Stoper Pogoni Szczecin: Z Legią, Koroną i Śląskiem chcemy wywalczyć najmniej sześć punktów

- Kiedy się przełamać, jak nie w takim meczu z takim faworytem? Mimo pozornej roli chłopców do bicia, jesteśmy w stanie tam wygrać - przed arcytrudnym spotkaniem z Legią przekonuje Maciej Dąbrowski.
Mateusz Brzeźniak: W opinii wielu obserwatorów, mecz z Widzewem był najlepszym, jaki zagraliście na wiosnę. Do przełamania brakuje - tylko i aż - pierwszego zwycięstwa.

Maciej Dąbrowski: Wydaje mi się, że progres jest już widoczny zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Niestety, zdarzył nam się kardynalny błąd i Widzew stwarzając sobie pół akcji, strzelił bramkę. Jesteśmy w takim okresie, że gdzie ktoś nie dotknie piłki, ona wpada do naszej siatki. Nam z kolei zdobywanie goli idzie jak po grudzie. Musimy coś zrobić, żeby te bramki padały częściej i żeby było ich więcej.

Po rundzie wiosennej wasza przewaga nad strefą spadkową wynosiła 15 punktów. Dziś to jedynie pięć oczek i coraz większy strach wśród kibiców. Panika udziela się i wam?

- Nie. Nie patrzymy na dół tabeli, patrzymy na to, co jest przed nami. Przede wszystkim jedziemy teraz na Legię i musimy stamtąd przywieźć trzy punkty. Śmiem twierdzić, że jesteśmy w stanie tego dokonać i z takim nastawieniem całej drużyny udamy się do Warszawy.

Na treningach zdobywa pan sporo goli, a w meczach często oglądamy pana zapędzającego się pod bramkę rywali. Maciej Dąbrowski nie minął się trochę z piłkarskim powołaniem?

- Nie, nie (śmiech). Nie czuję się napastnikiem, jestem obrońcą. Odpowiadam przede wszystkim za tyły i na nich muszę się skupić. To, co zrobię do przodu, jest na mój plus.

W końcówce meczu z Lechią Gdańsk trener Artur Skowronek przesunął pana do przodu i po pańskim podaniu Edi wywalczył karnego. Znamy też sytuację Pavola Stano z Korony Kielce, który wobec niedyspozycji kolegów wcielił się w rolę wysuniętego napastnika. Pan jest stoperem, ale w razie potrzeby też może zająć miejsce w ataku.

- Jeżeli taka będzie wola trenera, to będę chciał iść i strzelić bramkę. Chcemy wygrywać mecze i zdobywać punkty. One są teraz bardzo potrzebne. Przed nami trudne mecze. W trzech następnych musimy zrobić przynajmniej sześć punktów.

Do składu Pogoni i w ogóle do ekstraklasy miał pan wejście smoka. Im dalej w sezon, tym gorzej, bo forma cały czas spadała. Szybko zdobyta łatka boiskowego "profesora" trochę nie zaszkodziła?

- Nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Wiadomo, że początek tej rundy nie był dla mnie wymarzony, bo borykałem się z kontuzją. Po operacji wygląda to całkiem inaczej i nic mi nie doskwiera. Myślę, że forma będzie szła tylko do góry. Najważniejsze to, żeby pomagać zespołowi w zdobywaniu punktów.

Przed wyjazdem do Warszawy pan i pańscy koledzy zapowiadacie walkę o pełną pulę. Jakby jednak nie patrzeć, jesteście najsłabszym zespołem na wiosnę, a Legia celuje w mistrzowski tytuł.

- A kiedy się przełamać, jak nie w takim meczu z takim faworytem? Mimo pozornej roli chłopców do bicia, jesteśmy w stanie tam wygrać. Mamy taki potencjał w zespole, że głęboko wierzę w wygraną.