Identyczny scenariusz jak przed rokiem. Kolejna porażka Pogoni przy Łazienkowskiej

Znów trzy bramki stracili piłkarze Pogoni Szczecin w starciu z Legią Warszawa. Przegrali 1:3 i do trzydziestoletnich oczekiwań na sukces przy Łazienkowskiej będą musieli dołożyć co najmniej jeszcze rok.
Trener Dariusz Wdowczyk zaskoczył ustawieniem prawej strony Pogoni. Postawił na tej flance na dwóch byłych legionistów. Adam Frączczak tym razem zagrał jako boczny pomocnik, a jego miejsce w defensywie zajął Wojciech Lisowski. Kibice Legii natomiast cieszyli się, że pierwszy raz od dawna mogli oglądać na boisku swoje największe gwiazdy: Dusana Kuciaka i Miroslava Radovicia.

Pogoń zaczęła bardzo dobrze. Jeszcze lepiej niż przed rokiem, gdy na Łazienkowskiej wyszła na prowadzenie w 11. minucie. W sobotę bramkarz Legii skapitulował już po 240 sekundach. Takuya Murayama wypatrzył po prawej stronie niepilnowanego Lisowskiego. Ten, oddając strzał, poślizgnął się, a piłka trafiła w Jakuba Wawrzyniaka i zupełnie zmyliła Kuciaka.

Portowcy lepszego początku nie mogli sobie wyobrazić, ale z prowadzenia nie cieszyli się długo. Tomasz Brzyski dośrodkował zbyt głęboko i Radosław Janukiewicz spokojnie złapałby piłkę, gdyby nie uprzedził go... Wojciech Golla. Obrońca Pogoni interweniował tak niefortunnie, że wbił futbolówkę do własnej siatki.

Legia miała inicjatywę, ale do sytuacji dochodziła też Pogoń. Tyle tylko, że nie potrafiła ich wykończyć uderzeniem w światło bramki. Nie udało się to Bartoszowi Ławie (z dystansu po rzucie rożnym) ani Hernaniemu (po dokładnej wrzutce z rzutu wolnego). A wychodzącego na czystą pozycję Adama Frączczaka sfaulował Tomasz Jodłowiec. Legionista obejrzał tylko żółtą kartkę, co nerwowym machnięciem ręką skwitował trener Wdowczyk.

Tę reakcję musiał sobie zapamiętać sędzia Krzysztof Jakubik. Gdy Wdowczyk protestował po kolejnej kontrowersyjnej sytuacji (Wladimer Dwaliszwili odepchnął Ławę), arbiter zdecydował się odesłać go z ławki rezerwowych.

Już z trybun oglądał, jak jego piłkarze tracą drugą bramkę. Wcześniej portowcy ratowali się, zatrzymując w ostatniej chwili groźne kontry ryzykownymi wślizgami. Najpierw udało się to Janukiewiczowi, później Golli. Defensywa gości była jednak bezradna w 43. minucie. Dokładną asystą (dziewiątą w sezonie) popisał się Brzyski, a Jakub Rzeźniczak, niczym rasowy snajper, zakończył akcję efektownym uderzeniem z woleja.

W drugiej połowie Legia spokojnie kontrolowała przebieg boiskowych wydarzeń. Niemal cały czas była w posiadaniu piłki i wyprowadzała szybkie akcje po prostych stratach szczecinian na własnej połowie. W końcu musiało się to dla Pogoni skończyć stratą bramki. Dwaliszwili pokonał Janukiewicza na raty. Jego strzał głową trafił w słupek, ale dobitka była już celna.

Legioniści jeszcze kilka razy sprawdzali formę Janukiewicza. A z piłkarzy Pogoni największe szanse na kontaktowe trafienie miał dwukrotnie Takuya Murayama. W pierwszej sytuacji uderzał jednak zbyt lekko, a w drugiej spóźnił się i nie sięgnął piłki podawanej przez Marcina Robaka.

W ostatnich 20 minutach szansę debiutu w ekstraklasie dostał 17-letni Patryk Paczuk. Po Sebastianie Rudolu i Dawidzie Korcie to kolejny junior, którego Dariusz Wdowczyk wprowadza do pierwszej drużyny. Wychowanek Floty Świnoujście nie miał jednak wielu okazji do kontaktów z piłką. A Pogoń identycznie jak przed rokiem przegrała przy Łazienkowskiej 1:3.