Sport.pl

Dariusz Wdowczyk: W Pogoni brakuje nam generałów

Już teraz za nami ciekawy sezon i nic nie jest w stanie popsuć tego, co zrobiliśmy do tej pory - mówi szczeciński szkoleniowiec przed sobotnim meczem na własnym stadionie z Zawiszą Bydgoszcz (początek o godz. 20.30).
Rozmowa z trenerem Pogoni

Marcin Gigiel: Po dwóch porażkach z rzędu lepiej do bólu analizować popełnione błędy czy jak najszybciej zapomnieć o nieudanych spotkaniach?

Dariusz Wdowczyk: To nic miłego analizować przegrane mecze, ale żeby być coraz lepszym, trzeba to robić. To są tylko dwie porażki i aż dwie porażki. Pierwsza w słabym stylu z Wisłą Kraków (0:5). Ale z Lechią Gdańsk (0:2) przez pół godziny graliśmy naprawdę dobrą piłkę. Dwa błędy, zawahanie i dekoncentracja, które zbyt często przydarzają się naszym obrońcom, kosztowały nas utratę bramek. Gwarantuję, że gdybyśmy dowieźli do przerwy wynik 0:0 lub gdyby na początku drugiej połowy na 1:2 trafił Maciek Dąbrowski, to ten mecz miałby zupełnie inne oblicze. Inaczej się gra, gdy trzeba gonić wynik, a przeciwnik nastawia się tylko na rozbijanie ataków i kontry. Inaczej kiedy rywal też musi otworzyć się i szukać swoich szans.

Czy 1 punkt w 3 meczach grupy mistrzowskiej nie jest oznaką tego, że nie trafiliście z formą na najważniejszą część sezonu?

- Bez przesady. Myślę, że wszyscy w naszej lidze są już trochę psychicznie zmęczeni rozgrywkami. Ale przed nami jeszcze cztery fajne mecze z dobrymi przeciwnikami. Ten udany dla nas sezon wciąż trwa i możemy jeszcze sprawić kibicom dużo radości.

Po spotkaniu z Lechią po raz pierwszy zdecydował się pan na personalną krytykę niektórych zawodników.

- Nie nastawiam się nigdy na to, żeby personalnie oceniać piłkarzy. Widać jednak, że ta runda nie jest najlepsza w wykonaniu Adama Frączczaka. Maciek Dąbrowski, Wojtek Golla i Hernani popełniają na środku obrony proste błędy, które słono kosztują cały zespół. Mimo że analizujemy każdą sytuację, później powtarzają się podobne pomyłki. Czasami trzeba sobie zadać pytanie: czy jestem zawodnikiem na miarę ekstraklasy, czy może brakuje mi do tego poziomu? Ci piłkarze potrafią grać zdecydowanie lepiej, udowodnili to wielokrotnie. Pamiętamy, że Wojtek Golla był naszym najlepszym stoperem przez niemal całą rundę jesienną, ale na wiosnę zaczął mieć swoje problemy. Tak możemy powiedzieć o większości zawodników. Piłka jest taka, że są wzloty i upadki. Jeśli w pewnym momencie jest bardzo dobrze, to wkrótce na pewno przyjdą gorsze chwile. Ważne jest tylko, żeby jak najszybciej się po nich pozbierać. Wyciągać wnioski ze swojej gry, nie tkwić w marazmie i nie rozczulać się nad swoim losem. Powiedzieć sobie: muszę to zmienić, potrafię to zmienić i ja to zmienię. Pozytywne myślenie to podstawa.

Czy błędy stoperów nie wynikają z częstych roszad na tej pozycji?

