Sport.pl

Lodu na głowę! I to wszystkim środowiskom [KOMENTARZ O POGONI]

W ostatnich dniach i tygodniach przeczytałem wiele negatywnych informacji dotyczących Pogoni Szczecin. Nikomu nic się nie podoba - piłkarze za słabi, marketing leży, a klub jest źle zarządzany. To wszystko powoduje ogólną frustrację i próbę wylewania żalów. Małe problemy są wyolbrzymiane, a z dużych robi się tragedię.
Zacznijmy od początku. W 2007 r. Pogoń była w rozsypce. Przyszłość klubu jawiła się w szarych barwach, a nie widać było kolejki ludzi i przedsiębiorstw, które chciałyby zainwestować w szczeciński klub. Jeśli mnie pamięć nie myli, to opcje stanowili wtedy kibice oraz panowie Smolny i Kałużny. Gdzieś tam usłyszeć można było o zainteresowaniu klubem pana Koźmińskiego, ale na ile poważne były to głosy, już się nie dowiemy. Prawda jest taka, że w odbudowę Pogoni zaangażowali się właśnie panowie Smolny i Kałużny. W kolejnych awansach wydatnie pomogły pieniądze miejskie, kibice dali zalążek w postaci Pogoni Nowej (inna sprawa, że nie ma w Polsce klubu, który przeszedłby całą odbudowę aż do ekstraklasy z samymi kibicami), ale pochylmy się w tej chwili jedynie nad klubem.

Sezon 2007/2008: Awans Pogoni z IV ligi do II ligi

Sezon 2008/2009: Awans Pogoni z II do I ligi, brązowy medal MP juniorów starszych

Sezon 2009/2010: Udział w finale Pucharu Polski

Sezon 2010/2011: Brak jakiegokolwiek sukcesu

Sezon 2011/2012: Awans Pogoni do ekstraklasy, brązowy medal MP juniorów starszych

Sezon 2012/2013: Utrzymanie w ekstraklasie

Biorąc pod uwagę, że Pogoń nie jest klubem typu Real Madryt i FC Barcelona w Hiszpanii, Manchester United w Anglii albo Legia Warszawa w Polsce (mowa o klubach, które rokrocznie powiększają swoją gablotę o kolejne trofea i sukcesy), a jednak średniakiem (głównie jeśli chodzi o finanse), wydaje się, że lista sukcesów przez ostatnie sześć sezonów jest całkiem długa. Nawet nieporadny matematyk zdoła policzyć, że Pogoń w ostatnich sześciu latach dopisała do swojej historii sześć sukcesów, czyli średnio jeden na sezon. O ile awansu z IV, a nawet z II ligi nie trzeba traktować w kategoriach czegoś wielkiego, o tyle juniorskie medale, udział w finale PP oraz awans do ekstraklasy trzeba uznać za duży sukces. Czy w klubie źle zarządzanym, w którym rzekomo nic nie jest tak, jak być powinno, takie osiągnięcia byłyby do zrealizowania? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.

O sukcesie Pogoni świadczą też kadrowicze

Idźmy dalej: przez 65 lat historii szczeciński klub ugrał na arenie krajowej 11 sukcesów. To dwa wicemistrzostwa Polski, raz trzecie miejsce, trzy udziały w finale Pucharu Polski, mistrzostwo Polski juniorów, wicemistrzostwo Polski juniorów, dwa brązowe medale MP juniorów oraz brązowy medal juniorów młodszych. Z tych 11 sukcesów aż trzy są udziałem Pogoni "w odbudowie", której priorytetem było przecież zdobywanie kolejnych awansów. Pogoni, która z sześciu lat funkcjonowania tylko cztery spędziła na poziomie centralnym. Daje do myślenia?

Nie chodzi tutaj o pisanie peanów i pieśni pochwalnych na cześć obecnych władz Pogoni, ale o uświadomienie pewnym malkontentom (często tym, którzy IV ligę znają tylko z opowieści starszych kolegów), że klub nie brnie w ślepy zaułek. Szukamy potwierdzeń? Łatwo jest zarzucić, że w klubie grają za starzy, niepolscy, za słabi zawodnicy. Łatwo. Trudniej jest dostrzec z kolei to, że Pogoń ma swoich reprezentantów Polski niemal w każdej kategorii wiekowej. Do reprezentacji U-21/U-20 (rocznik 1992 i młodsi) powoływani w tym sezonie byli Wojciech Golla, Radosław Wiśniewski, Julien Tadrowski i Mateusz Lewandowski. W kadrze U-19 (rocznik 1994) sprawdzani byli Norbert Neumann, Kamil Zieliński, Adam Porzeziński oraz Mateusz Wilk. Kapitanem reprezentacji U-18 (1995) jest Sebastian Rudol, a zadebiutował w niej także Dawid Kort. Szukać dalej? Kadra U-17 (1996) - Błażej Chouwer, kadra U-16 - szczecińskie trio Marcin Gałkowski, Krystian Peda i Paweł Marczuk. Czy to nie powinno działać na wyobraźnię? Skoro w dwóch rocznikach reprezentacji asystentami selekcjonerów są trenerzy Pogoni (Maciej Mateńko i Marcin Łazowski), to chyba należy oceniać, że przyszłość Pogoni może być lepsza.

Na dobre i na złe z Pogonią?

