Sport.pl

Pogoń zrealizowała swój jesienny cel, choć mogło być zdecydowanie lepiej

Uplasować się w czołowej ?ósemce? - takie zadanie postawiono przed piłkarzami Pogoni Szczecin przed startem rundy jesiennej. Zostało zrealizowane, ale po dobrym początku sezonu przewaga nad dziewiątą drużyną mogła wynosić dużo więcej niż 1 punkt.
Portowcy zimową przerwę spędzą na 6. miejscu w tabeli ekstraklasy. Jesienią wygrali 7 spotkań, 9 zremisowali, a 5 razy schodzili z boiska pokonani. Dało im to łącznie 30 punktów i tylko jeden punkt przewagi nad dziewiątym Zawiszą Bydgoszcz. Zaledwie jeden, bo w pewnym momencie szczecinianie wyprzedzali pierwszą drużynę, która nie zakwalifikuje się do grupy mistrzowskiej, aż o 8 oczek (po 10. kolejce).

Na wyjazdach przełamywali bariery

Podopieczni trenera Dariusza Wdowczyka bardzo dobrze weszli w sezon. Od początku usadowili się w ścisłej czołówce tabeli, a formą imponowali zwłaszcza w spotkaniach wyjazdowych. Szczecinianie przełamywali kolejne bariery. Po raz pierwszy od 30 lat wygrali na stadionie Cracovii (1:0), po 16 latach pokonali Lecha w Poznaniu (2:1). Z punktami wracali też z Białegostoku (3:2) i Lubina (2:0). Na własnym boisku piłkarsko nie wyglądali wcale gorzej, jednak długo nie potrafili wygrać. Porażki z Legią Warszawa (0:3) i Górnikiem Zabrze (1:4) były zasłużone, ale na pewno zbyt wysokie. Później Pogoń przełamała złą passę na Twardowskiego i punktowała we wszystkich pozostałych meczach pierwszej części sezonu.

Kryzys przyszedł na początku listopada. Szczecinianie po słabym meczu przegrali z Widzewem Łódź (1:2) i już do końca roku nie potrafili zdobyć kompletu punktów (7 meczów z rzędu bez zwycięstwa). Portowcy wcale nie grali jednak dużo gorzej niż na początku sezonu, a przez trenera Wdowczyka nadal byli chwaleni za swoją postawę (choć czasami nieco na wyrost). Co prawda zdobywali punkty (4 remisy), które w ostatecznym rozrachunku mogą być bardzo ważne, ale nie był to już zespół z początku rundy.

Co więc zepsuło się w tej dobrze funkcjonującej maszynce? Na pewno w słabszej formie pod koniec roku byli japońscy liderzy Pogoni. A to właśnie Takafumi Akahoshi i Takuya Murayama robili różnicę w pierwszych meczach sezonu. Obaj byli w świetnej dyspozycji, ale szczególnym blaskiem błyszczał "Aka". Zdobywał bramki jak na zawołanie i musiał odpowiadać na pytania dziennikarzy dotyczące walki o koronę króla strzelców. Kolejni rywale portowców wyciągali jednak wnioski i znajdowali coraz lepszą receptę na "małą grę" Japończyków. Trudno też było oczekiwać, że Akahoshiemu do końca roku będzie wychodziło wszystko, a tak było w pierwszych tygodniach.

Powody do optymizmu

Mimo nie najlepszych ostatnich tygodni w Szczecinie panuje optymizm, jakiego nie było tutaj od lat. I nie chodzi tu o miejsce w tabeli, które mogło być wyższe. Największe pozytywy są dwa i oba wiążą się z pracą trenera Wdowczyka: ofensywny styl Pogoni i spójna wizja budowy drużyny.

Ofensywna gra była znakiem rozpoznawczym Pogoni od początku sezonu. Wszyscy od prezesa, przez trenerów, po piłkarzy deklarowali, że w każdym meczu grają o zwycięstwo i nie były to puste słowa, jak to zazwyczaj w takich przypadkach bywa. Świadczą o tym choćby odważne zmiany, których trener Wdowczyk dokonywał nawet wtedy, gdy jego podopieczni prowadzili. Oczywiście nie wszystko działało idealnie, a otwarta gra często się mściła. Wysoko grającym bocznym obrońcom zdarzało się nie wrócić na czas do defensywy, dobrego poziomu nie udawało się utrzymać przez cały mecz (tak jak ostatnio z Wisłą Kraków, gdy dobrych było pierwsze i ostatnie 20 minut), a prowadzenie portowcy seryjnie dawali sobie odbierać już po kilku minutach. Ale za to na meczach Pogoni rzadko można było się nudzić i doceniali to eksperci z całej Polski.

Kibice czekają na wzmocnienia

Drugim pozytywem jest to, że wreszcie widać pomysł na budowę drużyny. Coraz więcej szans dostają młodzi piłkarze, a tacy zawodnicy jak 21 -letni Wojciech Golla (właśnie otrzymał powołanie do pierwszej reprezentacji) i 20-letni Mateusz Lewandowski stanowią już o sile Pogoni. W końcówce sezonu nie zawahano się podejmując decyzję o rezygnacji z graczy, którzy grali poniżej oczekiwań, a w meczowej osiemnastce zabierali miejsce młodzieżowcom. Nie czekano w nieskończoność, aż "odpalą" tacy piłkarze jak Donald Djousse, Herve Tchami czy Tomasz Chałas.

Teraz kibice liczą na wzmocnienia. Wydaje się, że szczecinianie potrzebują zwłaszcza defensywnego pomocnika, uniwersalnego skrzydłowego i napastnika. Zimą na rynku transferowym próżnować na pewno nie będą jednak również drużyny znajdujące się tuż za plecami Pogoni. Chętnych do awansu do grupy mistrzowskiej nie brakuje. A jak podkreślają szczecińscy piłkarze, gdy już się uda do niej zakwalifikować i tabela jeszcze bardziej się spłaszczy, wszystko może się zdarzyć.