Maciej Dąbrowski o szybkiej diagnozie i recepcie Pogoni na Lecha

W drugiej połowie meczu w Poznaniu piłkarze ze Szczecina pokazali, że mogą być realnym zagrożeniem dla najlepszych ekip w kraju.
Lech dobrze rozpoczął mecz, ale dał się rozbujać Portowcom. Po 20 minutach przejął jednak inicjatywę, zdobył prowadzenie i był blisko, by je powiększyć. Pogoń na boisku nie istniała, a już na 5 minut przed końcem pierwszej połowy zawodnicy grali na czas.

- Niepotrzebnie daliśmy się zepchnąć do defensywy przez to, że zostawialiśmy za dużo miejsca pomiędzy formacjami. Jako obrońcy ustawialiśmy się za głęboko, a napastnicy Lecha mogli wychodzić po piłki i rozrzucać je do boków. W przerwie powiedzieliśmy sobie, co trzeba zmienić i udało się te błędy wyeliminować - tłumaczy Dąbrowski.

Druga połowa zdecydowanie lepsza - dwie strzelone bramki, ale też kontrola nad boiskowymi wydarzeniami. Lech najgroźniejszy był po stałych fragmentach gry. Po akcjach nie potrafił zagrozić Radosławowi Janukiewiczowi.

- Opłaciło się to, że wyszliśmy bardzo wysoko na Lecha i oni sobie z tym nie radzili. Wykopywali piłki daleko, a my je przejmowaliśmy i wychodziliśmy na ich połowę. Trzeba było być jednak konsekwentnym w tym, co robiliśmy. Każdy z nas był zmotywowany i w ten sposób już nie pozwoliliśmy rywalom na nic - mówi stoper Pogoni.

Skutecznym lekarzem był oczywiście trener Dariusz Wdowczyk.

- Tak poukładał nasz zespół, że zaczęliśmy grać piłką, nie brakuje nam sił. Jesteśmy zdecydowanie lepszym zespołem niż poprzedniej wiosny - zauważył Maciej Dąbrowski.