Boli mnie to ciągłe utyskiwanie na Pogoń. Przez pięć lat oduczyliśmy się w Szczecinie kibicowania, nie czujemy już chyba tak piłki... A może ciągłe awanse nauczyły tych, którzy chodzili na mecze, żeby wyniku wymagać tu i teraz? Pewien etap już się zakończył i dziś należy do gry Pogoni podchodzić spokojniej. Takie przynajmniej mam wrażenie. Sprawiamy wrażenie kibiców, którzy czekają tylko na potknięcie klubu. Można wtedy powiedzieć; "a nie mówiłem?", "w klubie pracują amatorzy". O ostrzejszych komentarzach nawet nie ma sensu pisać, bo są poniżej jakiejkolwiek krytyki. Zapominamy o rzeczach dobrych, nie chcemy być z klubem na dobre i na złe.

Czy po którejś wiosennej porażce Portowcy usłyszeli słynne "Nic się nie stało?!". Nie przypominam sobie... Musieli natomiast zmierzyć się z gniewem kibiców, którzy po dobrej jesieni wymagali od beniaminka przynajmniej takiego samego wyniku. Cieszmy się z ekstraklasy, uczmy się jej na nowo i bądźmy razem z Pogonią! Przykłady GKS-u Katowice, Zagłębia Sosnowiec, Arki Gdynia, Stomilu Olszyn, ŁKS-u, Wisły Płock, a do niedawna także Zawiszy Bydgoszcz (to tylko kilka przykładów) pokazują, że wrócić na salony nie jest wcale łatwo. Co by było, gdybyśmy to my utknęli na lata w piłkarskim niebycie? Nie wiemy, co wówczas działoby się z Pogonią. I chyba nie chcemy wiedzieć.

Transfery nie zawsze mogą być udane

Słowo jeszcze o transferach. Wymienia się nieudane ruchy do Pogoni. Oczywiście, było ich trochę. Trzeba jednak zauważyć, że przez ostatnie lata Pogoń poddawana była corocznie presji "rewolucji". Skład trzeba było przystosowywać do natychmiastowej walki o wyższą ligę. Nie jest tajemnicą, że piłce służy ewolucja, a nie rewolucja. Spokój budowania drużyny (bez presji zajęcia jednego z dwóch pierwszych miejsc) miał chyba dopiero trener Artur Skowronek. Ewentualnie miał go też Piotr Mandrysz w pierwszym sezonie I ligi (wtedy Pogoń nie zapowiadała od razu walki o awans). Skowronek zakończył jesień w górnej połowie T-ME, Mandrysz zamknął sezon w czołówce I ligi i z finałem Pucharu Polski.

Jakoś nie słyszałem głosów rozpaczy, kiedy klub zatrudniał Adriana Budkę (zdecydowanie najlepszego w Widzewie) i Hernaniego. W Polsce (w Szczecinie też) dało się raczej słyszeć głosy podziwu, że klub zdołał przekonać i zakontraktować piłkarzy takiego pokroju do I ligi. A że nie grają tak jak w poprzednich klubach? Łatwo jest dzisiaj powiedzieć: "wiedziałem, że to nie wypali", nawet gdy wówczas biło się brawo na stojąco.

Ile kupujemy koszulek?

Ostatnia wojna "koszulkowa" nie pokazuje w dobrym świetle nikogo. Ale też pisanie o wielkim potencjale kibicowskim jest dziś mocno na wyrost. Ponad 350-tysięczne miasto + region? Na trybunach średnia wynosiła niewiele ponad 5 tys. osób. Ile z nich regularnie zaopatruje się w nowe koszulki Pogoni (a ile "zdziera" je z piłkarzy)? Jest to znikomy procent, bo i koszulki nie są tanie, i Polacy nie są nauczeni nabywania gadżetów z nowej kolekcji klubowej. Jeśli już zdecydujemy się na zakup koszulki, to służy nam długo (a niekiedy "na zawsze"). Do dziś widać na stadionie kibiców w wyblakłych różowo-błękitnych pasiakach z napisem "Portowcy" z lat 90. Oryginalnie czerwono-niebieskich, a nie granatowo-bordowych, dodajmy półżartem. Dlatego nie dziwię się włodarzom klubu, że ich obawy wiążą się z koszulkami zalegającymi na magazynie. Poza tym czy kibice tak często wspierają klub poprzez zakup klubowych pamiątek, emblematów oraz gadżetów, które utożsamiają ich z klubem? Po stadionie w trakcie meczu tego nie widać.

Dostrzegam wiele błędów w pracy klubu, uważam, że wiele spraw mogłoby być załatwianych lepiej. Ale chcę też dać działaczom czas i zaufanie. Uważam, że tej wartości nie otrzymują od kibiców Pogoni w ogóle. Kibice chcieli ekstraklasy? Chcieli. Dostali ją? Dostali. Ale chyba do końca nie potrafią tego docenić, bo wciąż zewsząd słychać głosy wielkiego niezadowolenia. Co zatem mają zrobić działacze, by chociaż na chwilę zamknąć usta tym najbardziej wymagającym? Mistrzostwo Polski będzie wystarczające, czy wtedy odezwą się głosy krytykantów negatywnie oceniających wzmocnienia pod kątem walki o Ligę Mistrzów?

Oczywiście ostatnie zdanie należy potraktować ironicznie.

Aleksander Wawoczny

aleksander.wawoczny@gmail.com