Pogoń wygrywa w Lubinie! Kapitalna inauguracja sezonu [ZDJĘCIA]

Mamy lidera, w Szczecinie mamy lidera - tak krzyczeli fani Pogoni w końcówce spotkania.
Poprzedni sezon portowcy również rozpoczynali od spotkania z "Miedziowymi", z tą różnicą, że spotkanie rozegrano w Szczecinie. Pogoń wygrała 4:0 i nawet została współliderem rozgrywek na krótką chwilę. Kto o tym jednak pamięta, gdy wspomnimy fatalną, pełną nerwów i strachu o byt rundę wiosenną. Lato w szczecińskim klubie upłynęło nie tylko więc pod znakiem odmłodzenia kadry, ale i nadrabianiu wiosennych zaległości, szczególnie w przygotowaniu fizycznym. Piłkarze Dariusza Wdowczyka - od starego po najmłodszego - podkreślali, jak ciężko pracowali na obozie w Gniewinie, ale efekty miały przyjść właśnie w rozgrywkach ligowych.

Jeśli pierwszy mecz może coś sensownego zapowiedzieć, to występ w Lubinie jest po prostu bardzo optymistyczny. Drużyna dobrze wyglądała pod względem kondycyjnym, a co ważniejsze prezentowała dość ułożoną grę.

Wdowczyk potrafił wiosną zaskakiwać doborem składu i chyba w tym sezonie też będzie to praktykował. Na mecz z Zagłębiem zdecydował się wystawić na lewej obronie młodego Mateusza Lewandowskiego, a bardziej ograny Przemysław Pietruszka pozostał w rezerwie. W ataku spodziewaliśmy się gry Donalda Djousse, ale od pierwszej minuty grał Tomasz Chałas.

W wyjściowym ustawieniu znalazło się też miejsce dla debiutanta - Jakuba Bąka i to prawy pomocnik błysnął już w 4. minucie. Oszukał przy linii bocznej jednego z rywali. Przed narożnikiem pola karnego został jednak podcięty. Rzut wolny - zmora w poprzednim sezonie - został wykonany wzorowo. Takafumi Akahoshi wrzucił, najwyżej wyskoczył Maciej Dąbrowski, który trafił celnie i po chwili zaprosił kolegów do wspólnej kołyski (córka Zuzia przyszła na świat w czerwcu).

Lubinianie doznali szoku, nie potrafili mocniej zagrozić Pogoni, a ta starała się zorganizować kolejne akcje. I wyszło w 29. minucie. Kontrę Japończyków wykończył "Aka". Kibice ze Szczecina szaleli z radości, a fani Zagłębia byli wściekli.

Do przerwy nic się nie zmieniło. Chwilami wyglądało to tak, jakby portowcy bawili się z przeciwnikami, którzy w żaden sposób nie potrafili stłamsić gości. Szczecinianie byli szybsi, bardziej wybiegani i może gdyby w 2-3 akcjach wykazali trochę więcej śmiałości - różnica bramek byłaby większa.

Druga połowa to już bardziej asekurancka postawa Pogoni. Jedna skuteczna kontra miała rozstrzygnąć mecz i zdusić inicjatywę lubinian. Ci, nie mając nic do stracenia, zaatakowali, groźni byli po dośrodkowaniach ze skrzydeł, ale obrona gości nadal solidnie się prezentowała, a Radosław Janukiewicz nie miał zbyt wielu okazji do interwencji. Niepokojące było jedynie to, że czym bliżej końca, tym podopieczni Wdowczyka puchli, płacąc cenę za mocne tempo, pressing do 70. minuty. Na szczęście z wynikiem nic się już nie zmieniło, a minutę przed końcem kibice Pogoni mogli zaśpiewać: "Mamy lidera, w Szczecinie mamy lidera".