- To nie jest dla mnie komfort, że musimy tak często zmieniać skład. Szczególnie na tych newralgicznych pozycjach w defensywie. Dla mnie środek obrony to jest najlepsze miejsce na boisku. Sam występowałem na tej pozycji u zmierzchu swojej kariery. Jeżeli jestem dobrym organizatorem, to naprawdę gra na stoperze sprawia dużo frajdy. Tylko że trzeba być generałem, który wysyła żołnierzy do boju, samemu dyrygując z tyłu "linią frontu". Brakuje nam w Pogoni takich generałów. Zdecydowanych w tym, co robią, potrafiących krzyknąć i postawić na swoim. Zbyt często oddajemy swój los w ręce przeciwnika i liczymy na jego słabość, że może nie zrobi nam krzywdy. Zwykle obraca to się przeciwko nam, bo rywal chętnie to wykorzystuje. Ciekawe słowa powiedział trener Lechii przed ostatnim meczem. Niech Pogoń na początku atakuje, a my poczekamy, bo nie są dobrze zorganizowani w obronie. I to się sprawdziło. Atakowaliśmy, ale popełniliśmy dwa błędy w defensywie. Gdańszczanom wyszły dwie kontry i wygrali mecz.

W spotkaniu z Lechią został pan odesłany na trybuny, Komisja Ligi ukarała pana zawieszeniem w dwóch kolejnych meczach. To duży problem dla trenera, że nie może dyrygować piłkarzami zza linii bocznej?

- Oczywiście wolę być bliżej zawodników. W sobotę będę z nimi aż do odprawy przedmeczowej. Wspólnie przyjedziemy na stadion, ale już do szatni nie będę mógł wejść. Także wszystkie wskazówki będę musiał przekazać wcześniej. Mam nadzieję, że drużyna będzie te założenia realizowała i mecz potoczy się po naszej myśli.

Nie żałuje pan, że nie powstrzymał emocji podczas spotkania z gdańszczanami?

- Myślę, że każdemu, kto byłby na moim miejscu, byłoby o to trudno w takiej sytuacji. Potrafiłem być opanowany i spokojny, gdy przegrywaliśmy z Wisłą 0:5. Sędzia boczny też wtedy się pomylił w jednej z sytuacji, ale z uśmiechem sobie wszystko wyjaśniliśmy. W spotkaniu z Lechią miałem sporo zastrzeżeń o poziom prowadzenia zawodów przez arbitra liniowego. Już któryś raz sędziował nasz mecz i mam wrażenie, że jest złośliwy. Tylko nie wiem, czy wobec mnie, czy wobec Pogoni. Do sędziego głównego miałem pretensję o sytuację z Takafumim Akahoshim. Czy mamy czekać, aż zawodnik dozna np. wstrząśnienia mózgu i dopiero wtedy przerwiemy akcję? Był wtedy ewidentny faul. Potwierdził to obserwator, z którym rozmawiałem po meczu, potwierdziły to telewizyjne powtórki. A właśnie po reakcji na to zdarzenie zostałem usunięty z ławki. Boisko to nie jest miejsce dla grzecznych dziewczynek. Różne słowa padają podczas meczu, ale powiem uczciwie, że nigdy nie ubliżyłem sędziemu. A powiedzenie "K... czy panowie tego nie widzicie?" nie jest przecież personalnie skierowane do arbitrów. W tym wypadku wulgaryzm to tylko wynikający z emocji "przecinek". Myślę, że każdemu zdarza się powiedzieć coś takiego. Gdyby kibice posłuchali, co zawodnicy mówią w czasie meczu...

Na ile protesty szkoleniowców podczas meczu są uzewnętrznianiem emocji, a na ile grą obliczoną na to, by wywrzeć presję na arbitrze?

- Jestem ze swoim zespołem, żyję tym, co jest na boisku, więc reaguję czasami tak jak piłkarze na murawie. Chcę być 12. zawodnikiem drużyny. Niektórzy szkoleniowcy są spokojni, flegmatyczni, inni nie. Oczywiście w jakimś stopniu jest to sposób wywierania presji na arbitrów. To część tej gry, podobnie jak próby wymuszenia fauli przez piłkarzy. Ale czy zachowanie trenerów rzeczywiście ma wpływ na sędziów? Myślę, że niewielki.

Pan i opiekun Zawiszy Ryszard Tarasiewicz jesteście w gronie zaledwie czterech trenerów ekstraklasy, którzy pracują ze swoimi zespołami od początku sezonu. To dowód, że dobrze wykonujecie swoje obowiązki?

- To nie jest pytanie do mnie. Ale myślę, że w tym sezonie można powiedzieć zarówno o Pogoni, jak i o Zawiszy, że generalnie grają atrakcyjny futbol. Często emocje podczas spotkań z naszym udziałem trwały 90 minut i dłużej. Kibice na pewno się nie nudzili.

Jakie są mocne strony bydgoszczan i w jaki sposób im się przeciwstawicie?

- Zawisza będzie trochę osłabiony [zabraknie m.in. Michała Masłowskiego i Herolda Goulona - red.]. Ostatnio nie potrafi co prawda wygrywać [nie zwyciężył w pięciu ligowych spotkaniach - red.], ale my też nie mamy czym się pochwalić w dwóch ostatnich kolejkach. Zawisza to wciąż ofensywnie grający przeciwnik. Potrafi sobie stwarzać sytuacje, zdobywać bramki. Na kilku piłkarzy musimy zwrócić szczególną uwagę. Naszym założeniem na ten mecz jest zdobycie trzech punktów. Mamy już wizję, jak chcemy zagrać i jakim składem wyjść, ale spokojnie poczekajmy z ogłoszeniem tego do soboty.

Stwierdził pan ostatnio, że Pogoń nie jest jeszcze gotowa na grę w europejskich pucharach. Ale odpowiednią licencję klub już dostał, a do trzeciego miejsca w tabeli traci tylko cztery punkty.

- Już teraz za nami ciekawy sezon i nic nie jest w stanie popsuć tego, co zrobiliśmy do tej pory. Byłoby piękne, gdybyśmy skończyli rozgrywki na miejscu zapewniającym udział w pucharach, ale ja naprawdę uważam, że ta drużyna nie dojrzała jeszcze do gry w Europie. Widać to po tym, jak radzimy sobie z presją psychiczną. Mieliśmy mecze, po których mogliśmy podskoczyć w tabeli i właśnie wtedy zawodziliśmy. Choćby na tym można opierać tezę, że jeszcze za wcześnie na grę o wysoką stawkę. Bądźmy cierpliwi. Następny sezon będzie równie ciekawy. Na pewno trudniejszy dla nas, bo oczekiwania kibiców wzrosną, ale zespół będzie już o ten jeden rok mądrzejszy. Wtedy będę mógł powiedzieć zawodnikom: Tak, zdecydowanie walczymy o puchary! Teraz nie bądźmy jednak zbyt zachłanni.

Komentarze (4)
Dariusz Wdowczyk: W Pogoni brakuje nam generałów
Zaloguj się
  • orzi90

    Oceniono 27 razy 27

    Trenera mamy najlepszego w Polsce. Miał czas na przemyślenia, dojrzał i okrzepł. Stworzył solidną drużynę z zawodników, których potencjał pierwotnie wskazywał, że stać ich na walkę co najwyżej o środek tabeli. Mam nadzieję, że Azotom i klubowi uda się zatrzymać Robaka i Akahoshiego i sprowadzić jeszcze jednego dobrego skrzydłowego i doświadczonego stopera, a w przyszłym sezonie będziemy mogli znów powalczyć o najwyższe cele :)

  • neustettiner

    Oceniono 13 razy 5

    wg mnie to jest taka motywacja Wdowczyka, chce jednocześnie spuścić ciśnienie, ale także podrażnić piłkarz
    jedno jest pewne - to Krzystek i urzędasy nie są gotowi na grę w Pogoni w pucharach
    panowie działacze, trenerzy i piłkarze - zróbcie mu na złość i awansujcie do pucharów ! to ch... że bedziemy grać 500 km od Szczecina, to ch... że każde zadupie w Ekstraklasie stać na stadion, a Szczecina nie, zagrajcie w pucharach !!! na przekór wszystkim ! skład macie, bo nie jesteście gorsi od innych drużyn walczących o 3 miejsce, zróbcie to dla siebie i dla kibiców ! ch... z Krzystkiem i ze stadionem !

  • ewrad

    Oceniono 8 razy 2

    Panie Wdowczyk krotko a czy Lechia Zawisza Wisla Gornik itd.sa gotowe na europejskie puchary mysle ze zadna z calej osemki nie osiagnela tego poziomu wiec walczcie dalej nie patrzac na puchary w ktorych i tak polskie kluby sie kompromituja bo za rok morze ten sklad Pogoni nie istniec a wynik w lidze pozostanie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX