Sport.pl

Triumfalny powrót Petera Hricki do podstawowego składu Pogoni

Prawy obrońca nie zdobył gola, nie zaliczył asysty, ale przyczynił się do zwycięstwa szczecińskiego beniaminka ekstraklasy w Łodzi.
To był dobry występ Hricki. Słowak jakby za wszelką cenę chciał pokazać, że pominięcie go w składzie podczas spotkania z Jagiellonią było błędem.

- Z Jagiellonią nie grałem z powodów taktycznych. Nie chcę tego oceniać. Trener ma prawo dobierać zawodników, ja musiałem to zaakceptować. Z Widzewem chciałem przede wszystkim pomóc mojej drużynie - mówi Hricko.

Tym razem trener Artur Skowronek zaskoczył ustawieniem ataku. Nominalni napastnicy zostali w Szczecinie lub na rezerwie, a z przodu biegał najczęściej Edi. Hricko wrócił na prawą obronę i Widzew nie miał dobrej akcji w pierwszej połowie z tego sektora boiska.

- Widzieliśmy, że musimy przeczekać 15-20 pierwszych minut, bo Widzew na nas ruszy. I to było chyba widać - że mocno się rzucili, a my mocno pilnowaliśmy bramki Radka. Później - jak trochę stracili animuszu - już było wszystko pod naszą kontrolą - podkreśla prawy obrońca.

Wszystko?

- No, może z wyjątkiem gola dla Widzewa, który padł zdecydowanie za szybko po bramce Roberta [Kolendowicza] - odpowiedział. - Zdenerwowałem się, bo mogliśmy tej bramki uniknąć. Wciąż jednak wierzyłem w nasz zespół i to, że w Łodzi wygramy. Po golu Maćka byłem tego już pewny.

Hricko podkreśla, że cały zespół zapracował na ten sukces, ale wyróżnia też pomysł na Widzewa Skowronka.

- Nie był to łatwy przeciwnik, ale trener dobrał dobrą taktykę na to spotkanie. Uważam, że wykorzystaliśmy wszystkie atuty, które mieliśmy w rękach - mówi.

W końcu piłkarze Pogoni wsiadali do autokarów radośni. Powrót z Łodzi szybko minął.

- Dla takich powrotów - warto grać w piłkę - mówi z uśmiechem Petr Hricko. - Wygrana, radość, ale trzeba już zacząć przygotowania do meczu z Legią.

Więcej o: