Edi Andradina po polsku, rosyjsku i japońsku. Brazylijska gwiazda Pogoni prywatnie

Edi Andradina

Edi Andradina (Fot. Łukasz Węgrzyn / Agencja Gazeta)

Gdybym nie został piłkarzem, byłbym kierowcą autobusu. Jak mój tato, który zawsze był dla mnie idolem i wzorem. Jeździłbym po Brazylii, bo kolej tam mamy słabą, za to autobusy komfortowe
Brazylijski pomocnik do Szczecina trafił osiem lat temu, sprowadzony przez byłego właściciela Pogoni Antoniego Ptaka. Już wówczas był po trzydziestce. Szybko stał się gwiazdą ligi.

Kiedy Pogoń Ptaka rozpadła się, przeniósł się na cztery lata do Kielc. Teraz wrócił. Za kilka miesięcy miał zacząć kolejny etap piłkarskiego życia - z piłkarza przemienić się w skauta [poszukiwacza talentów - red.]. Ale ostatnio zdecydował, że jeszcze przez rok pogra w piłkę.

Pięć języków piłkarza

Obaj mieszkamy na Gumieńcach, więc spotkaliśmy się, nie ruszając z dzielnicy.

- Gawarisz pa ruski? - zagajam.

- Niemnożka - odpowiada.

- Ja toże niemnożka. To może będziemy rozmawiali po polsku. A z Akahoshim [japoński pomocnik Pogoni - red.] na boisku w jakim języku się porozumiewasz?

- Po japońsku. Tak nam najłatwiej. Zwłaszcza że przeciwnicy nic z tego nie rozumieją - wyjaśnia. Mówi, że japoński był najłatwiejszy do nauczenia się. - Nie piszę i nie czytam w tym języku, ale rozmawia mi się łatwo.

Zna też hiszpański i oczywiście portugalski, którym posługiwał się od dziecka. Doskonale mówi po polsku.

Edi nauczył się mówić językami krajów, w których grał w czasie swojej, trwającej już 24 lata piłkarskiej przygody. - To wynika z szacunku, jaki mam do ludzi, wśród których mieszkam. Jak przyszedłem do ciebie na kawę czy herbatę, to szacunek wymaga, bym mówił w twoim języku - wyjaśnia.

Prawie Polak

- Żona mówi, że jestem już prawie Polakiem. To jej odpowiadam, że mentalnie zawsze będę Brazylijczykiem. Ale moje serce bije dla Szczecina. To miasto wybrałem na swoje miejsce do życia. Ale jak mecze w telewizji oglądam, to gdy gra Polska bardziej kibicuję Polakom niż swoim rodakom. Może dlatego, że Polacy rzadziej wygrywają? [ śmiech ].

- Napijesz się kawy? A może piwko? - proponuję.

- Nie, nie - wzbrania się Edi. - Alkoholu praktycznie wcale nie piję. Od czasu do czasu lampkę wina. A kawy już dzisiaj cztery wypiłem.

Przystał na zieloną herbatę.

Autobusowe prawo jazdy

- U nas, w Brazylii, wszyscy chłopcy naprawdę grają w piłkę nożną. Ja grałem, odkąd pamiętam. Zawsze. Najpierw na podwórku, potem w klubach.

Urodził się 13 września 1974 r. w niewielkiej miejscowości Andradina w stanie San Paulo. Kilka miesięcy później karierę zawodniczą zakończył król futbolu Pele, z którym los później miał Ediego zetknąć.

- Mam dwa imiona: Edi Carlo. Dias to nazwisko mamy, Marçal mam po tacie. W Brazylii dostają nazwisko po matce i ojcu. Ważniejsze jest ojcowskie, dlatego jest na końcu - wyjaśnia piłkarz.

Ojciec był dla niego wzorem. Pracował jako kierowca autobusów na liniach międzymiastowych. - Byłem zapatrzony w tatę. On dużo pracował, więc rzadko bywał w domu. Gdy przyjeżdżałem do domu na wakacje, to żeby z nim pobyć raz czy dwa razy w tygodniu, jechałem z nim w trasę. Gdybym nie został piłkarzem, byłbym - jak on - kierowcą autobusu. Mam nawet prawo jazdy na autobus.

Porwany za młodu

Jako sześciolatek zaczął trenować w szkółce piłkarskiej w rodzinnym mieście. Osiem lat później wypatrzyli go skauci z klubu Matsubara.

- I tak to, jako 14-letni chłopak, opuściłem dom rodzinny. Matsubara leży ponad 500 km od Andradiny. Wyjechałem do internatu. W klubie miałem wszystko, co potrzebne młodemu piłkarzowi: treningi, wyżywienie, dobrą opiekę lekarską, szkołę. A dwa lata później podpisałem pierwszy profesjonalny kontrakt. To znaczy tata podpisał, bo ja byłem niepełnoletni, więc nie mogłem.

Matsubara w "dorosłej" piłce brazylijskiej niewiele znaczy, ale słynie z umiejętnego wyszukiwania i doskonalenia młodych piłkarzy. Edi wspomina, że na pierwszych jego treningach było z 50 chłopaków. - Prawie wszyscy mieli po dwa imiona. Na dodatek kilku na drugie miało Carlo czy Carlos. Trener, żeby się nie pogubić w tym wszystkim, zapytał mnie: "Skąd jesteś?". Mówię, że z Andradiny. "To będę do ciebie mówił Andradina". I tak już zostało.

Mając 22 lata, trafił do Santosu - jednego z najsłynniejszych brazylijskich klubów. Wielokrotnego mistrza stanu Sao Paolo, trzykrotnego mistrza Brazylii. To w Santosie grał Pele. Stał się symbolem klubu. Edi najbardziej pamięta wzruszenie, gdy Pele wręczył mu klubową koszulkę.

Rosja, Japonia i krowy

Edi w Santosie kariery nie zrobił. Często był zmieniany podczas meczów. Nic dziwnego, że przystał na propozycję, jaką złożył mu rosyjski Arsenał Tuła. Kolejne dwa lata zawodnik spędził 150 km na południe od Moskwy.

- Pierwszy wyjazd był trudny. Nie chodzi o to, że zimno. Tylko że przeniosłem się do kraju o innej kulturze. Rozmawiać nauczyłem się szybko, ale do kultury i zwyczajów trudno było się przyzwyczaić. No i ludzie...

- Serdeczni, gościnni - podpowiadam.

- Nie! Wręcz przeciwnie. Jacyś zawistni. To tam pierwszy raz spotkałem się z tym, że młodzi musieli nosić torby starszych zawodników. U nas tak nie jest. Wszyscy są traktowani równo, a jak starsi widzą w młodym talent, to go szanują.

W Tule w dwa lata strzelił 35 bramek.

Z Rosji przeniósł się do Japonii, gdzie w ciągu trzech lat grał aż w pięciu klubach. Zawsze chciał poznać kulturę japońską. Mówi, że właśnie tam zetknął się z najbardziej technicznym futbolem.

Po japońskiej przygodzie na dwa lata powrócił do ojczyzny, a że na zagranicznych wojażach trochę zarobił, zaczął inwestować. Kupił ziemię i stada krów.

- U nas wołowina jest przysmakiem. Dużo się jej je. Stado raz liczyło 200, a innym razem ponad 1000 zwierząt - mówi. - Ale kiedy podjąłem decyzję o zamieszkaniu na zawsze w Polsce, krowy sprzedałem. Tutaj jeszcze nie inwestowałem w nic. Nie zastanawiam się nad tym, co będę robił za dwa, trzy lata.

Jak trafił do Pogoni Ptaka

Do Szczecina Ediego ściągnął Antoni Ptak, który upatrzył sobie zawodników z klubu AA Portugeusa. Wcześniej sprowadził z tego klubu do Pogoni Adriano i doskonałego napastnika urugwajskiego Claudio Milara. Potem był Edi i jeszcze kilku.

Andradina zadebiutował w polskiej ekstraklasie w marcu 2005 r. w meczu z Legią w Warszawie (legioniści wygrali 3:0).

Edi w Pogoni szybko stał się jednym z ulubieńców publiczności. O Ptaku złego słowa nie powie, bo biznesmen spod Łodzi zawsze był słowny i płacił na czas. Jednak pomysł brazylijskiej Pogoni Ediemu nigdy się nie podobał.

- To jest polska ekstraklasa i drużyny powinny się opierać na polskich zawodnikach. Nawet jakby grali bardzo dobrzy Brazylijczycy, to nikt tu by nie pozwolił im na to, by wygrali: sędziowie, działacze, piłkarze w innych drużynach. Wszyscy byli przeciwko nam.

Brazylijski eksperyment Ptaka skończył się tym, że w 2007 r. Pogoń z hukiem spadła z ekstraklasy, klub odebrano biznesmenowi i rozpoczęto jego odbudowę od czwartej ligi. A Edi przeniósł się do Kielc.

- Pogoni w czwartej lidze bym nie pomógł. Nie jestem zawodnikiem, który umiałby się znaleźć na takim poziomie. Poza tym piłka nożna to mój zawód. Jestem profesjonalistą. Zarabiam na tym, że gram.

Po pięciu latach spędzonych w Koronie wrócił do Szczecina z żoną.

Romantyczny ślub na Cyprze

Z Magdaleną Edi ożenił się rok temu. Razem zamieszkali w Szczecinie. Magda jest z Piły i ma stąd bliżej do rodzinnego domu niż miałaby z Kielc.

Wcześniej miał żonę w Brazylii. Ma z nią dwóch synów Vittora i Luiasa Henrique. Starszy, 13-letni, trenuje piłkę, ale jest bramkarzem, bo odziedziczył geny po ojcu Ediego, który mierzył 190 cm. Młodszy do piłki się nie garnie.

- Z chłopakami często rozmawiamy na Skypie - mówi Edi. - Mam też dobry kontakt z Edim juniorem, synem, którego mam w Szczecinie, ale jego mama moją żoną nie była.

Z Magdą zeswatał go jej kuzyn, Radosław Cierzniak - były bramkarz Korony, obecnie zawodnik szkockiego Dundee United.

- Na ślubie Radka siedzieliśmy z Magdą przy jednym stoliku. Tak się poznaliśmy. Dwa lata potem sami braliśmy ślub - wspomina Edi.

Chcieli, żeby uroczystość była kameralna i romantyczna. Postanowili pobrać się na Cyprze.

- Ślub odbył się na plaży, przy zachodzącym słońcu. Byliśmy tylko my, dwoje świadków, urzędnik stanu cywilnego i tłumacz. Potem sesja fotograficzna i cały wieczór tylko dla nas - wspomina piłkarz.

Po powrocie państwo młodzi urządzili w Pile przyjęcie weselne. Ślub na Cyprze goście obejrzeli na ekranie.

- Magda nazywa się teraz Cierzniak Marcal. Po brazylijsku ma dwa nazwiska, z szacunku dla obu rodzin. Dzieci więcej nie planujemy. Magda ma syna z poprzedniego związku, ja trójkę. Wystarczy.

Zobacz także
  • Trener Pogoni Artur Skowronek Trener Pogoni Artur Skowronek: Na Śląsk się "zresetujemy"
  • Takafumi Akahoshi Edi i Akahoshi z nowymi kontraktami. Pozostali muszą zaczekać
  • Edi Andradina Edi o słowach trenera: Każdy ma swoje emocje. [Plus SONDAŻ]

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Piast Gliwice 37 72 57-33 21 9 7
2 Legia Warszawa 37 68 55-38 20 8 9
3 Lechia Gdańsk 37 67 54-38 19 10 8
4 Cracovia 37 57 45-43 17 6 14
5 Jagiellonia Białystok 37 57 55-52 16 9 12
6 Zagłębie Lubin 37 53 57-48 15 8 14
7 Pogoń Szczecin 37 52 57-54 14 10 13
8 Lech Poznań 37 52 49-48 15 7 15
9 Wisła Kraków 37 49 67-63 14 7 16
10 Korona Kielce 37 47 42-54 12 11 14
11 Górnik Zabrze 37 46 48-53 12 10 15
12 Śląsk Wrocław 37 44 49-45 12 8 17
13 Arka Gdynia 37 42 49-51 10 12 15
14 Wisła Płock 37 41 50-58 10 11 16
15 Miedź Legnica 37 40 40-65 10 10 17
16 Zagłębie Sosnowiec 37 29 49-80 7 8 22

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa