Sport.pl

Hernani z Pogoni: Z Zawiszą zagrać równie skutecznie jak w Lubinie

Rozmowa z brazylijskim obrońcą Pogoni Szczecin
Jakub Lisowski: Kiedy wróci pan do grania?

Hernani: Tego nie wiem, ale od poniedziałku chcę już trenować z zespołem. Myślałem, że wrócę szybciej, ale miałem dużego krwiaka na mięśniu czworogłowym i nie dałem rady. Musiałem czekać. Teraz - po kolejnych badaniach, ćwiczeniach - jest już dużo lepiej. Dobrze się czuję i mam nadzieję, że nie będzie komplikacji.

Jest szansa, że już na mecz ze Śląskiem będzie pan do dyspozycji trenera?

- Jeśli nic się złego nie stanie, to tak. Oczywiście nie oznacza to, że od razu będę grał. Takie decyzje będzie podejmował trener. Ja chcę jednak w poniedziałek trenować z kolegami. Dobrze wiem, że ostatni mecz rozegrałem ponad miesiąc temu, więc ta przerwa była dość długa. Ale fizycznie czuję się dobrze, także pod względem kondycyjnym nie powinno być źle. W czasie rehabilitacji spędzam w klubie nawet 4-5 godzin dziennie. Siły więc są. Zobaczymy, jak będzie wyglądać głowa, bo to równie ważne. Jeśli nie będę pewny na boisku - nie będę grał.

A może zagra pan na tzw. przetarcie w jakimś meczu rezerw bądź sparingu?

- Są różne rozwiązania, a ja na pewno dostosuję się do poleceń trenera. Mecz w rezerwach czy wcześniej w Młodej Ekstraklasie pomagają złapać rytm po kontuzji, więc nie wykluczam, że i mnie trener pośle na taki mecz. Nie nastawiam się za bardzo na grę od pierwszego meczu po powrocie do zespołu, bo mimo wszystko minęło sporo czasu i trener może obawiać się ryzyka. On decyduje.

Jest jeszcze jeden aspekt, że ma pan dalej do pierwszego składu - udanie pana zastępuje Wojciech Golla.

- To prawda, gra naprawdę dobrze. Nie jest to ten sam typ zawodnika jak ja, gra na trochę innej pozycji, ale pierwsze mecze w tym sezonie miał udane. Życzę mu wszystkiego dobrego, niech gra jak najdłużej, bo najważniejsze są punkty zespołu, a nie nazwiska w składzie. Personalne sprawy zostawiam trenerowi.

Obserwując kolegów, może pan powiedzieć, że porażkę z Legią wyrzucili już z głów?

- Raczej tak. Gdybyśmy przegrali z kretesem, po słabym meczu, pewnie przygnębienie by było wyczuwalne. Ale my rozegraliśmy dobry mecz, mieliśmy swoje sytuacje i nie musiało się to skończyć tak wysoką porażką. Na pewno nie był to tak jednostronny mecz, jak wskazuje wynik, jak sugerowali niektórzy dziennikarze. Szkoda, że zabrakło skuteczności, ale nad nią cały czas musimy pracować. Niestety, po raz kolejny wyszło, że brakuje nam bramkostrzelnego napastnika, kogoś, kto pociągnąłby nas z przodu, kogo piłka szuka w polu karnym. Widziałem, że skuteczności poświęciliśmy dużo uwagi na ostatnich treningach i mam nadzieję, że zaprocentuje to w Bydgoszczy.

Z Zawiszą zwycięstwo?

- Chcemy wygrać, ale nikt nie może tego obiecać. Zapowiada się trudny mecz, bo Zawisza przegrał dwa pierwsze mecze i piłkarze tego zespołu będą chcieli naszym kosztem udowodnić, że nie przez przypadek grają w ekstraklasie. Zagrają u siebie - możemy spodziewać się ciężkiej walki. Ale koledzy będą na to przygotowani. My też pracowaliśmy, by wygraną zapomnieć o Legii. Wiemy, jakie błędy popełniamy, co jeszcze musimy poprawić. Trzeba zwrócić uwagę, by przeciwnicy nie mieli tyle swobody w okolicach 16. metra przed naszą bramką. Także i my musimy poprawić atak pozycyjny, by stwarzać jeszcze większe zagrożenie. Z Zawiszą chcemy potwierdzić dobrą i skuteczną grę, którą pokazaliśmy w Lubinie.

not. lis