Sport.pl

Adam Frączczak: Zachowałem się dramatycznie

- Kiedy, jak nie teraz... Już tak mówimy, mówimy i dalej tego przełamania nie ma - w dość pesymistycznym tonie przed pojedynkiem z Widzewem Łódź wypowiada się Adam Frączczak z Pogoni.
Mateusz Brzeźniak: Pamięta pan ostatnią serię, kiedy nie wygraliście 7 meczów z rzędu albo przegraliście 4 z kolei?

Adam Frączczak: A była taka?

Zdarzyła się, kiedy przychodził pan do Pogoni. Zespół miał za sobą 4 porażki na koniec jesieni 2010. Wiosnę - już z panem w składzie - zaczęliście od 4 kolejnych remisów.

- Szczerze, nawet o tym nie pamiętałem.

Przed wami mecz z Widzewem, który po bardzo dobrym początku sezonu popadł w marazm. Kiedy się przełamać, jak nie teraz?

- Kiedy, jak nie teraz... Już tak mówimy, mówimy i dalej tego przełamania nie ma.

Przed ostatnim meczem z Jagiellonią trener Dariusz Wdowczyk mówił, że postara się znaleźć lidera każdej formacji w Pogoni. Wśród potencjalnych wodzów wymienił pana. Czuje się pan na siłach, by podołać takiej roli?

- Nie wiem, trudno mi coś powiedzieć. Jestem rzucany z pozycji na pozycję... Szczerze mówiąc, nie wiem.

Wracając do meczu w Białymstoku, nadal rozpamiętuje pan kapitalną sytuację, w której z Tomaszem Chałasem we dwójkę wyszliście sam na sam z bramkarzem Jagiellonii i w kluczowym momencie zepsuł pan podanie?

- Pewnie, że mi się przewija, bo to, co zrobiłem, woła o pomstę do nieba i tyle. Staram się to wymazać z pamięci i nie załamywać się. Takie rzeczy się zdarzają. Zachowałem się dramatycznie i tyle.

Limit pecha dla Pogoni już się wyczerpał? Jeżeli tracicie gole, to takie kuriozalne, jak ten w Białymstoku. Jeśli dochodzicie do dobrych sytuacji, to trwonicie je w równie niewybaczalny sposób.

- Tak jak pan powiedział - nic dodać, nic ująć. Limit pecha? Mam nadzieję, że go wyczerpaliśmy. Szczęściu trzeba jednak pomóc.

Widzę, że jest pan dość przygnębiony. Gdzie należy szukać światełka w tunelu? Pierwsze efekty pracy trenera Wdowczyka są już widoczne?

- Na pewno widać, chociażby w meczu z Jagiellonią nie zagraliśmy jakiegoś dramatycznego spotkania. Prowadziliśmy grę i to jeden z efektów. Wiadomo, że jest jeszcze bardzo dużo mankamentów, ale zalążek jest.

Co na bazie własnych obserwacji może pan powiedzieć o najbliższym rywalu, czyli Widzewie Łódź?

- Oglądałem nawet ostatni mecz Widzewa z Polonią. To nieobliczalna drużyna. Grają tam młodzi zawodnicy jak Bartłomiej Pawłowski czy Mariusz Stępiński. W jednym meczu mogą wyglądać bardzo słabo, a w drugim potrafią przesądzić o wyniku spotkania. Musimy być mocno skoncentrowani i nie popełnić żadnego błędu z tyłu. Nad tym trzeba się skupić.

Na początku sezonu podopieczni Radosława Mroczkowskiego wygrywali mecz za meczem, grając trochę na młodzieńczej fantazji. Teraz brakuje im nieco doświadczenia?

- Czy doświadczenia? Są tam doświadczeni zawodnicy jak Sebastian Dudek czy Marcin Kaczmarek. Jest Maciej Mielcarz, jest Łukasz Broź, który może nie jest wiekowy, ale ma już sporo rozegranych meczów w ekstraklasie. Trudno mi powiedzieć, czego im brakuje. Na pewno początek mieli bardzo dobry, a później po prostu coś się zacięło. Może inne drużyny już ich czytały i nie pozwalały na rozwinięcie skrzydeł. Widzew to na pewno dobra drużyna, co pokazał choćby ich ostatni mecz. Potrafią grać w piłkę, dobrze idą do kontry, jeżeli odbiorą piłkę, to idą do przodu dużą ilością zawodników.

Na koniec słówko o finansach. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej prezes Jarosław Mroczek mówił o problemach, jakie mogą pojawić się bez dodatkowego wsparcia dla klubu. Braki w klubowej kasie są odczuwalne dla was, zawodników?

- Nie chciałbym się wypowiadać na ten temat.

not. mb