Sport.pl

Trener Pogoni Artur Skowronek: Na Śląsk się "zresetujemy"

- Nasze wyniki można zobrazować parabolą. Rzecz w tym, żeby to była linia prosta i wysoko ustawiona - mówi po dwóch porażkach Pogoni z rzędu trener Artur Skowronek.
Szkoleniowiec wylicza bolączki swojej drużyny nie unikając tematów personalnych.

Rozmowa ze szkoleniowcem Pogoni Szczecin

Mateusz Brzeźniak: Z Kielc Pogoń wróciła bez punktów [przegrała z Koroną 1:2 - red.]. Czy po meczu rozgrywanym w błocie można w ogóle oceniać realizację boiskowych założeń?

Artur Skowronek: Trudno o obiektywną ocenę, bo warunki pogodowe niwelowały nasze atuty. Ale zabrakło konsekwencji w defensywie, przez co straciliśmy bramki w zbyt prosty sposób. Mam nadzieję, że treningi w tym tygodniu i wskazówki sztabu szkoleniowego okażą się trafne i to się nie powtórzy.

Przed meczem w Kielcach trener gospodarzy zastanawiał się nad sensem grania w takich warunkach.

- Warunki były bardzo trudne, ale nie tragiczne. Oba zespoły grały na takiej samej murawie, więc po meczu nie chcę oceniać, czy powinien się odbyć, czy też nie. Nie chcemy się usprawiedliwiać. W sobotę chcieliśmy grać, bo byliśmy w dobrej dyspozycji fizycznej i psychicznej mimo wcześniejszej porażki z Legią. Liczyliśmy, że damy kibicom trochę radości. Nie udało się.

Mówił pan o braku konsekwencji w defensywie. Może po prostu nasi piłkarze nie potrafili przeciwstawić się niezwykle zdeterminowanej po przerwie Koronie?

- Brak konsekwencji objawił się w szeregu złych zdarzeń i kiepskim poruszaniu się po boisku, które doprowadziły do utraty dwóch bramek. Znamy ambicję Korony i w szatni uczulałem zawodników, że po golu "do szatni" kielczanie wyjdą na drugą połowę podrażnieni. Spodziewaliśmy się tego, ale jakoś nie było tego widać na boisku.

Dlaczego w drugiej połowie zmienił pan Takafumiego Akahoshiego? Po zejściu Japończyka z boiska gra Pogoni z przodu totalnie "siadła".

- Aka jest silnym ogniwem formacji ofensywnej. Ale pół godziny przed końcem meczu w 30-centrymetrowym błocie i przy grze z pominięciem drugiej linii, tylko długimi podaniami, Japończyk stał się nieefektywny. Doskonale obrazują to nasze analizy: skuteczność Aki w ofensywie spadła do ok. 40 proc. Liczyłem na dobre zmiany, bo i Mouhamadou Traore, i Grzegorz Bonin powinni dać z siebie więcej. Wyglądało to różnie i może stąd słaby obraz tych roszad. Traore i Edi mieli przetrzymywać piłkę tworząc miejsce dla skrzydłowych, ale tego zabrakło. Znam siłę Aki. Pół Polski już ją zna. Ten piłkarz potrafi jednym podaniem przesądzić o losach meczu. Być może powinien zostać na boisku dłużej, ale... w podobnych okolicznościach dziś też zrobiłbym tę samą zmianę.

Traore kompletnie nie odnajdywał się na boisku. Czy to oznacza, że Edi dalej będzie grać na szpicy a Pogoń w ustawieniu 4-6-0?

- Nie chcę się usprawiedliwiać kontuzją Donalda Djousse, brakiem formy Traore czy faktem, że młodzież musi się jeszcze dużo uczyć. Zawsze będę podkreślał, że w mojej drużynie napastnik nieustannie musi być "pod grą". Nie tylko ustawiony najwyżej zawodnik jest od kończenia akcji. Dlatego trenujemy rozmaite warianty i wiele czasu poświęcamy wymienności pozycji. Dzięki personalnym predyspozycjom piłkarzy jesteśmy stworzeni do gry kombinacyjnej. Oczywiście trenerzy rywali to wszystko czytają i wiedzą, że Edi ustawiany jest najwyżej. Brazylijczyk to ktoś, kto traci jedną piłkę na mecz. To dla nas skarb.

Przed sezonem podkreślał pan, że ma trzech równorzędnych napastników w zespole. Ale młody Łukasz Zwoliński na boisku pojawił się tylko raz.

- To wynika z dyspozycji i formy. Szukamy jakości stricte piłkarskiej. Cały czas staramy się wprowadzić Łukasza do gry seniorskiej. Ostatnio dużo pracy poświęcamy poprawie poruszania się napastnika na boisku, bo to szwankuje u Łukasza czy Kamila Zielińskiego. Ekstraklasa to jednak jest pewien poziom. Robimy wszystko, by młodzież od razu na niego wskoczyła, ale nie zawsze tak się dzieje.

Z Koroną zdecydował się pan tylko na dwie zmiany. Nie kusiło pana, by po zejściu Akahoshiego wpuścić na boisko filigranowego i świetnie wyszkolonego technicznie Sergieja Mosnikova?

- Frączczak wyglądał dobrze, więc wprowadzać Adriana Budki nie było sensu. Robert Kolendowicz nieco siadł, więc szukaliśmy świeżości Bonina. Na ławce zostali Błażej Radler i Mateusz Szałek, czyli zawodnicy defensywni. Uważam, że Sergiej w takich warunkach również nie zaprezentowałby się na miarę swoich i naszych oczekiwań.

W Kielcach limit żółtych kartek przekroczyli Maciej Dąbrowski i Maksymilian Rogalski. W kolejnym meczu, ze Śląskiem Wrocław [w poniedziałek 5 listopada, o godz. 18.30 w Szczecinie - red.] dokuczliwa może być zwłaszcza nieobecność tego drugiego. Kto go zastąpi?

- Nie chciałbym teraz odkrywać kart. Kadra jest szeroka. Defensywnym pomocnikiem jest choćby Mateusz Szałek, który czeka na swoją szansę. Zobaczymy, jak będzie się prezentował do niedzieli. Wtedy podejmiemy decyzję.

W minionej kolejce fatalny występ zanotował Peter Hricko. W obliczu kłopotów na bokach obrony jak bumerang powraca temat "szczecińskiego Łukasza Piszczka", czyli Adama Frączczaka. Spróbuje pan go jeszcze w defensywie, czy to temat zamknięty?

- Życie pisze różne scenariusze, ale Adaś pokazał jak dobrze czuje się w liniach ofensywnych. Dochodzi do sytuacji strzeleckich, prowadzi grę. Nie chciałbym tego niszczyć. Co do występu Petera, nie jestem aż tak krytyczny. W defensywie zagrał poprawnie, z przodu też potrafił się odnaleźć. Zawsze bronię swojego zespołu i w mojej ocenie Słowak zasługuje na obronę.

Duszan Pernisz, który obronił w Kielcach karnego, czy Radosław Janukiewicz? Kto stanie w bramce Pogoni w następnym meczu?

Na pewno teraz tego nie zdradzę. Rywalizacja bramkarzy jest zacięta. Kto zagra w następnym meczu kibice i dziennikarze [i rywale - red.] dowiedzą się dopiero w poniedziałek.

Po porażkach w 2. i 3. kolejce [z Lechią i Piastem - red.] był pan przybity i mówił o zawodzie sprawionym kibicom i samym sobie. Teraz były dwa kolejne przegrane mecze z Legią i Koroną.

- Zawsze staram się szukać pozytywów. Wielu obserwatorów dostrzegło je w meczu z Koroną. Dwa błędy zadecydowały o porażce, a wcale nie musiało tak być. Pomimo tylko czterech dni na przygotowania po Legii [0:3 w Szczecinie - red.], motorycznie wyglądaliśmy dobrze. Psychicznie nie siadamy. Po ostatnich dwóch porażkach chcemy wyjść "zresetowani" na Śląsk i odnieść zwycięstwo.

Czego więc brakuje pańskiej Pogoni? Stabilizacji?

- Na pewno tak. Nasze wyniki można zobrazować parabolą. Rzecz w tym, żeby to była linia prosta i wysoko ustawiona.

Portal pogon.v.pl donosił ostatnio o rzekomej anemii kontuzjowanego Donalda Djousse. Zawodnik miał być niedożywiony i nie wyrażać chęci rehabilitacji.

- Absolutnie nie. Donald jest pozytywną postacią w naszej szatni. Tworzy fajną atmosferę i wszyscy lubią z nim przebywać. Od strony mentalnej to świetny facet. Bardzo mu zależy na prawidłowej rehablitacji, a od kiedy dotarły do niego te informacje, stara się podwójnie. Piłka jest jego całym życiem.Nie wiem skąd wzięły się takie doniesienia.

Mamy początek listopada. Deszcz ze śniegiem i błoto mogą towarzyszyć Pogoni w kolejnych spotkaniach. To przeszkoda dla zespołu, który lubi grę piłką.

-Zdajemy sobie z tego sprawę, ale nie zmienimy taktyki na długie podania bramkarza czy stoperów do napastnika albo na wolne pole. Musimy podtrzymać dyspozycję, jeśli chodzi o szybkość i zwinność, żeby sobie na złej nawierzchni dawać radę. Będzie dobrze, spokojnie.

Jak Pogoń rozpocznie poniedziałkowy mecz ze Śląskiem?

- Chcemy trzymać się swojej treści treningowej, a nie robić krok w tył. Nie będziemy czekać na akcje Śląska. Postaramy się narzucić swoją grę. Można spodziewać się fajnego, otwartego i, mam nadzieję, zwycięskiego dla nas meczu.

Więcej o: