Sport.pl

Co dalej z Pogonią? Czas na duże zmiany, nawet rewolucyjne

Piłkarze Pogoni Szczecin utrzymali się w ekstraklasie, czyli zrealizowali najważniejsze zadanie na ten sezon. Sukces? Owszem, mały, ale kiepska wiosna zmusza do radykalnych decyzji
Gdyby rozgrywki zakończyły się po rundzie jesiennej - wszyscy chwalilibyśmy Pogoń za ładną grę i w sumie niezłe wyniki. 8. miejsce jak na beniaminkiem można było nazwać sukcesem, na pewno też było obiecujące przed rundą wiosenną. Ta okazała się koszmarem, z którego trzeba wyciągnąć wnioski, by się nie powtarzał w najbliższej przyszłości.

Z zazdrością zerkamy na Gliwice

Fatalne wiosenne wyniki sprawiły, że Pogoń kończy sezon przy prawie pustych trybunach, za to wokół drużyny nazbierało się wiele złości i niepotrzebnych emocji. O mały włos, a po przegranym meczu z GKS Bełchatów fani pobiliby zawodników. Na szczęście sytuację opanowano, a piłkarze zdołali wygrać dwa mecze z rzędu, co przesądziło o ich utrzymaniu.

Na złość wokół klubu pracowali solidnie piłkarze i działacze. Pierwsi, bo za rzadko pokazywali na boisku charakter, a drudzy prowadzili politykę, która nie zyskiwała sympatii.

Sternicy klubu robią wszystko, by odepchnąć od Pogoni kłopoty, szczególnie te finansowe. Nie wahają się stawiać władzom miasta czy województwa swojego rodzaju ultimatum - pomóżcie, bo inaczej klub będzie miał problemy. Budzi to nieufność wobec Pogoni, wzmaga złość opinii publicznej i umacnia krytyków, których bolą wielkie pieniądze w polskiej piłce. Wiadomo nie od dziś, że polscy piłkarze mało potrafią (nie tylko ci związani z Pogonią), liga jest słaba i w sumie produkt ma ładniejsze opakowanie, niż smakuje w rzeczywistości. W dobie kryzysu, powszechnego zaciskania pasa, coraz chudszego portfela kibica - nie warto przepłacać zawodników, a zdaje się, że w kraju jest to standard, w Pogoni również. Szczeciński klub największego budżetu nie ma, nie zatrudnia piłkarzy za najwyższe stawki. Można ulokować go w środku finansowej tabeli. Kto oczekiwał, że nastąpi zmiana, dostał sygnał z klubu, że sterowanie się nie zmieni. Klub zabiega o dodatkowe pieniądze z miasta, a nie słychać, by chciał urealnić budżet i zarobki do prezentowanego poziomu gry.

W Szczecinie czas na zmianę. Przed rokiem na podium stał Ruch ze skromnym budżetem, teraz kibice Pogoni z zazdrością mogą spoglądać na Piasta Gliwice. Śląski zespół awans do ekstraklasy wywalczył z Pogonią, a zajął 4. miejsce w lidze i zagra w Lidze Europy. Piast to dobry przykład tego, jak budować zespół, jakie podejmować decyzje w krytycznych momentach.

Drużyna bez stylu

Działacze Piasta kilka razy w ostatnich latach potrafili przetrzymać presję kibiców. Trener Marcin Brosz wiele razy był już na wylocie, ale trwał ze wsparciem działaczy. I dziś to on święci sukcesy, to jego można nazwać trenerem sezonu.

W Szczecinie od lat jest inaczej. Gdy tylko pojawia się pierwszy kryzys - klub zwalnia trenera. W ostatnich latach portowców prowadziło 10 szkoleniowców! Działaczy broniły wyniki - kolejne awanse, finał Pucharu Polski, w końcu utrzymanie w elicie. Ale przez te sezony - drużyna nie wypracowała stylu, nie wypłynął z klubu żaden piłkarz, który radziłby sobie w mocniejszym klubie ekstraklasy.

Dziś - po fatalnej rundzie wiosennej - wiemy, że dla drużyny kluczowe jest zatrzymanie trenera Dariusza Wdowczyka, który przyszedł wiosną i z trudem uratował ekstraklasę. Szkoleniowiec powinien dostać zadanie, by już latem gruntowne przemeblować skład.

Rewolucja jest potrzebna...

W obecnym składzie Pogoń daleko nie zajdzie. Wielu zawodników rozczarowało, inni są zbyt wiekowi, by można na nich opierać skład. Z obecnej kadry szkielet przyszłej drużyny powinni stanowić Radosław Janukiewicz, Bartosz Ława, Maksymilian Rogalski, Takuya Murayama. Oni najsolidniej zapracowali na grę w Pogoni. Jest jeszcze grupa (Frączczak, Pietruszka, Dąbrowski, Golla, Wiśniewski, Akahoshi, Djousse, Noll czy nawet Edi), przy której trzeba postawić znak zapytania i po prostu zaufać Wdowczykowi. Bez pozostałych Pogoń sobie poradzi.

Pogoń bez Ediego? Do niedawna nikt sobie tego nie wyobrażał. To lider i ulubieniec publiczności. Czarodziej, ale... już gdy wracał 2 lata temu do Pogoni, ostrzegałem, by nie wymagać od niego zbyt wiele. Niestety, wielkim błędem była akceptacja kolejnych trenerów, by Brazylijczyk odpowiadał za wszystko na boisku. Gdy miał siły - ciągnął zespół, ale przy okazji pozostali zawodnicy niczego się nie uczyli, tracili pewność siebie i przy coraz częstszej słabszej formie Ediego - drużyna wyglądała na zabłąkane owce. Wiosną portowcy przegrywali z powodu braku kondycji, ale i dlatego, że zespół nie potrafił grać. Nie było dośrodkowań ze skrzydeł, nie było strzałów z dystansu (z gry). Drużyna niby chciała poklepać piłkę na połowie rywala, ale nie potrafiła tego przekuć na akcję bramkową.

... i zmiana rynku

Kto w zamian? Czas na zmianę transferowej strategii. Czas skończyć ze sprowadzaniem piłkarzy, którzy są niechciani w innych klubach, a lepiej skoncentrować się na zatrudnianiu zawodników z I czy II ligi, stawianiu na własnych wychowanków (akurat Wdowczyk dokonał w tym względzie dużego przełomu w ostatnich latach). Na młodzież odważnie stawiała Legia (mistrz) i Lech (wicemistrz). Czemu nie Pogoń?

I jeszcze jedna sprawa - czy nie czas, by za personalną politykę nie przestał odpowiadać Grzegorz Smolny? Bronią go wyniki i zaufanie prezesa Jarosława Mroczka. Tyle że za sukcesami Pogoni w ostatnich sezonach stały dość duże pieniądze, przepłacone nazwiska. Trudno jednak przypuszczać, by Smolny - akcjonariusz spółki - ustąpił. Zresztą dobrego kandydata na jego miejsce ciężko wskazać, bo tak jak z trenerami - w polskiej lidze brakuje osób z sukcesami na koncie. Wyboru musiałby dokonać sam Wdowczyk, który z takim dyrektorem sportowym najbliżej musiałby współpracować.

Start nowego sezonu - w drugiej połowie lipca. Pogoń ma 40 dni, a tak naprawdę to ok. dwóch tygodni, by wybrać kierunek na nowe rozgrywki. Jeśli zachowa status quo - będzie miała problemy z utrzymaniem, jak odmłodzi i przemebluje skład - może doczekamy się nowej jakości.