Sport.pl

Pogoń przegrywa w Białymstoku. Ale po najlepszym meczu wiosną

T-MOBILE EKSTRAKLASA. To, co po rundzie wiosennej wydawało się absurdem, staje się faktem. Portowcom w oczy zaczyna zaglądać widmo spadku.
Po porażce z Lechem Poznań Dariusz Wdowczyk zdecydował się na całkowite przemeblowanie wyjściowego składu Pogoni. Na boisku w Białymstoku od pierwszych minut oglądaliśmy tylko 4 zawodników, którzy rozpoczynali spotkanie w poprzedniej kolejce. To miała być recepta na dobry wynik.

Rzeczywistość znów brutalnie zweryfikowała portowców. Już w 4. minucie Maksymilian Rogalski dał popis bezmyślności, fundując rywalom kuriozalny rzut karny. Podczas gdy Dawid Plizga szykował się do wykonania wolnego, pomocnik Pogoni uparcie zgłaszał się "do odpowiedzi ", wyciągając rękę wysoko w powietrze. Skrzydłowy białostoczan kopnął piłkę, a ta trafiła wprost w dłoń winowajcy.

Rzut karny pewnie na bramkę zamienił Tomasz Frankowski. Po zdobytym golu doświadczony snajper zdjął koszulkę, pokazując ukryty pod spodem T-shirt z nazwiskami asystentów, którzy przyczynili się do zdobycia przez niego 168 goli w polskiej ekstraklasie.

Po straconej bramce portowcy ruszyli do ataku. Adam Frączczak pogubił się w sytuacji sam na sam z Jakubem Słowikiem, strzał Rogalskiego był wybroniony, a Tomasz Chałas ponownie wyszedł na boisko w "pelerynie niewidce", sprytnie chowając się za stoperami gospodarzy. Jeżeli chodzi o defensywę, Hernani i Noll urządzili sobie konkurs pod tytułem "jak źle może zagrać środkowy obrońca?".

Wdowczyk nie przeszedł obojętnie wobec piłkarskiej zbrodni, jakiej dopuszczali się niektórzy z jego podopiecznych. Na drugą połowę nie wyszło dwóch antybohaterów pierwszej odsłony. W szatni zostali Chałas i Hernani, a ich miejsce zajęli Donald Djousse oraz debiutujący w ekstraklasie 18-letni Sebastian Rudol.

Po zmianie stron goście przeważali, ale z tej przewagi niewiele wynikało. Standardowo nie byli w stanie podejść bliżej, niż na 20. metr przed bramką rywali. Jeżeli już im się to udawało (Djousse), to trwonili niezłe okazje.

W 68. minucie do poziomu szczecinian dostosował się Marcin Borski. Arbiter, który jest zmorą Pogoni w tym sezonie, za domniemany faul wyrzucił z boiska Nolla.

Mimo że 10 minut później siły się wyrównały (z boiska wyleciał Lubos Hanzel), a Jagiellonia cofnęła się na własną połowę, podopieczni Wdowczyka nie byli w stanie doprowadzić do wyrównania. Portowcy przegrali czwarty mecz z rzędu i nad strefą spadkową mają już tylko 7 punktów przewagi. Tylko, bo mając na uwadze kiepską grę Pogoni wiosną, trudno oczekiwać punktów w bezpośrednich starciach z GKS-em Bełchatów i Podbeskidziem Bielsko-Biała.

Jagiellonia Białystok - Pogoń Szczecin 1:0 (1:0)

Bramka: Frankowski (4. - rzut karny).

Jagiellonia: Słowik - Norambuena, Pazdan, Dźwigała, Hanzel ŻŻCZ (79.), Quintana (93. Kowalski), Grzyb, Gajos, Kupisz, Plizga, Frankowski Ż (83. Ukah).

Pogoń: Janukiewicz - Hricko, Noll CZ (68.), Hernani (46. Rudol Ż), Lewandowski, Akahoshi, Ława, Rogalski Ż, Frączczak, Murayama, Chałas (46. Djousse).

Sędziował: Marcin Borski (Warszawa).