Sport.pl

Lewoskrzydłowy Pogoni: Jeszcze nie ferujmy wyroków o zespole

- Sebastian Mila kreuje grę Śląska i przykłada swój ?stempel? do każdej akcji. Jest też bardzo dobry Waldemar Sobota, na którego również trzeba będzie uważać - ocenia siłę kolejnego rywala Pogoni w ekstraklasie lewoskrzydłowy Robert Kolendowicz.
I próbuje wyjaśnić, skąd takie wahania formy szczecińskiego zespołu.

Rozmowa z Robertem Kolendowiczem

Mateusz Brzeźniak: Czy w tak trudnych warunkach [błoto - red.], jakie były na boisku w Kielcach [w ostatniej kolejce Pogoń przegrała z Koroną 1:2 - red.], jest w ogóle sens grać?

Robert Kolendowicz: Ucierpiało na tym widowisko, chociaż z tego co słyszałem, wszyscy dookoła i tak byli zadowoleni z jego atrakcyjności. Myślę, że mogło być jeszcze ciekawsze. Warunki nie sprzyjały dobrej grze. Ale nie było aż tak tragicznie i mecz został rozegrany słusznie.

Zły stan murawy utrudniał grę kombinacyjną, która jest specjalnością Pogoni.

Warunki sprzyjały bardziej gospodarzom. Straciliśmy nasze atuty, ale momentami staraliśmy się grać tak, jak do tego przyzwyczailiśmy. Niestety nie przyniosło to nam punktów.

Zima za pasem, mamy za sobą pierwszy śnieg w Szczecinie. Czy gra w takiej aurze nie jest dla pana problemem? Pańskie główne atuty to szybkość i dynamika.

- Wielkiej różnicy raczej nie ma, czasami to kwestia dnia. Nie podchodzę do tego tak, że jakieś warunki jednego zawodnika promują a drugiego dyskwalifikują. Ważniejszą kwestią jest występ całej drużyny przy takiej aurze.

Znakomita inauguracja, potem dwie porażki z rzędu, cztery mecze bez przegranej i dwa kolejne bez punktów. Skąd takie wahania formy zespołu?

- Jesteśmy beniaminkiem. OK., mamy w zespole doświadczonych zawodników, ale jako zespół gramy na tym poziomie dopiero od dziewięciu kolejek. Jestem spokojny w ocenach, bo na nie trzeba poczekać do końca sezonu a przynajmniej do zimy. Jestem przeciwnikiem wydawania werdyktów co kolejkę. Poczekajmy, dajmy sobie trochę czasu. Na koniec rundy wystawimy sobie konstruktywną ocenę.

Zadanie na ten sezon to spokojne utrzymanie się w elicie. Po dziewięciu kolejkach Podbeskidzie Bielsko-Biała i GKS Bełchatów wyraźnie odstają od reszty stawki. Patrząc na waszą grę trudno pomyśleć, że widmo spadku mogłoby zajrzeć wam w oczy.

- Myśli o spadku nawet do siebie nie dopuszczam. Każdego dnia pracujemy na to, żeby tak się nie stało. Wracając do Podbeskidzia i GKS-u myślę, że jeszcze za wcześnie, żeby skreślać te zespoły. Zwłaszcza w Podbeskidziu, gdzie zmienił się trener, zespół może jeszcze "odpalić". Nie ferujmy wyroków, nie skazujmy nikogo na tym etapie na degradację.

Wróćmy jeszcze meczu w Kielcach. Dusan Pernisz broni rzut karny, a tuż przed zejściem do szatni wychodzicie na prowadzenie. Takich spotkań nie można przegrywać.

- Fizycznie nie odstawaliśmy od kielczan, ale zgodzę się, że drugą połowę rozpoczęliśmy źle, bo od sytuacji bramkowej dla gospodarzy. Marcin Żewłakow trafił w słupek i to nakręciło dalszą grę Korony. Złapali wiatr w żagle i uwierzyli, że losy meczu mogą odwrócić na swoją korzyść. Niestety ten scenariusz się ziścił. Byliśmy przekonani, że od początku drugiej części gry Korona na nas ruszy, ale wierzyliśmy, że uda się te ataki przetrwać i za sprawą jakiegoś kontrataku podwyższymy stan meczu na 2:0. Nie obroniliśmy się przed tym naporem i po chwili było 1:1. Gdy już przegrywaliśmy, zabrakło nam czasu na wyrównanie.

Czy kosztownych błędów indywidualnych, które wciąż zdarzają się Pogoni, faktycznie jest tak dużo, czy też może widzimy je, bo na waszą grę zwracamy szczególną uwagę?

- Błędy są wpisane w piłkę nożną. Gdyby śledzić grę innego zespołu tak uważnie jak naszą, doszukalibyśmy się podobnej liczby wpadek. Błędy indywidualne się przytrafiają, ale to nie jest tak, że odpowiada za nie jednostka. Jesteśmy zespołem i każdą taką pomyłkę trzeba rozpatrywać jako wpadkę drużyny. Każdy zawodnik na boisku prędzej czy później popełni błąd. Naszym celem jest to, żeby było ich jak najmniej. W ostatnim czasie nam to się nie udawało, ale jesteśmy optymistami. Wiemy co było nie tak i co robić, aby marginalizować takie sytuacje.

Na koniec zapytam o najbliższego rywala, czyli mistrzów Polski z Wrocławia. Na co, na kogo w poniedziałek będziecie musieli najbardziej uważać?

- Sebastian Mila kreuje grę Śląska i przykłada swój "stempel" do każdej akcji. Doskonałym podaniem potrafi uruchomić swoich kolegów i to na nim spoczywa ciężar gry ofensywnej. Jest też bardzo dobry Waldemar Sobota, na którego również trzeba będzie uważać. Wrocławianie są też mocni jako zespół. Zeszłoroczne mistrzostwo wzięło się właśnie z siły kolektywu.