Maciej Dąbrowski: Zrobiliśmy duży krok w kierunku "ósemki", ale przed nami jeszcze trzy mecze

Stoper Pogoni Szczecin w niedzielnym meczu z Ruchem Chorzów strzelił bramkę oraz zaliczył asystę. Portowcy wygrali 3:1 i awansowali na 5. miejsce w tabeli ekstraklasy.
Szczecinianie mają 7 punktów przewagi nad zajmującą dziewiątą lokatę Cracovią. By nie oglądając się na innych zapewnić sobie miejsce w "ósemce" potrzebują jeszcze dwóch "oczek". W praktyce jednak tylko przy wyjątkowym zbiegu niesprzyjających okoliczności Pogoń mogłaby zostać wypchnięta z grupy walczącej o mistrzostwo.

- Zrobiliśmy duży krok w kierunku "ósemki", ale mamy przed sobą trzy mecze. Musimy zdobyć w nich komplet punktów, żeby spokojnie móc myśleć o czymś więcej - przypomina jednak Dąbrowski.

Środkowy obrońca szczecinian celnym strzałem głową otworzył w niedzielę wynik spotkania. A kiedy Dąbrowski trafia do siatki, Pogoń zawsze wygrywa. Każda z jego 5 bramek w barwach portowców padła w zwycięskich meczach. - Nieważne kto strzela, ważne żebyśmy wygrywali - skromnie podkreśla stoper.

Po zdobyciu gola ruszył w stronę ławki rezerwowych, gdzie wyściskał się z Rafałem Burytą, szkoleniowcem odpowiedzialnym w Pogoni za przygotowanie fizyczne zawodników.

- Rozmawialiśmy z trenerem dwa mecze temu podczas rozgrzewki i obiecałem, że kiedy strzelę bramkę podbiegnę do niego. Pewnie myślał, że zapomniałem, ale doskonale o tym pamiętałem - mówi z uśmiechem Dąbrowski.

Wygrywając z Ruchem podopieczni Dariusza Wdowczyka przełamali serię trzech remisów z rzędu. Choć kiedy chorzowianie wyrównali po rzucie karnym, niektórzy kibice zaczęli się obawiać, że zwycięstwo znów może wymknąć się z rąk. Takich obaw nie było jednak na boisku.

- To my od początku prowadziliśmy grę i stwarzaliśmy sobie okazje. Poza może jedną sytuacją, Ruch nam nie zagroził. Byliśmy spokojni, że w końcu musi coś wpaść - tłumaczy Dąbrowski.

Kolejny mecz szczecinianie rozegrają w piątek. Na wyjeździe rywalizować będą z Koroną Kielce.