Pogoń przegrała z GKS Bełchatów 0:1. Ekstraklasa coraz dalej od Szczecina

Długimi fragmentami mecz w Szczecinie odpowiadał zajmowanym przez drużyny miejscom w tabeli. Jednym słowem - był słabiutki.
Ranga spotkania usztywniła zawodników do tego stopnia, że podbramkowych sytuacji było bardzo mało. O dziwo więcej mieli ich goście. Najlepszą w 36. minucie zmarnował Bartłomiej Bartosik, który dopadł na 7. metrze do piłki i uderzył z woleja. Piłka minęła Radosława Janukiewicza, ale i o pół metra słupek bramki Pogoni.

Bełchatowianie mieli jeszcze dwie gorsze okazje, które nie kończyły się skokiem ciśnienia Janukiewicza. Postawą partnerów w polu zirytowany był za to kapitan Bartosz Ława, który raz nie wytrzymał i wymachując rękoma, zjechał Przemysława Pietruszkę. Do scysji włączył się Edi i przez moment wydawało się, że dojdzie do bójki, jednak pogoniarze szybko się uspokoili. A przy okazji zmobilizowali do aktywniejszej postawy, bo w ostatnich minutach pierwszej połowy zagrali wyższym presingiem.

Pierwsze 30 minut gospodarze przespali. Nie stanowili zagrożenia dla bramki GKS, często hamowali swoje ataki, co szczecińska publiczność zaczęła kwitować gwizdami i niewybrednymi okrzykami. Taka postawa była o tyle zaskakująca, że trener Dariusz Wdowczyk postawił na najbardziej ogranych zawodników lub prezentujących się najlepiej wiosną (trener GKS Kamil Kiereś miał więcej kłopotów, nie mógł skorzystać m.in. z Kamila Wacławczyka czy Dawida Nowaka). Młodzież została na rezerwie, a np. do ataku został przesunięty Edi. Na szpicy był bezproduktywny, ale to raczej wynikało z tego, że gospodarze nie wiedzieli, czy mają mocniej przycisnąć, czy pilnować remisu.

Po piątkowej porażce Podbeskidzia z Polonią Pogoń wiedziała, że to bełchatowianom musi bardziej zależeć na zwycięstwie w Szczecinie. To ostatni w tabeli GKS tracił do 14. Pogoni 6 punktów. Remis mu więc nic nie dawał, a Pogoni punkt, czyli 4 "oczka" przewagi nad bielszczanami w tabeli.

Druga połowa nie przyniosła większego przełomu. Zespoły nadal bały się zaryzykować, akcji bramkowych było mało. Szczecinianie byli aktywniejsi, w 69. minucie Edi zmarnował idealną okazję, co szybko się na jego drużynie zemściło. Chwila gapiostwa defensywy w 72. minucie sprawiła, że Mateusz Mak wyszedł na czystą pozycję i ze spokojem ją wykorzystał.

Stracony gol zdeterminował Portowców, którzy ruszyli do przodu. W ich atakach brakowało jednak pomysłu, a przede wszystkim spokoju i umiejętności. Goście jeszcze mocniej skupili się na obronie i nawet do kontr się nie kwapili. W 89. wyprowadzili ją, Mak został sfaulowany w polu karnym i sędzia podyktował karnego. Łukasz Madej zmarnował okazję i jeszcze było trochę nerwów w samej końcówce (z dwiema szansami dla gości), ale wynik nie uległ już zmianie. GKS zdobył w Szczecinie bezcenne 3 punkty. Zrównał się w tabeli z Podbeskidziem. Oba zespoły tracą do Pogoni 3 punkty.