu został więc przesunięty Edi, ale o ile w pierwszych minutach trzymał się jeszcze linii obrońców Widzewa, tak po 10 minutach zaczął coraz częściej zbiegać do środka. Do drugiej linii wrócił za to Wojciech Golla, który miał wspomagać defensywę z Maksymilianem Rogalskim i organizować atak pozycyjny z Takafumim Akahoshim. Pogoń atakowała jednak rzadko, najczęściej po kontrach. W nich szukany był szybki Robert Kolendowicz, rzadziej Adam Frączczak biegający po prawej stronie (zagrał zamiast słabego z Jagiellonią Adriana Budki. Były widzewiak dostał przed meczem upominek od gospodarzy). Obaj do przerwy mieli swoje bramkowe okazje. Frączczak machnął się jednak i padł na ziemię w polu karnym, a Kolendowicz w 39. minucie meczu zmarnował najlepszą okazję pierwszej połowy. Wyszedł na sam na sam z Maciejem Mielcarzem i trafił w niego. Dobitka Frączczaka też nie znalazła bramki.

Po czterech minutach mogło być jednak 1:0 dla Pogoni. Rzut wolny z lewej strony, wrzutka na 5 m, gdzie najwyżej wyskoczył Maciej Dąbrowski. Strzelił głową dobrze, ale trafił w słupek. Piłka tak pechowo dla niego odbiła się od słupka, że wpadła wprost w ręce bramkarza Widzewa. Łódzcy kibice głośno i głęboko odetchnęli z ulgą.

W przerwie Skowronek trzymał się schematu i szybko jego zawodnicy pokazali, że nauka w meczu z Jagiellonią (białostoczanie w Szczecinie też grali bez napastnika) nie poszła na marne. W 53. minucie piłkę z środka boiska za plecy obrońców wrzucił Akahoshi, wystartował do niej Frączczak, który łatwo ubiegł Mielcarza i strzelił do pustej bramki. Kilka minut później było już 2:0. Kilka podań z pierwszej piłki i Edi znalazł się sam na prawym boku pola karnego. Dograł do Kolendowicza, który wślizgiem pokonał bramkarza.

Ciszę na obiekcie przerwali sami łodzianie, którzy po 2 minutach strzelili kontaktowego gola (błąd Janukiewicza). Widzew natychmiast ruszył do ataku, ale ich temperamenty przytępił sędzia Gil, który wyrzucił z boiska Adama Banasiaka (druga żółta po faulu na Edim). Pogoń mogła więc pilnować wyniku i szukać szans w kontrach. W 80. minucie portowcy (konkretnie Maciej Dąbrowski) zdobyli 3. gola i było praktycznie po meczu, a pierwsze wyjazdowe zwycięstwo portowców w ekstraklasie stało się faktem.

ZOBACZ gole i najciekawsze akcje meczu Widzew - Pogoń



Następny mecz Pogoń zagra z Legią Warszawa w poniedziałek 22 października.