Bartosz Ława z Pogoni: Potrzebujemy wyrachowania, cwaniactwa

Wiosną każdy mecz sprawiał nam cierpienie. Teraz piłka klei się do nogi, cieszą nas występy, potrafimy utrzymywać się przy piłce i stwarzać dużo sytuacji - podkreśla kapitan szczecińskiego zespołu.
Rozmowa z kapitanem Pogoni Szczecin

Jakub Lisowski: Byliście równie rozczarowani wynikiem meczu ze Śląskiem jak trener Dariusz Wdowczyk, który najchętniej przemilczałby pomeczową konferencję?

Bartosz Ława: Tak, ale przecież nikt nie mógł być zadowolony, jak prowadzi się 2:0 na własnym boisku i gra się dobry mecz. Ciężko wtedy pogodzić się z utratą dwóch punktów, ale to był tak zwariowany mecz, że mogliśmy go równie dobrze przegrać. Ogólnie pozostaje duży niedosyt, ale podejrzewam, że w ekipie Śląska te uczucie też dominuje.

Czujecie większy niedosyt po Śląsku czy jednak większy był po Zawiszy?

- Porównywalny. Tam też było trochę dziwnie, bo mogliśmy wygrać i przegrać. Żałowaliśmy szczególnie dwóch świetnych okazji w ostatnich minutach, bo na samym finiszu mogliśmy to rozstrzygnąć na swoją korzyść. Bolało chyba nawet mocniej, bo w niedzielę to Śląsk był lepszy w końcówce i mógł strzelić zwycięskiego gola. Gdyby tak się stało, to nikt by nie pamiętał, że w Szczecinie oba zespoły zagrały dobry, fajny mecz, tylko mówiłoby się o trzech punktach wrocławian.

Mówi pan fajny mecz, ale w mojej ocenie rozegraliście najlepsze spotkanie od powrotu do ekstraklasy. Choć wynik trochę fałszuje ten obraz.

- Nie chcę mówić, że najlepszy, bo to trzeba by było dokładnie analizować, porównywać. Powiem tak - nasza gra obecnie jest dobra, jeśli nie bardzo dobra. Zaczęliśmy drugi sezon w ekstraklasie, ale już widać diametralną różnicę z poprzednim. Szczególnie jest to widoczne, jak wspomnimy wiosnę, w której niemiłosiernie się męczyliśmy. Wtedy każdy mecz sprawiał nam cierpienie. Teraz ta piłka klei się do nogi, cieszą nas występy, potrafimy utrzymywać się przy piłce i stwarzać dużo sytuacji. Trzeba to jeszcze przełożyć na wyrachowanie, cwaniactwo, by nie tracić tak głupio punktów.

Brakuje więc wykończenia akcji, czyli skutecznego napastnika.

- Będę bronił Tomka [Chałasa] przed zrzucaniem odpowiedzialności tylko na niego. Widać, że coraz więcej wnosi do gry, dochodzi do sytuacji, strzela, ale jeszcze czegoś mu brakuje, by umieścić piłkę w siatce. Szkoda, nawet ze Śląskiem miał chyba piłkę meczową przy stanie 2:0. Mimo braku skuteczności zagrał dobry mecz. Z ocenami i opiniami, że Pogoń nie ma napastnika poczekajmy jeszcze trochę. Przed nami dużo spotkań, będą kolejne okazje na przełamanie i za kilka spotkań te noty mogą być zdecydowanie lepsze. Wierzymy, że Tomek i Donald [Djousse] będą sobie stwarzać okazje i je wykorzystywać.

W meczu ze Śląskiem pokazaliście niesamowitą zadziorność na boisku. Goście poirytowani waszą postawą najczęściej machali rękami do sędziego, dopominając się fauli.

- To jakiś sposób na Śląsk Wrocław. Wiedzieliśmy, że to dobry zespół z bardzo mocną drugą linią. Sebastian Mila, Waldemar Sobota czy Przemek Kaźmierczak to najwyższa ligowa półka. Żeby z nimi nawiązać walkę, wygrać - trzeba zneutralizować ich linię pomocy, a przede wszystkim poczynania Mili. Różnie o nim mówią - to 50, a może i 70 procent wartości tej drużyny, bo jak on nie gra - to i nie gra Śląsk. Dlatego na tym i nim się skupiliśmy. Utrudnialiśmy mu spokojne rozrzucanie piłki. Do pewnego momentu się to udawało. Wiadomo, że przez cały mecz żaden zespół nie potrafi uniknąć wpadek, więc i czasami Mila nam uciekał, ale generalnie ze swoich zadań wywiązywaliśmy się z Maksem [Rogalskim] poprawnie.

Kaźmierczak też gubił krycie i zaliczył bramkę życia, a raczej roku.

- Bramkę życia to on strzelił w Szczecinie kilka lat temu, jak jeszcze grał w Pogoni. W niedzielę znów popisał się pięknym uderzeniem. Może ma szczęście do tego stadionu? Przemek jest takim piłkarzem, którego piłka szuka, pomimo tego że gra na pozycji defensywnego pomocnika. Tych bramek strzela dużo, najczęściej są to piękne gole. Ale ten niedzielny gol to efekt ewidentnego błędu naszej drużyny. Blisko było 2-3 zawodników, więc nie można było dopuścić, by Przemek przyjął piłkę na klatkę i strzelił z obrotu. Trzeba było go lekko wytrącić z równowagi, lekko popchnąć, wyprzedzić, wsadzić głowę. Szkoda, bo ten gol dodatkowo nakręcił Śląsk do dalszej walki.

Tych straconych punktów trzeba będzie szukać w Białymstoku. Wyjazd koszmarnie daleki, ale z takiego wracać z kompletem...

- Fajnie byłoby tam wygrać i po to pojedziemy. Na pewno z optymizmem wyjedziemy, bo w dwóch pierwszych meczach wyjazdowych udowodniliśmy sobie i wszystkim, że na obcych boiskach potrafimy grać i zdobywać punkty. Narzucamy swój styl gry, staramy się dominować. Wiadomo, że w dwóch ostatnich meczach zgubiliśmy punkty, mocno tego żałujemy. Trzeba w końcu gdzieś je łapać, bo sama piękna gra nie wystarczy. Tak grając, jak gramy, a z każdym meczem wychodzi nam to coraz lepiej - te zwycięstwa będą i może być nawet o nie łatwiej.

Po drodze czeka was jeszcze pucharowy mecz z Zawiszą. Okazja do udowodnienia, kto w ligowym spotkaniu w Bydgoszczy był lepszy?

- Chcemy o coś powalczyć w Pucharze Polski. To dodatkowa atrakcja dla kibiców, ale i dla nas, bo podkreślam - my lubimy grać. Potraktujemy ten mecz poważnie, serio, z wolą zwycięstwa. A w jakim składzie zagramy? To już jest pytanie do trenera Wdowczyka.

lis