Sport.pl

Bartosz Ława przed meczem w Szczecinie: Legii odmówiłem dwa razy

Pogoń jest w stanie wygrać z Legią. Patrząc na chłopaków, ich dyspozycję w lidze i na treningach, o wynik jestem naprawdę spokojny. W poniedziałek wygramy - mówi powracający do zdrowia po kontuzji kapitan Pogoni Bartosz Ława.
Mateusz Brzeźniak: W swojej długiej karierze nie raz miał pan okazję mierzyć się z warszawską Legią, z którą Pogoń gra w ekstraklasie w poniedziałek. Jakie wspomnienia?

Bartosz Ława: Ostatnio mi ktoś policzył, że z Legią nigdy nie wygrałem, a tych meczów było około 15, więc dobrych wspomnień nie mam. Kiedyś, gdy grałem w Widzewie, przegraliśmy przy Łazienkowskiej 0:6. Co jeszcze kojarzy mi się ze stołecznym klubem? Byłem tam dwukrotnie na rozmowach. Można powiedzieć, że dwa razy odmówiłem Legii. Teraz czekamy na mecz w Szczecinie, bo będzie to wielkie wydarzenie.

Rzadko się zdarza, żeby polski piłkarz dwa razy odmawiał Legii. Jak do tego doszło?

- Pierwszy raz to było bodajże w sezonie 2001/2002. Grałem wtedy w Pogoni. Razem z Pawłem Drumlakiem pojechaliśmy do Warszawy sfinalizować rozmowy. Na miejscu doszło do pewnych, powiedzmy, niedociągnięć. I zdecydowałem, że zostaję w Szczecinie. Później nastąpił splot nieszczęśliwych wydarzeń, przydarzyła mi się poważna decyzja i żałowałem, że się wtedy nie zgodziłem. Drugi raz Legia zgłosiła się, kiedy spadłem z Arką Gdynia do starej II ligi. Wszystko było dogadane, ale nagle pojawił się w Gdyni potężny sponsor, który planował zbudować wielką drużynę. Namówili mnie do tego, żeby zostać. Z perspektywy czasu uważam, że to również nie była dobra decyzja. Ale życie toczy się dalej.

Teraz będzie pan oglądał mecz Pogoni z Legią. Przyjaźni na boisku nie będzie?

- Myślę, że nie. Kibice mają przyjaźnie, sympatie i antypatie, a my do każdego meczu podchodzimy tak samo. Obojętnie, z kim byśmy nie grali, najważniejsze jest zwycięstwo. Wydarzenia na trybunach są dodatkiem do tego wszystkiego. Co do samego meczu, moim zdaniem, Pogoń jest w stanie go wygrać. Patrząc na chłopaków, ich dyspozycję w lidze i na treningach, o wynik jestem naprawdę spokojny. Już pokazali, że jest w stanie poradzić sobie w ekstraklasie i grać w niej dobrą piłkę. Nie boimy się nikogo. W poniedziałek wygramy.

Postępy w rehabilitacji po kontuzji [odniesionej na jednym z przedsezonowych sparingów - red.] są szybkie. Wiadomo już kiedy Bartosz Ława wróci do treningów na sto procent i kiedy będzie mógł pojawić się na boisku?

- Wszystko idzie w szybkim tempie, ale jest poparte naprawdę ciężką pracą. Można powiedzieć, że całe dnie spędzam na różnego rodzaju obiektach sportowych i zabiegach rehabilitacyjnych. To przynosi efekty. W środę zacząłem zajęcia z drużyną, wykonuję już prostsze ćwiczenia. Jeśli nie będzie żadnych przeciwwskazań, w przyszłym tygodniu czekają mnie testy mięśni w obu nogach. Po nich pomału zacznę trenować na sto procent moich obecnych możliwości. Wiadomo, że to nie będzie maksimum, do jakiego jestem przyzwyczajony. Ale jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to być może zagram kwadrans w Młodej Ekstraklasie już przeciwko Koronie Kielce [27-28 października - red.].

Na razie występy swoich kolegów z zespołu w ekstraklasie ogląda pan z perspektywy kibica. Gra Pogoni może się podobać?

- Zdecydowanie tak. Pierwszy mecz z Zagłębiem Lubin chłopaki zagrali kapitalnie, co rozbudziło wielkie nadzieje. Dwie kolejne porażki rozczarowały, ale w następnych spotkaniach drużyna udowodniła, że obraliśmy właściwą drogę. Praca wykonywana na treningach z każdym meczem procentuje. W Łodzi [wygrana portowców 3:1 - red.] zobaczyliśmy, że Pogoń potrafi grać miło dla oka, efektownie i efektywnie. Po prostu świetnie. Jeśli dalej pójdziemy w tym kierunku, ten sezon może być dla nas bardzo dobry.

Po wyleczeniu kontuzji o miejsce w pierwszym składzie może być trudno. W czasie pańskiej nieobecności świetnie spisywał się środek pola z Akahoshim, Maksymilianem Rogalskim oraz Edim w składzie.

- Na pewno. Pełnię swoich możliwości będę mógł zaprezentować dopiero wiosną. Jeżeli wrócę do najlepszej dyspozycji, to poradzę sobie i będę grał w tej wyjściowej jedenastce. Czeka mnie trudna walka, bo Maks, Edi i Aka tworzą jedną z najlepszych linii pomocy w ekstraklasie. Systemy jednak ewoluują, w Łodzi zagraliśmy z czwartym środkowym pomocnikiem zamiast napastnika, więc myślę że i dla mnie znajdzie się miejsce. Wierzę, że skorzysta na tym zespół i będziemy jeszcze mocniejsi.